degustacja#239 GLENFARCLAS 1991 The Family Cask #162

GLENFARCLAS 1991 The Family Cask #162

Szkocja, Speyside

IMG_2380

Rodzina to nie tylko ci, z którymi mieszkasz pod jednym dachem. Rodzina to ci, za którymi się tęskni jeśli ich zabraknie…albo może zabraknąć.

U mnie dziś 24-letnia Glenfarclas The Family Cask z roku 1991 butelkowana z mocą beczki na poziomie 58%.  Zapraszam.

Prezentowana dziś whisky powstała z destylatu leżakującego w Sherry Butt (beczka #162) przez okres 24 lat. Jest to Release W15 o naturalnej barwie i mocy beczki na poziomie 58% ABV.

Nos – tęgi i bogaty, mocno skórzany, piwniczny z zapachem starego drewna, eukaliptusem, śliwkami, kawą i czekoladą. Wspaniały bukiet!

Smak – głęboki i złożony, ciemne owoce, espresso, eukaliptus, czerwona pomarańcza, mnóstwo czekolady, wiśnie, rodzynki sułtanki i orzechy laskowe.

Finisz – średniej długości, kompleksowy i intensywny z akcentami palonej kawy, tytoniu i wiśni.

W trzech zdaniach: Wspaniała, złożona i wielowarstwowa whisky dostarczająca samych przyjemnych bodźców dla podniebienia. To najlepsza Glenfarclas jaką miałem okazję pić do tej pory. Od początku do końca jest jak szyty na miarę garnitur. Fantastyczna rzecz. Rozpływam się… 🙂

Zawartość alkoholu 58% ,  cena ok 1500zł

Moja ocena 8/10

Reklamy

degustacja#238 GLENDRONACH Master Vintage 1993 – 25yo

GLENDRONACH Master Vintage 1993 – 25yo

Szkocja, Highlands

IMG_2261

Dla fanów Glendronach’a rok 1993 jest czymś wyjątkowym. To w tym roku zostały wydestylowane single caski, które zdobyły serca niejednego smakosza whisky na świecie. Dla upamiętnienia tego okresu powstała 25-letnia Glendronach Master Vintage 1993 będąca selekcją samej Dr. Rachel Barrie.

Choć butelka ta trafi do specjalistycznych sklepów we wrześniu, to udało mi się spędzić z nią trochę czasu jeszcze przed premierą.

Opisywana dziś whisky została skomponowana z połączenia beczek sherry Oloroso oraz Pedro Ximenez z roku 1993 by zaprezentować i świętować ten bardzo udany rok w dziejach destylarni. Whisky ma naturalny kolor oraz nie była filtrowana na zimno.

Nos – słodki i owocowy, otwiera się ładnie ale dyskretnie, nie ma tu potężnego uderzenia sherry, do którego zwykł nas Glendronach przyzwyczaić. Nuty śliwek, wiśni, mlecznej czekolady, pralinek toffi i wanilii są wyraźne lecz nie agresywne. Pojawia się także czarna herbata oraz tytoń. Wyczuwalne są też lekkie dębowe akcenty oraz ślad imbiru.

Smak – słodki i owocowy, subtelne nuty sherry zdają się kontynuować swoją drogę. Oprócz oczywistych ciemnych i czerwonych owoców występują tu cynamon, kakao i kawa, obecne są też orzechy i dąb ze szczyptą czarnego pieprzu

Finisz – średniej długości, dość wytrawny z imbirem , tytoniem i rodzynkami.

W trzech zdaniach: Ten kto spodziewał się tu ociekających słodyczą owoców rodem z popularnych i czczonych wręcz przez fanów Glendronach’a casków z roku 1993 może być nieco zaskoczony. Jest tu znacznie więcej pikantności, a profil bardziej zmierza ku nutom wytrawnym. Słodyczy, wielowarstwowości i dobrego balansu jednak jej nie brakuje. To solidna butelka warta uwagi.

