degustacja#265 GLENTAUCHERS 2008 TWC

GLENTAUCHERS 2008 TWC

Szkocja, Speyside

Glentauchers 2008

To 265-ta publikowana degustacja i chyba dopiero pierwszy raz opisuję whisky z destylarni Glentauchers. Jednocześnie premierą ma też u mnie butelka wydana przez niezależnego niemieckiego bottlera The Whisky Cask. Dublet okazał się udany, nawet bardzo 🙂

Opisywana dziś whisky to single cask leżakowany przez ponad dziesięć lat w beczce po sherry Oloroso pierwszego napełniania. Whisky ma oczywiście naturalną barwę i została zabutelkowana z naturalną mocą przez niezależnego niemieckiego bottlera The Whisky Cask.

Nos – rodzynki, czereśnie, mokry dąb, eukaliptus, creme brulee, deserowe kakao, zakurzona skóra. Młoda whisky, a bukiet ma w sobie coś z oldschool’u. Alkohol zupełnie niewyczuwalny. Super.

Smak – daktyle, wiśnie, czekoladki after eight, espresso, konfitury babcine. Fajnie ułożona, daje dużo radości. 

Finisz – długi, dojrzałe wiśnie i kakao

W trzech zdaniach: Deserowa, wytrawna, oleista i mięsista. Przypomina mi kilkunastoletnie caski GlenDronach’a. Fajna rzecz w dobrej cenie. Zdecydowanie polecam miłośnikom dobrych beczek po sherry Oloroso.

Zawartość alkoholu 57,2% , cena ok 400zł

Moja ocena 6/10 , 88/100

degustacja#264 HIGHLAND PARK 16 Twisted Tattoo

HIGHLAND PARK 16 Twisted Tattoo

Szkocja, Islands

IMG_5466

Ktoś niedawno napisał, że na portalach tematycznych publikuje się tylko opisy dobrych whisky bo pewnie wpisy są sponsorowane i inaczej być nie może. Ten ktoś pewnie nie śledzi moich poczynań 🙂 Zatem dla podtrzymania pewnej tradycji z cyklu „whisky dobra na sos do mięsa” przedstawiam Highland Park 16 Twisted Tattoo.

Opisywana dziś whisky to kupaż beczek po czerwonym winie Rioja oraz beczek po bourbonie pierwszego napełniania. Najmłodszy destylat ma 16 lat, whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno.

Nos – dużo dębu i słodu, trochę nieśmiałych czerwonych porzeczek, czarny pieprz, bryza morska, ciut torfu, papier toaletowy – taki tani jednowarstwowy…I to tyle, kiepski i niewyraźny bukiet.

Smak – młody destylat, dąb, pieprz, chili, całość pali w język, a moc jest tu przecież niewysoka. Są ślady niedojrzałych malin i porzeczek oraz spalone tosty.

Finisz – krótki, alkoholowy i dębowy. Chili i mnóstwo nieprzyjemnej goryczy.

W trzech zdaniach: To whisky zupełnie nijaka. W ciemno postawiłbym na jakąś whisky bez określenia wieku, a mamy tu przecież kupaż baryłek w wieku minimum 16 lat! Wpływ beczek po czerwonym winie jest tu taki sam jak wpływ prezydenta na prezesa – żaden. Wydać 400zł za coś co jest niewiele lepsze od podstawowej dziesiątki? #bitchplease

Zawartość alkoholu 46,7% , cena ok 400zł

Moja ocena 2,5/10 , 78/100

degustacja#263 TALISKER 15

TALISKER 15

Szkocja, Islands

Talisker15

fot. Bartosz Ziembaczewski

Talisker 10 była tą, która mocno zmieniła mój światopogląd na whisky. To ona ukierunkowała mnie w stronę maltów i to dzięki niej zacząłem odkrywać nowe.
Od czasu poznania minęło 6 lat, podczas których wypiłem morze whisky, a moja miłość do Talisker nadal trwa.
W ubiegłym roku przy okazji premiery Diageo Special Releases 2019 mogliśmy poznać Talisker’a 15 butelkowaną z mocą 57,3% ABV. Wczoraj przy okazji #WorldWhiskyDay miałem okazję spędzić chwilę z tą właśnie whisky.
Zdjęcie autorstwa Ziembaczewski Bartosz bo któż inny mógłby zrobić to lepiej? Whiskyhome restart? 🙂

Opisywana dziś whisky wchodzi w skład zeszłorocznego Diageo Special Releases. Talisker 15 została skomponowana z przynajmniej piętnastoletnich destylatów leżakujących w świeżo wypalanych beczkach z dębu amerykańskiego. Butelkowanie nastąpiło z naturalną mocą 57,3% ABV. Na rynek wyszło aż 42222 takich sztuk.

