degustacja#237 ARDMORE 1996

ARDMORE 1996

Szkocja (Highlands)

IMG_2119

Lubicie Ardmore? Dla mnie to zawsze gwarancja solidnej whisky. Dotychczasowe spotkania z oficjalnymi czy niezależnymi bottlingami wspominam dobrze lub bardzo dobrze. Z tego też powodu sięgnąłem po butelkę dwudziestoletniej Ardmore 1996. Jak wyszła podwójna maturacja w first-fill bourbon oraz ex-Islay casks ? Sprawdźcie sami.

Opisywana dziś whisky to oficjalny bottling destylarni wydany w roku 2017. Do procesu starzenia tej whisky użyto dwóch rodzajów beczek: first-fill bourbon oraz ex-Islay casks. Ardmore 1996 została zabutelkowana z mocą beczki, bez dodatku karmelu oraz bez filtracji na zimno.

Nos – delikatnie torfowa i cytrusowa, jest miód i są brzoskwinie, pojawia się także trochę mięty oraz tytoniu. Bukiet jest bardzo stonowany i nie należy do kategorii tych wciągających i intensywnych.

Smak – rozpoczyna się cytrusami oraz lekką dawką melona i brzoskwini, po chwili pojawiają się przyjemne nuty mineralne, lekka słoność, sporo tytoniu i nut trawiastych. Jest też torf, który przewija się cały czas w tle i nasila swoją obecność w czasie. Niestety jest także mnóstwo intensywnego dębu, który mocno blokuje rozwinięcie się tej whisky.

Finisz – średniej długości, torfowy, mocno dębowy i gorzki z dużą ilością pieprzu

W trzech zadaniach: No cóż…zachęcony niezłymi opiniami o tej whisky sięgnąłem po butelkę. Lubię Ardmore, nawet te najbardziej podstawowe jako budżetowe opcje są naprawdę w porządku. Po Ardmore 1996 spodziewałem się jednak znacznie więcej. Coś tu jednak poszło nie tak…whisky zdaje się być przeciągnięta. Ten nadmiar dębu, mocnej goryczy na finiszu niweczy wszystko co próbuje się tu rozwijać.

Słysząc Ardmore 1996 moją pierwszą myślą pozostanie ta od Gordon & MacPhail https://mikeandmalts.com/2017/02/16/degustacja129-ardmore-1996-gordonmacphail

 

Zawartość alkoholu 49,3% , cena ok 350zł

Moja ocena 3/10

degustacja#236 GLENORDIE 12

GLENORDIE 12

Szkocja, Highlands

IMG_1969

Ludzie mawiają, że upływający czas mierzy się wiekiem dzieci…Oczywiście to prawda, ale znam też inne sposoby 🙂

Wróćmy na chwilę do lat ’80 z Glenordie.

Opisywana dziś whisky została skomponowana z destylatów leżakujących przez conajmniej 12 lat w beczkach po bourbonie. Jest to wydanie z lat ’80 , najprawdopodobniej whisky pochodzi z lat 1983-1987.

Nos – wanilia, kokos, stajenkowe sianko, wrzos, cytrusy, morele, ciepły chleb, mokre zleżałe drewno

Smak – wanilia, ciasto drożdżowe, brzoskwinie, miód, kokos i szczypta pieprzu

Finisz – średniej długości, brzoskwiniowy strudel i nieco dębu

W trzech zdaniach: wspaniały oldschool’owy bourbon, piękny klasyk – treściwy i bogaty. Tylko 40% mocy, a daje od siebie mnóstwo dobra na języku. Nie trzeba tu ani procenta więcej. Zdecydowanie warto wracać do tego wydania.

Zawartość alkoholu 40% , cena ok 500zł *

Moja ocena 5,5/10

degustacja#235 GLENGLASSAUGH 1978 (1118/8)

GLENGLASSAUGH 1978

Szkocja, Highlands

IMG_1655

Całkiem niedawno otrzymałem spontaniczny i bardzo miły prezent w formie skarpetek, na których widniał napis „Zawsze pij whisky starsze niż swoja kobieta”. Oczywiście owe stwierdzenie nie spoczęło tylko na moich stopach, ale wziąłem je sobie także mocno do serca . Postawiłem na Glenglassaugh 1978.

Czy mogę ostatecznie więc stwierdzić ” Przez skarpetki do serca” ? 😉

Sprawdźcie sami.