Wypatrujcie jej premiery lub pytajcie o nią na festiwalu. Może Wam się poszczęści 🙂

Zawartość alkoholu 48,2% cena ok 1300zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#237 ARDMORE 1996

ARDMORE 1996

Szkocja (Highlands)

IMG_2119

Lubicie Ardmore? Dla mnie to zawsze gwarancja solidnej whisky. Dotychczasowe spotkania z oficjalnymi czy niezależnymi bottlingami wspominam dobrze lub bardzo dobrze. Z tego też powodu sięgnąłem po butelkę dwudziestoletniej Ardmore 1996. Jak wyszła podwójna maturacja w first-fill bourbon oraz ex-Islay casks ? Sprawdźcie sami.

Opisywana dziś whisky to oficjalny bottling destylarni wydany w roku 2017. Do procesu starzenia tej whisky użyto dwóch rodzajów beczek: first-fill bourbon oraz ex-Islay casks. Ardmore 1996 została zabutelkowana z mocą beczki, bez dodatku karmelu oraz bez filtracji na zimno.

Nos – delikatnie torfowa i cytrusowa, jest miód i są brzoskwinie, pojawia się także trochę mięty oraz tytoniu. Bukiet jest bardzo stonowany i nie należy do kategorii tych wciągających i intensywnych.

Smak – rozpoczyna się cytrusami oraz lekką dawką melona i brzoskwini, po chwili pojawiają się przyjemne nuty mineralne, lekka słoność, sporo tytoniu i nut trawiastych. Jest też torf, który przewija się cały czas w tle i nasila swoją obecność w czasie. Niestety jest także mnóstwo intensywnego dębu, który mocno blokuje rozwinięcie się tej whisky.

Finisz – średniej długości, torfowy, mocno dębowy i gorzki z dużą ilością pieprzu

W trzech zadaniach: No cóż…zachęcony niezłymi opiniami o tej whisky sięgnąłem po butelkę. Lubię Ardmore, nawet te najbardziej podstawowe jako budżetowe opcje są naprawdę w porządku. Po Ardmore 1996 spodziewałem się jednak znacznie więcej. Coś tu jednak poszło nie tak…whisky zdaje się być przeciągnięta. Ten nadmiar dębu, mocnej goryczy na finiszu niweczy wszystko co próbuje się tu rozwijać.

Słysząc Ardmore 1996 moją pierwszą myślą pozostanie ta od Gordon & MacPhail https://mikeandmalts.com/2017/02/16/degustacja129-ardmore-1996-gordonmacphail

 

Zawartość alkoholu 49,3% , cena ok 350zł

Moja ocena 3/10

degustacja#236 GLENORDIE 12

GLENORDIE 12

Szkocja, Highlands

IMG_1969

Ludzie mawiają, że upływający czas mierzy się wiekiem dzieci…Oczywiście to prawda, ale znam też inne sposoby 🙂

Wróćmy na chwilę do lat ’80 z Glenordie.

Opisywana dziś whisky została skomponowana z destylatów leżakujących przez conajmniej 12 lat w beczkach po bourbonie. Jest to wydanie z lat ’80 , najprawdopodobniej whisky pochodzi z lat 1983-1987.

Nos – wanilia, kokos, stajenkowe sianko, wrzos, cytrusy, morele, ciepły chleb, mokre zleżałe drewno

Smak – wanilia, ciasto drożdżowe, brzoskwinie, miód, kokos i szczypta pieprzu

Finisz – średniej długości, brzoskwiniowy strudel i nieco dębu

W trzech zdaniach: wspaniały oldschool’owy bourbon, piękny klasyk – treściwy i bogaty. Tylko 40% mocy, a daje od siebie mnóstwo dobra na języku. Nie trzeba tu ani procenta więcej. Zdecydowanie warto wracać do tego wydania.

Zawartość alkoholu 40% , cena ok 500zł *

Moja ocena 5,5/10

Whisky Team & Friends – święto whisky na Dolnym Śląsku vol.2

Była sobota. Deszcz zdawał się siąpać lekko w drodze, podnosząc coraz częściej swą intensywność by przestraszyć tych, którzy na bitwę pod Trzebnicą przybyć się lękali.