Nos – zapach mokrego morskiego piasku, zioła, anyż, wodorosty, owoce tropikalne, czarny pieprz, miód.

Smak – delikatny dym torfowy, figi, limonka, sól morska, wanilia, pieprz, imbir, tosty z masłem orzechowym, brzoskwinie. Alkohol miejscami przeszkadza, kropla wody robi tu porządek.

Finisz – średnio-długi, dymny, chili, zielona herbata z miodem

W trzech zdaniach: Solidna rzecz, która nie zgubiła serca destylarni. Od samego początku prym wiedzie morski charakter Taliskera, dokładnie taki jak lubię. Whisky jest dobrze ułożona choć alkohol lekko gryzie w język, kropla wody zaprowadza tu oczekiwany ład i harmonię.

Zawartość alkoholu 57,3% , cena ok 500zł

Moja ocena 6/10 , 88/100

degustacja#262 ARDBEG Wee Beastie 5

ARDBEG Wee Beastie 5

Szkocja, Islay

Ardbeg5

Bestia, która straciła swoją godność? Morski potwór, który rozmienił się na drobne?  A może to tylko jednorazowy skok w bok? Sprawdźmy jaka jest Ardbeg Wee Beastie.

Opisywana whisky została skomponowana z przynajmniej 5-letnich destylatów starzonych w beczkach po bourbonie oraz po sherry Oloroso. Butelkowanie nastąpiło z obniżoną mocą do 47,4% bez filtracji na zimno.

Nos – od razu czuć młody destylat, bimber, sporo mydlin…potem cytrusy i wanilia, torf i sadza z komina, dym, jodyna i dużo soli, a także liść laurowy. Prosto, płasko, bez polotu.

Smak – ponownie zaczyna się od bimbru, wyraźny młody destylat, który po chwili zostaje przykryty miodem, zwęglonym boczkiem i tytoniem. Jest dużo dymu, alkohol nie najlepiej przykryty i znów te mydliny…gdzieś dalej trochę anyżu

Finisz – średniej długości, alkoholowy i pieprzny

W trzech zdaniach: Rynek chłonie, popyt rośnie. Ardbeg jest kochana ale tu bestią nie jest. Nie jest też wybitna, ale zgubny ten kto oczekuje długiego finiszu za usługę w cenie 159zł. Oby to tylko jednorazowy skok, choć to zwykle uzależnia….Więc może tylko tak  dla sportu? W sumie można bo konkurencji na tym poziomie mało.

Zawartość alkoholu 47,4% , cena 159zł

Moja ocena 3,5/10 , 81/100

degustacja#261 GLEN SCOTIA 2006 Campbeltown Malts Festival 2020

GLEN SCOTIA 2006 Campbeltown Malts Festival 2020

Szkocja, Campbeltown

Glen Scotia 2006

Wszyscy dobrze wiemy, że tegoroczny Campbeltown Malts Festival nie odbędzie się. Na pocieszenie destylarnia Glen Scotia oddaje w nasze ręce kolejną butelkę festiwalową.

Po bardzo ciepło przyjętych edycjach z lat 2018 i 2019 przyszła pora na tę czternastolatkę finiszowaną przez 6 miesięcy w beczkach po Tawny Porto.

Sprawdzam czy będzie równie dobrze jak w ostatnich dwóch latach.

Opisywana dziś Glen Scotia to tegoroczne wydanie festiwalowe. Ta torfowa whisky została skomponowana z beczek zalanych w 2004, 2005 oraz w 2006 roku. Użyto tu ponownie napełnianych beczek z amerykańskiego dębu, średnio wypalanych beczek z amerykańskiego dębu oraz baryłek pierwszego napełniania po bourbonie. Całość została poddana 6-miesięcznemu finiszowi w beczkach po Tawny Porto, po czym zabutelkowana z mocą beczki na poziomie 52,8%.

Nos – jeżyny, borówki, koktail z owoców leśnych, cukier puder, podmokłe drewno, śliwka węgierka, sól morska, bryza, mech, torf schowany gdzieś w tle.

Smak – od początku wyraźne ciemne owoce, jeżyny, śliwki, maliny, torf już bardziej wyraźny ale nie dominuje. Są taniny ściągające usta, jest cynamon, dym i misie haribo.

Finisz – długi, gorzka czekolada z chili i kardamonem, taniny.