Opisywana dziś whisky to selekcja mistrza Billy’ego Walkera, stanowiąca najmłodszą pozycję z drugiej partii Rare Cask Release. Whisky ta została wydestylowana w 1978 roku, a jej butelkowanie z mocą beczki na poziomie 43,6% ABV nastąpiło we wrześniu roku 2015. Po tym okresie trunek został poddany finiszowaniu w beczkach po Porto. Powstało 276 takich butelek.

Nos – słodki i owocowy, maliny, powidła śliwkowe, jagody, stara drewniana skrzynka, nuty skórzane, a także migdały, mleczna czekolada i herbata. Wspaniały bukiet!

Smak – bogaty i złożony, mleczna czekolada, śliwki, kawa, karmel, czarna porzeczka, czarna herbata, marcepan i wanilia, imbir oraz ślady tanin.

Finisz – średniej długości, z dużą porcją konfitury z czerwonych owoców imbirem i marcepanem

W trzech zdaniach: Niezwykle bogata, złożona i ujmująca szkocka. Jest mięsista i niezwykle owocowa. To kawał historii Glenglassaugh rozpływający się na języku i dostarczający podniebieniu porządnej dawki solidnego oldschool’u. Jest to nie lada gratka dla miłośników finiszu w baryłkach po Porto. Dobra rzecz, która pozostanie w pamięci na długo.

Zawartość alkoholu 43,6% , cena ok 2500zł

Moja ocena 8/10

degustacja#232 GLENMORANGIE Madeira Wood Finish

GLENMORANGIE Madeira Wood Finish

Szkocja, Highlands

IMG_1304

Szukaj, a będzie Ci dane – mawiają. Jako że do tej pory nie dane mi było próbować Glenmorangie, która skłoni mnie do dłuższej zadumy, z wielką nadzieją na sukces postanowiłem sięgnąć do bottlingu z lat 1996-2007. Dziesięć lat w beczce po bourbonie oraz kilkanaście miesięcy finiszu w beczkach po portugalskiej maderze wydawało się odpowiednim kierunkiem na realizację postawionego celu. Czy się udało?

Opisywana dziś whisky to jak wspomniałem kompozycja destylatów leżakujących przez 10 lat w beczkach po bourbonie oraz finiszowanych przez kilkanaście miesięcy w baryłkach po maderze. Whisky została butelkowana z obniżoną mocą 43%, ma naturalny kolor i była filtrowana na zimno. Edycja ta produkowana była w latach 1996-2007.

Nos – słodowy, owocowy i kwiatowy, lekko winne nuty przeplatające się miodem, wanilią, jabłkiem. Jest trochę cynamonu i pieprzu, a także biała czekolada i karmel. Całkiem przyjemny bukiet.

Smak – owocowy, dość słodki z lekkim akcentem dębiny. Mamy tu owoce w postaci jabłek, daktyli, są lody waniliowe, cynamon, solony karmel, a także pieprz i sporo imbiru. Nie jest to wielowarstwowa whisky, smaki też nie są bardzo intensywne. Whisky jest jednak dość zgrabna i lekka.

Finisz – krótki, owocowo-korzenny, dębowy.

W trzech zdaniach: Czy się udało? Nie, choć Madeira Wood Finish jest na swój sposób ciekawa. Ma naprawdę bardzo przyjemny bukiet – to niewątpliwie jej największy atut. Można spędzić niezły kawałek czasu z nosem zanurzonym w kieliszku i czerpać z tego dużo radości. Smakowo whisky nie broni się do końca, lub może to ja oczekiwałem znów „więcej soku” intensywności i głębi od Glenmorangie.

Jest to dobra pozycja na letnie i ciepłe dni, ale obecnie przecież nikt nie kupuje starszych bottlingów by sączyć je sobie na działce. Fani tej gorzelni i kolekcjonerzy jej wypustów z pewnością znajdą dla niej odpowiednie miejsce. Ja szukam dalej.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 600-700zł

Moja ocena 4/10

degustacja#228 BALLECHIN 11yo 2007 – Straight From The Cask (#220)

 

BALLECHIN 11yo 2007 – Straight From The Cask (#220)

Szkocja, Highlands

Ballechin

Czy pod Waszym kościołem też dziś leją? Zapraszam na lany poniedziałek w klimacie mocnego torfu i czerwonego wina.