Choć sama wejściówka na pole bitwy o wartości 180 denarów strachem mianować się miała, toż śmiałków jednak w ilości około siedemdziesięcioro stawić się umiało, którzy to bitwę tę postanowili stoczyć. Niechaj więc żalem, nie rozpustą obleją się Ci co denara skąpili, bo Ci co na bitwie byli, mimo ciężkich ran – przeżyli.

Nawiązanie celowe, gdyż taka forma tego mikro festiwalu w zapowiedziach przyjęła się dobrze. Do rzeczy jednak.

Miałem okazję być w Trzebnicy przed rokiem więc wiedziałem czego się spodziewać. Nieprawdopodobna gościna, troska, znajome i lubiane twarze oraz sesje Master Class w cenie. Było ich aż osiem: Loża Dżentelmenów, Wolf & Oak, Glenfiddich, Auchentoshan, Warsztaty Blendingu, Glenmorangie, Bruichladdich oraz cygara.

Największe wrażenie zrobiła na mnie sesja prowadzona przez Matu Zabiegaj, która była dla mnie nie lada lekcją. Ten człowiek zaraża swoją pasją, a sposób w jaki potrafi opanować salę musi budzić respekt.

Nie sposób nie wspomnieć także o dobrej kuchni, chillout-owej nucie i chmurkach cygarowych pod drzewkiem.

Wszystko powyższe ponownie otrzymaliśmy. Ba! dostaliśmy tym razem więcej, bo butli w cenie wejściówki niemal na wszystkich stanowiskach nikt się raczej nie spodziewał.

Moet Hennessy , Glenfiddich czy Bruichladdich prezentowali swoje skarby. Każdy mógł podejść i kosztować wszystkiego do woli.

Wolf & Oak promował swoją jabłkową okowitę i rum ale to pomarańczowe wino  spod lady jednak najbardziej utkwiło mi w pamięci. Butelkujemy Panie Michale – butelkujemy! 🙂

Loża Dżentelmenów wystąpiła z całym swoim majątkiem. W końcu dane mi było spróbować fantastycznej Glenmorangie, o której tak ostatnio głośno i kontrowersyjnie zarazem zrobiło się w sieci. Wpisujcie się na trwające obecnie krajowe toury bo zdecydowanie warto ją skosztować. Mój stosunek do Glenmorangie pewnie znacie, a jednak miło było mi spędzić  pół godziny nad kieliszkiem tej niezwykle udanej selekcji. Przypomniałem sobie także ich BenRiach którą bardzo lubuję. To była chyba jedna z ostatnich okazji by ją sobie powtórzyć.

 

Na stanowisku organizatora czyli Whisky Team znajdowało się około 50 butelek. Było trochę starych wydań blendów, caski Amruta po Porto i Sherry, Ardbeg Almost There czy Galileo, Mortlach Flora i Fauna, a także Glenfarclas 25. Nie zabrakło także dobrych bourbonów. Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak tajemnicza Lady of the Glen 22, Auchroisk 30 oraz Hazelburn 10. Wszystko oczywiście nadal w cenie wejściówki.

Była także Bowmore z lat ’90 , którą rozlewał Mat Chami. Nie zawsze można spróbować takich rzeczy. Dziękuję.

8950471F-AC4A-4174-83DE-B08FF26D2AA7

Przez niejaką godzinę show festiwalu skradł jednak Tom Gebard stawiając swoją urodzinową Port Charlotte 2002 od Anam na h-Alba. „Wszystkiego najlepszego” opanowało w moment całą salę nawet z ust osób, które pierwszy raz człowieka widziały na oczy. Ten nie skąpił trunku, a jego urodzinowa butla dla wielu okazała się odkryciem wieczoru.

Whisky w kieliszkach, uśmiechy, malowane twarze, nogi i dekolty – działo się nad potęgę! Ten niewielki w zasadzie obszar Ceskiej Besedy wypełniały pozytywne nastroje ludzi, którzy przyszli się nie tylko edukować ale przede wszystkim spędzić czas biesiadując wspólnie jeszcze długo po zakończeniu festiwalu.

Wszystko czego w tym dniu doświadczyłem utwierdziło mnie tylko, w przekonaniu, że whisky łączy ludzi. Niech zatem pozostanie ponad podziałami cokolwiek by się nie działo.