W trzech zdaniach: Bez wątpienia to najlepsza dotychczasowa edycja festiwalowa, a pamiętamy przecież, że wydania 2018 i 2019 były bardzo solidne. Alkohol jest świetnie schowany, wpływ beczki po Tawny Porto bardzo wyraźny i nie przesadzony. Kapitalny bukiet, który wprowadza nas od samego początku do kapitalnie skomponowanej całości. W tej cenie tak dobrze skomponowany malt? To bardzo uczciwa propozycja więc nic tylko brać na kartony. Polecam!

Zawartość alkoholu 52,8% , cena ok 300zł

Moja ocena 6/10, 89/100

degustacja#260 EDRADOUR 2008 Vintage

EDRADOUR 2008 Vintage

Szkocja, Highlands

AD598299-53F6-4D5A-A4FB-DF300EE21D3E

Lubicie Edradour? Ja tak. Niewiele miałem złych doświadczeń z tą należącą do Signatory Vintage destylarnią. Solidnie było i tym razem dlatego dziś kilka zdań o Edradour 2008 Vintage butelkowanej dla Le Maison du Whisky.

Przedstawiana dziś whisky została wydestylowana w roku 2008 i zabutelkowana dziesięć lat później dla La Maison du Whisky. Maturacja odbywała się w beczkach pierwszego napełniania po sherry. Mamy tu naturalną barwę, brak filtracji na zimno oraz butelkowanie z naturalną mocą 57,9%. Z beczki #8 powstało 515 butelek.

Nos – maliny, róża, wilgotna deska, eukaliptus, soczysta wiśnia, gorzka czekolada, aronia

Smak – ciemne wytrawne owoce świetnie skomponowane z drewnem, dużo skórkowej goryczki, która nie pozawala się za mocno rozwinąć słodkim powidłom i musowi wieloowocowemu. Nie ma tu sztucznego ulepku. Jest espresso i są migdały. Mmmm dobra jest!

Finisz – długi, wytrawny, zakurzony, soczyste czerwone owoce i kawa

W trzech zdaniach: Oj tak…Pyszna sprawa. Pięknie skomponowana whisky z oleistym ciałem o cudownej ciemnej barwie. Ładnie ściągająca i wnikająca głęboko w kąciki ust. Szukam butelki! 🙂

Zawartość alkoholu 57,9% , cena ok 550zł

Moja ocena 6/10

IMG_5082

degustacja#259 Let’s Get Ready to RAMBLER

Rambler list

Z początkiem tygodnia grupa osób pisząca o whisky (ale nie tylko) otrzymała miłą niespodziankę od Loży Dżentelmenów. Niespodzianki są zawsze miłe prawda? Tutaj nie było inaczej. W pudełku dostarczonym przez kuriera oprócz czterech Ramblerów znalazł się także list ubrany w ciepłe słowa nawiązujące do dzisiejszych, niełatwych przecież dla nas czasów. Treść zachęcała to spędzenia spokojnych kwietniowych wieczorów z Rambler’ami w kieliszku.

Pić samemu? Nie! Najlepiej pije się w gronie przyjaciół stwierdziła Agnieszka Kazimierska z Kiss Me Whisky. Słuszna myśl więc od razu zdecydowałem się ją podbić. Pomysł Agnieszki nie musiał długo czekać na akceptację Artura Brzychcy, który zaprosił nas na wspólną degustację na zoom’ie.

W czwartkowy wieczór w wirtualnym towarzystwie Krzysztofa Dynowskiego z Loży Dżentelmenów, Agnieszki i Andrzeja z e-whisky.pl , Agnieszki wraz z Kamilem Kiss Me Whisky, Piotra Stachury z Whisky My Life, Tomka i Toma z Whisky Team, Bartosza Łatasia ze Szkockiej Kraty, zasiedliśmy do wspólnej degustacji prowadzonej oczywiście przez Artura Brzychcy z Loży Dżentelmenów. Z tym prowadzeniem bywało jednak różnie ale przecież doskonale wiemy, że nawet Michael Buffer oddaje swój głos w ringu zaraz po wykrzyknięciu LET’S GET READY TO RAMBLER!

Rambler sample

Na prośbę Artura zaczęliśmy wbrew ogólnym zasadom, czyli od jedynej w tym zestawieniu whisky torfowej. Bardzo dobry pomysł, sam niejednokrotnie rozpoczynałem degustacje w ten sposób gdyż torf potrafi potęgować późniejsze doznania whisky kwiatowych i owocowych.