Destylaty tworzące tę whisky leżakowały przez 11 lat w beczce po Bordeaux. Użyty tutaj słód jest mocno torfowy, butelkowanie odbyło się z mocą beczki przy 59,3% ABV. Ballechin ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno. Prezentowana butelka to single cask pochodzący z beczki nr 220. Powstało 379 takich butelek.

Nos – lekki torf i dym, a także owoce w postaci truskawek, malin oraz agrestu. Są także orzechy, miód oraz czekolada.

Smak – pełny i bogaty z wyraźnym wpływem beczki po czerwonym winie. Jest mocny torf w towarzystwie truskawek i jagód, jest ciemna czekolada z pralinami, miśki Haribo, nieco tytoniu i tanin.

Finisz – średniej długości, dymny i torfowy z kompotem truskawkowym

W trzech zdaniach: Mocny torf w połączeniu z beczką po czerwonym winie to moja ulubiona kombinacja. Nie zawiodłem się i tym razem. Ballechin 2007 sprawiła mi dużo przyjemności prezentując się równo na wszystkich płaszczyznach. Znalazłem tu bardzo intensywne i wyraźne aromaty, a na języku whisky wyciskała moje ślinianki maksymalnie. Polecam.

Zawartość alkoholu 59,3% , cena ok 300zł (0,5l)

Moja ocena 6/10

degustacja#227 THE FINEST MALTS – CITY LANDMARKS cz.2

Pytaliście kiedy, czekaliście… i oto jest! Zapraszam do odsłuchania drugiej części wywiadu, w którym usłyszycie o dacie premiery CITY LANDMARKS, cenach, a także ilości poszczególnych butelek.

Oprócz przemiłej rozmowy miałem także okazję bliżej przyjrzeć się premierowej serii bottlingu TFM. Co skrywają w sobie te tajemnicze butelki ? Zapraszam na szczegółowy przegląd Secret Speyside 1994, Ivergordon 1972 oraz Caol Ila 2007!

image1

 

SECRET SPEYSIDE 1994 (24yo)

Szkocja, Speyside

Nos – tropikalny i owocowy, ananas, limonka, papaja, mleczko kokosowe, brzoskwinie oraz kwiat białego bzu. Jest także zapach cieplutkiej tarty cytrynowej oraz zielonych bananów.

Smak – soczyste tropiki, papaja, guma turbo – piękny powrót do czasów młodości, kandyzowany ananas z cukrem, mirabelki, pigwa, biały pieprz, landrynki mleczne.

Finisz – długi i bardzo intensywny, ach ta papaja przewijająca się od początku do końca…

W trzech zdaniach: Niezwykle intensywna i tropikalna whisky. Jest jak soczysty miąższ z jasnych owoców, który zaczyna mocnym kopnięciem i nie ustaje ani przez moment. Powrót do młodzieńczych lat budzi miłe wspomnienia. Fantastyczna klasyka bourbonowej beczki! Świetny balans i wielowarstwowość.

Zawartość alkoholu 49,3% , cena ok 150 EUR

Moja ocena 7/10

 

IVERGORDON 1972

Szkocja, Highland

Nos – melasa, syrop klonowy, laska wanilii, rodzynki sułtańskie, gruszka, jabłko, karmel oraz kawa z mlekiem.

Smak – syrop klonowy, czekoladki Ritter Sport z rumem i rodzynkami (mniam!) , kawa, karmel, lekko tlące się stare drewno, ciemne owoce. Olej alert! 

Finisz – średniej długości, niezwykle gładki z intensywną melasą oraz szczyptą chili. 

W trzech zdaniach: Nie jestem wielkim fanem grain’ów ale ta whisky zmienia absolutnie mój pogląd na nie. Jest bogata, bardzo złożona i na wielu płaszczyznach przypomina…rasowy RUM! Największym atutem jest jej bukiet – wspaniały!

Zawartość alkoholu 49,9% , cena ok 270 EUR

Moja ocena 7/10

 

CAOL ILA 2007

Szkocja, Islay

Nos – nastawiałem się na mocne uderzenie dymu i torfu, a są one tutaj bardzo subtelne. Pierwsze skrzypce grają cytrusy i zielone banany, budyń waniliowy, nieco jodu oraz ziela angielskiego. Jest morski piasek, a także zapach tlącego się po deszczu ogniska.

