degustacja#115 GLENMORANGIE Milsean

GLENMORANGIE Milsean

Szkocja, Highlands

milsean

Jak co roku 11-go listopada zorganizowane grupy polskiej młodzieży udają się do stolicy by w spokoju upamiętniać odzyskanie przez Polskę niepodległości. 23-letni Mariusz, który na to wydarzenie wraz z kolegami z osiedla udał się pociągiem, stwierdził że przez kilka godzin marszu w tak niskiej temperaturze będzie zmuszony dbać o temperaturę swojego ciała. Znajomi Mariusza wiedzą, że narodowiec z niego jest nie na niby więc nawet trunek jego w ten szczególny dzień narodowe barwy posiadać musi! Pomimo, że na codzień młodzieniec ten wódką „z czerwoną kartką” swoje gardło raczy, to dzień taki jak dziś świętować musi na bogato. Koledzy nie wahali się ani przez chwilę i od razu wzięli przykład z Mariusza. Wszyscy popędzili do sklepów po tę samą whisky. Nieoficjalnie mówi się, że po sukcesie Glenmorangie Milsean w Polsce, kolejne edycje z tej serii zostaną utrzymane w biało czerwonych barwach a na etykiecie znajdować się będzie symbol Polski Walczącej.

Jest to siódma edycja z serii Private Edition a Milsean w języku gaelickim oznacza słodkości. Pod kątem tychże cukierkowych rozkoszy Glenmorangie ułożyła swoją kampanię promującą tę whisky. Wszędzie na branżowych fotografiach widoczna była biało-czerwona butelka w towarzystwie łakoci. Postronne osoby mogły wręcz uznać, że w końcu ktoś wypuścił whisky dla dzieci 🙂

Nie mamy tu deklaracji wieku starzonych destylatów, wiemy natomiast, że edycja ta dojrzewała w baryłkach po bourbonie a na ostatnie 2,5 roku została przelana do wypalanych beczek po portugalskim czerwonym winie.

Nos – słodki, miód, toffi, orzechy, wanilia, kandyzowane owoce, skórka grejpfruta. Niestety wśród tej słodyczy przebija się także zapach świeżego destylatu, który wprowadza tu dużo chaosu.

Smak – początkowo goryczka i lekkie pieczenie na podniebieniu, imbir, pieprz, po chwili pojawiają się już słodkie i dominujące akcenty mlecznych krówek, miśków haribo, jagód, kokosa oraz wanilii. Cały czas jednak czuję ten nieprzyjemny posmak destylatu…

Finisz – dość krótki, lekko pikantny, dąb oraz imbir

W trzech zdaniach: Znam wielu zwolenników tej whisky, mnie osobiście jednak nie sprawiła zbyt wiele przyjemności. Odnoszę wrażenie, że te reklamowe słodkie szopki miały być tylko przykryciem dla nie specjalnie udanej whisky. Marketing jak zwykle robi swoje ale jeśli miałbym wydać ok 500zł na Glenmorangie to biorę jedną Lasantę i dwie Quinta Ruban. Wybór należy do Was 🙂

Zawartość alkoholu 46%, cena ok 450zł

Moja ocena 3/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s