#Mike

degustacja#235 GLENGLASSAUGH 1978 (1118/8)

GLENGLASSAUGH 1978

Szkocja, Highlands

IMG_1655

Całkiem niedawno otrzymałem spontaniczny i bardzo miły prezent w formie skarpetek, na których widniał napis „Zawsze pij whisky starsze niż swoja kobieta”. Oczywiście owe stwierdzenie nie spoczęło tylko na moich stopach, ale wziąłem je sobie także mocno do serca . Postawiłem na Glenglassaugh 1978.

Czy mogę ostatecznie więc stwierdzić ” Przez skarpetki do serca” ? 😉

Sprawdźcie sami.

Opisywana dziś whisky to selekcja mistrza Billy’ego Walkera, stanowiąca najmłodszą pozycję z drugiej partii Rare Cask Release. Whisky ta została wydestylowana w 1978 roku, a jej butelkowanie z mocą beczki na poziomie 43,6% ABV nastąpiło we wrześniu roku 2015. Po tym okresie trunek został poddany finiszowaniu w beczkach po Porto. Powstało 276 takich butelek.

Nos – słodki i owocowy, maliny, powidła śliwkowe, jagody, stara drewniana skrzynka, nuty skórzane, a także migdały, mleczna czekolada i herbata. Wspaniały bukiet!

Smak – bogaty i złożony, mleczna czekolada, śliwki, kawa, karmel, czarna porzeczka, czarna herbata, marcepan i wanilia, imbir oraz ślady tanin.

Finisz – średniej długości, z dużą porcją konfitury z czerwonych owoców imbirem i marcepanem

W trzech zdaniach: Niezwykle bogata, złożona i ujmująca szkocka. Jest mięsista i niezwykle owocowa. To kawał historii Glenglassaugh rozpływający się na języku i dostarczający podniebieniu porządnej dawki solidnego oldschool’u. Jest to nie lada gratka dla miłośników finiszu w baryłkach po Porto. Dobra rzecz, która pozostanie w pamięci na długo.

Zawartość alkoholu 43,6% , cena ok 2500zł

Moja ocena 8/10

degustacja#234 BRAEVAL 1994 BWM

BRAEVAL 1994 BWM

Szkocja, Speyside

IMG_1529

Budzisz się wiosną, kiedy zasypiasz jest jesień, a między nimi wielokrotnie powraca zima i lato. Macie podobnie jak ja ?

„Four Seasons” to przeszłość. Nie ma więcej pór roku 😉

Jak wypada ostatnia część całej układanki Best Whisky Market? Zapraszam jak zawsze na krótką i rzeczową recenzję.

Ostatnia whisky z kolekcji „Four Seasons”  została wydestylowana w roku 1994 spędzając 24 lata w beczce po bourbonie. Jest to oczywiście single cask o naturalnej barwie, butelkowany z mocą beczki na poziomie 51,9% bez filtracji na zimno. Nasz niezależny polski bottler wydał zaledwie 166 takich butelek.

Nos – kwiatowy, trawiasty z laską wanilii, pastylkami pudrowymi, liściem laurowym, bazylią a także morelami, musem jabłkowym, ananasem i papają. Dość oryginalny jest ten bukiet. Najpierw dominują akcenty floralne, a dopiero po kilku długich minutach swoją siłę pokazują jasne owoce.

Smak – owocowy, tropikalny, dużo brzoskwini i papai, jest też mleczko kokosowe, posmak gumy turbo, a także wyraźny creme brulee z bezą. Bardzo ładnie i subtelnie wszystkie nuty rozwijają się na języku i idą z czasem w kierunku wielkiej spójności.

Finisz – długi i tropikalny, mleczne landrynki, biała czekolada oraz nieco dębu.

W trzech zdaniach: Bardzo skomplikowana whisky. Nie wszystkim może przypaść od razu do gustu. Zmienia się wielokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu minut – jest floralna, owocowa, momentami nawet wytrawna. Jest jak niełatwa łamigłówka – wielowarstwowa, złożona, wymagająca czasu, spokoju i dużej koncentracji. Mnie to pasuje.

Zawartość alkoholu 51,9% , cena 780 zł

Moja ocena 6,5/10