Smak – tutaj już od startu mocniejszy torf, występujący jednak w asyście bourbonowej słodyczy. Jest popiół i są ciepłe gofry znad morza, jest dąb – coś jakby wypalana świeża beczka, jest skórka cytryny, gałka muszkatołowa, wodorosty, a także babka drożdżowa i mokry sernik z brzoskwiniami.

Finisz – średniej długości, dymny i lekko pieprzny z akcentem cytrusów

W trzech zdaniach: Klasyczna Caol Ila, solidna – z wyraźnym wpływem beczki po bourbonie. Jest bardzo łatwo pijalna i dobrze zbalansowana. Kto oczekuje tutaj peat monstera ten go nie znajdzie – za to słodycz z dymem równoważy się pięknie. Pomimo, że nie umiałem wejść w nią maksymalnie (zapewne to wpływ dwóch wcześniejszych niezwykle bogatych whisky) to i tak pozostawiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Zawartość alkoholu 53,2% , cena ok 120 EUR

Moja ocena 5,5/10

 

To były bardzo miłe chwile, zarówno podczas rozmowy jak i podczas degustacji. Uprzedzam domysły – to nie jest post sponsorowany w żadnym wypadku. Całą serię oceniam jako niezwykle udaną i będę z ogromną ciekawością obserwował kolejne zapowiadane wydania.

#mike

 

degustacja#219 GLENGLASSAUGH Octaves

 

Na półksiężycowej plaży w zatoce Sendend znajduje się destylarnia, produkująca whisky ukształtowaną przez bogatą obfitość lądu i morza. Glenglassaugh czyli szaro-zielona dolina powstała w 1875 roku na terenie dawnej farmy Craig Mills. Po otwarciu szybko zyskała spore uznanie i popularność. W latach ’90 XIX wieku gorzelnia tworzyła około 80 000 galonów whisky rocznie, stając się wtedy jedną z najprężniej działających destylarni w regionie Highlands. Od tamtego czasu destylarnia zmieniała właścicieli, była również niejednokrotnie zamykana i otwierana, by w końcu w 2008 po ponownym otwarciu wznowić produkcję . Efektem tego było wypuszczenie w 2011 roku pierwszej trzyletniej Glenglassaugh, a potem w 2012 roku dobrze nam już znanej Revival. W 2013 roku właścicielem gorzelni został BenRiach Distillery Co. Powstały edycje podstawowe Evolution oraz Torfa. W kwietniu 2016 roku Glanglassaugh wraz z Benriach oraz Glendronach stały się własnością Brown-Forman Corporation. Tego samego roku Glenglassaugh wypuściła dwa nowe wydania pod nazwą Octaves. Destylaty starzone w beczkach o rozmiarach 1/8 tradycyjnych 500 litrowych Butt miały szybciej kooperować z dębem tworząc w ten sposób w krótkim czasie dojrzałą whisky.

Dziś przedstawiam Wam swoje wrażenia z degustacji drugich batch’ów wspomnianych Octav. Butelki powinny trafić na polski rynek jeszcze tej zimy. Dokładne ceny nie są mi jeszcze znane.

Classic to kombinacja beczek po Bourbonie, Pedro-Ximenez i Amontillado Sherry. Peated to oczywiście edycja torfowa z użyciem beczek po Bourbonie, Porto i Oloroso Sherry. Obydwa wydania mają naturalny kolor i nie były filtrowane na zimno. Butelkowanie nastąpiło z mocą 44% ABV.

GLENGLASSAUGH Octaves Classics Batch 2

Szkocja, Highlands

img_2258

Nos – słodki i lekko trawiasty, mango, wiśnie, marcepan, imbir, wanilia, kakao i drzewo sandałowe

Smak – słodki i zaskakująco oleisty, dużo czekolady i karmelu, czerwone owoce, pudding, kukułki, ananas i dąb

Finisz – średniej długości, czekoladki Mon Cheri i kawa

Zawartość alkoholu 44% , cena jeszcze nieznana

Moja ocena 4,5/10

 

GLENGLASSAUGH Octaves Peated Batch 2

Szkocja, Highlands

img_2259

Nos – owocowy i torfowy,  choć torf jest raczej stonowany i subtelny, są akcenty morskie, solony karmel, kakao, mango, kruszonka drożdżowa, kompot z suszu oraz opalany dąb

Smak – torf początkowo jest wyraźny ale z czasem maleje, znów jest subtelny i ustępuje miejsca słodszym akcentom śliwek, mango i syropu klonowego. Są też delikatne nuty bekonu jednak im więcej czasu mija tym zaczynają dominować akcenty porto.