CAOL ILA 2008 11yo (Ex – Bourbon Hogshead 58,1%)

Nos – biszkopty, tarta cytrynowa, mokre siano, bardzo subtelny torf, wanilia i toffi. Wyraźne akcenty bourbonowe, niewiele tu dymu, alkohol trochę drażni śluzówki

Smak – świeża, młoda dość alkoholowa w pierwszym zetknięciu. Jest tlące się ognisko, kawa, tytoń, skórka grejpfruta, wędzona śliwka, cytrusy i pieprz

Finisz – średniej długości z utrzymującym się tytoniem i dymem torfowym

W trzech zdaniach: któż w Polsce nie butelkował jeszcze Caol Ila? Było tego trochę i  było lepiej, także wcześniej u Loży. Bardzo spokojny bukiet, trochę przeszkadzający alkohol jednak poźniej rozwija się charakter tej lubianej przez wielu destylarni. Największą jej zaletą jest niewątpliwie jej finisz.

Moja ocena 4/10

 

Na drugi ogień poszła jedyna w tym zestawieniu whisky z beczki po sherry.

BLAIR ATHOL 2008 11yo (Refill Oloroso Hogshead 54,8%)

Nos – dużo zielonego jabłuszka, kwas chlebowy, syrop z puszkowanych brzoskwiń, kminek oraz imbir

Smak – jabłka, gruszki, biała czekolada, toffi, migdały, dębowa goryczka

Finisz – średniej długości, herbata z papają i białymi owocami

W trzech zdaniach: Bardzo przyjemny bukiet, na języku sporo owoców, bardzo pijalna ze spokojnym finiszem ale…beczka po Oloroso? Serio 11 lat?  W ciemno obstawiałbym bourbon! Nie znajduję tu ani szczypty sherry. Pomimo wszystko dość ciekawy daily dram.

Moja ocena 4/10

 

Trzecią pozycją była Inchgower 2009 czyli whisky, która na polskim podwórku narobiła już chyba więcej szumu niż Glenmorangie od Loży, a to wszystko za sprawą oceny -1. wystawionej dla tej whisky na jednym z forów. Chwila niedyspozycji czy tylko czysta złośliwość? Ciężko zrozumieć motto przewodnie autora tej oceny. Zostawmy.

INCHGOWER 2009 10yo (Ex – Bourbon Hogshead 58,2%)

Nos – mydliny, drożdże, zsiadłe mleko, wanilia, ciastka zbożowe, zioła i dąb. 

Smak – kokos, pastylki pudrowe, wafle z nadzieniem waniliowym, pestki dyni, cytrusy i gałka muszkatołowa 

Finisz – krótki, maślany z cierpką pestką dyni i lekką goryczką

W trzech zdaniach: Ale zwariowana whisky! Po przejściu przez bukiet czeka nas nie lada gratka. Dzieje się dużo, smaki na języku dynamicznie się zmieniają i dostarczają szalonych bodźców. Jest to whisky wymagająca i nieoczywista. Lubię to!

Moja ocena 4,5/10

Degustację zamykała whisky określana przez Artura jako Tutti-Frutti.

MANNOCHMORE 2006 13yo (Ex – Bourbon Hogshead 57,6%)

Nos – mango, marakuja, guma turbo, pastry sour, ananas

Smak – nos przeniesiony niemal w całości na język, ponownie guma turbo, dużo marakui i mango, znów ananas, dochodzi brzoskwinia i papaja

Finisz – średniej długości, tropikalne owoce, ciasteczka maślane

W trzech zdaniach: Tropikalna dawka multiwitaminy, dobrze ułożona z przepięknym bukietem i mnóstwem owoców. Fajna rzecz, nad którą można bardzo przyjemnie spędzić wiele czasu.

Moja ocena 5/10

Podsumowanie:

To był fantastyczny wieczór obfitujący w dużą dawkę humoru ale też i skupienia. Whisky potrafiły się obronić. Zawsze możemy sugerować się opinią innych ale bez przetestowania tego na własnym gardle pozostajemy tylko w sferze domysłów.

Forma degustacji in plus – jak nie można inaczej to jakoś trzeba sobie radzić. Polecam i Wam. Loża Dżentelmenów ma w planach podobne wydarzenia.

Na koniec wszyscy jednogłośnie wyraziliśmy swoją tęsknotę za festiwalami, wspólnymi spotkaniami i rozmowami do późnych godzin. Bądźmy cierpliwi i wierzmy w moc Rodziny CS. Do zobaczenia wkrótce 🙂

#mike

Rambler kafelki