Finisz – średniej długości, owocowy, lekko morski z muśnięciem dymu

Zawartość alkoholu 44% , cena jeszcze nieznana

Moja ocena 5/10

W trzech zdaniach (dziś może więcej) : Nie pamiętam czy kiedykolwiek miałem okazję pić lepsze NAS-y. Obydwa wydania są bardzo ładnie ułożone i charakteryzuje je głęboki smak i bogaty aromat. W teście w ciemno postawiłbym tu na kilkunastoletnie destylaty. Wpływ beczek jest bardzo wyraźny i jest to niewątpliwie zaleta zastosowania Octav, które wiele oddały od siebie w krótkim czasie.

Classic jest wręcz lepka i słodka i pomimo, iż momentami da się wyczuć młodość to jest to whisky niesamowicie pijalna. Miłośnicy sherry na pewno będą zadowoleni.

Po nieudanych eksperymentach bratniego GlenDronach’a z torfem i Porto , z dużym dystansem podchodziłem do Octaves Peated. Jak się okazało zupełnie niesłusznie, bo otrzymałem bardzo przyzwoicie skomponowaną i wielowarstwową whisky. Mieszanka torfu, owoców i morskości  mocno pobudza kubki smakowe i daje ogromną satysfakcję z jej picia.

Glenglassaugh udowadnia tym samym, że w dobie gdy rynek zalewają destylaty bez deklaracji wieku, które pakowane są do beczek o pojemności 250 czy 500 litrów, w równie krótkim czasie można zrobić coś naprawdę dobrego.

Wypatrujcie ich wkrótce w sklepach. Warto!

 

degustacja#214 BALBLAIR 10 Gordon & MacPhail (1980’s)

BALBLAIR 10 Gordon & MacPhail (1980’s)

Szkocja, Highlands

IMG_1819

Lata 80-te były dla mnie szczególnie ważne. To wtedy przyszedłem na świat i niemal przez tę całą dekadę dorastałem. Byłem jednak za młody by pić whisky 😉

Do dziesięcioletniej Balblair butelkowanej w tamtych latach przez Gordon & MacPhail podchodzę więc z wielkim sentymentem.

Zapraszam na małą (bo 50ml) dawkę oldchoolu.

Nos – słodki i owocowy, piękne i kremowe sherry, pasta do mebli, drewniana zakurzona skrzynia, przetwory z wiśni i śliwek, piwnica, czekolada, wypieczony chleb

Smak – słodki i owocowy, czekolada, wiśnie, zaskakująco dużo dębu i sporo goryczy, gruszka i rozwodniona galaretka wieloowocowa i trochę tytoniu

Finisz – krótki, gorzka czekolada, dąb, tytoń

W trzech zdaniach: To jedna z tych whisky, które powinno się tylko wąchać. Bukiet jest wspaniały, oldschoolowy, pobudza zmysły i daje nieprawdopodobnie dużo przyjemności. Niestety na języku wszystko gaśnie, jest płasko i z ogromnym nadmiarem goryczy. Finisz ucieka momentalnie. Z wielkiej chmury mały deszcz choć dla tego nosa było warto.

Zawartość alkoholu 40% , cena ok 800zł

Moja ocena 3/10

degustacja#213 ARDMORE 2010 MBI – The Maltman

ARDMORE 2010 MBI – The Maltman

Szkocja, Highlands

IMG_1771

Prawdopodobnie ma tylu samo fanów co wrogów. Nie każdy ją lubi bo jest specyficzna i charakterna. Dla mnie jednak Ardmore niesie za sobą zawsze bardzo ciekawe doznania i jest to destylarnia nietuzinkowa. Najprostsza nawet Legacy, którą dostaniemy w markecie za 100zł jest w tej kategorii cenowej zdecydowanie w czołówce.

Dziś jednak nie będę się skupiał na podstawce, a na whisky wydanej na początku tego roku przez niezależnego szkockiego bottlera Meadowside Blending – The Maltman.

Destylaty tworzące ten trunek dojrzewały od czerwca 2010 do stycznia 2018 w beczce typu sherrybutt. Jest to single cask (3325) o naturalnej mocy oraz kolorze. Powstało 708 takich butelek.

Nos – początkowo dość alkoholowy jednak trzeba dać jej chwilę a otworzy przed nami bukiet słodkich wiśni, śliwek, marcepanu, a także podgniłego i wilgotnego drewna, popiołu, tytoniu, bryzy morskiej i lekkiego torfu

Smak – słodki i torfowy, dość alkoholowy, ciemne czerwone owoce, solony karmel, dąb, wędzony boczek, gorzka czekolada, pieprz, chili , grapefruit i tytoń i sól

Finisz – długi, rozgrzewający, sherry, tytoń, pieprz i solony karmel

W trzech zdaniach: Jest mroczna i brudna, słodka i oleista, słona i gorzka –  ma kilka różnych biegunów a jednak znajduję w niej jedną wielką i bardzo smaczną spójność. Dzieje się tu naprawdę wiele. Chwilami zbyt alkoholowa, momentami wychodzi nadmiar dębiny ale pamiętajmy, że to zaledwie siedmiolatka. Beczka dała tu wiele dobrego i jeśli lubicie taki charakter whisky to zostaniecie bardzo usatysfakcjonowani. Bardzo ciekawa rzecz – polecam!

Zawartość alkoholu 56,5% , cena ok 380zł

Moja ocena 6/10

degustacja#208 DEANSTON 2008 Bordeaux Red Wine Cask Matured

DEANSTON 2008 Bordeaux Red Wine Cask Matured

Szkocja, Highlands

DEANSTON2008

Jakoś nigdy nie było mi po drodze z Deanstonem. Podstawowe edycje tej gorzelni takie jak Virgin Oak czy sztandarowa 12  delikatnie mówiąc nie należą do udanych. Jednak całkiem niedawno jeden z członków grupy tematycznej rozpływał się nad czymś zgoła odmiennym. Destylacja w roku 2008, maturacja przez 9 lat w beczkach po Bordeaux oraz butelkowanie z mocą beczki? Zapowiadało się bardzo ciekawie, wziąłem więc dwie na moją odpowiedzialność.

Jak wyszło? Sami przeczytajcie.

Nos – owocowy i wytrawny, soczyste winogrona, strudel jabłkowy, żurawina, czekolada, skórka od chleba, wanilia

Smak – owocowy, śliwka, ciemne winogrona, marcepan, lekki pieprz, beza, cierpka wiśnia, tanina, dąb, czekolada

Finisz – średniej długości, wytrawny z akcentem słodkich ciemnych winogron oraz kakao

W trzech zdaniach: Uwielbiam whisky z beczek po czerwonych winach i tym razem się nie zawiodłem. Whisky jest oleista i równa. Ciężko się tu do czegokolwiek przyczepić. Duża moc alkoholu została ładnie ukryta więc winne, beczkowe akcenty wiodą tutaj prym.  Solidna pozycja za stosunkowo niewielkie pieniądze. Ustawiam teraz swój radar na Deanston 10 PX Finish oraz Deanston 15 Marsala Finish, które również zbierają bardzo pozytywne recenzje.

Zawartość alkoholu 58,7% , cena ok 300zł

Moja ocena 6/10

degustacja#200 GLENDRONACH 1975 Ian Macleod

GLENDRONACH 1975 Ian Macleod

Szkocja, Highlands

IMG_0516

No to mam jubileusz. Dziś oficjalna dwusetna degustacja! Nawet trochę się tego nazbierało od czasu kiedy postanowiłem uwieczniać swoje doświadczenia w formie bloga. Swoją drogą co najmniej drugie tyle nie zostało opublikowane, ale skoro jest okazja do świętowania to warto otworzyć na nią coś specjalnego. Przecież obiecałem 🙂

Mój wybór padł na Glendronach wydestylowaną w 1975 roku i butelkowaną w roku 2009, która wpadła w moje ręce dzięki załodze Whisky Team.

Zachwalali ją Oni sami , a ja im ufam 🙂  Bardzo dobrze o niej mówiła Aga z Kiss Me Whisky, a jak mówi kobieta to zawsze słucham 😉 Delektowały się nią gołąbeczki z e-whisky, a jak zgodność jest w patrze to coś jest na rzeczy 🙂  Sztos Panie powiadam Szkocka Krata dziś doniosła więc czy jest opcja, że i mnie nie ucieszy? 🙂

Prezentowana dziś whisky została wyselekcjonowana przez niezależnego szkockiego  bottlera Ian’a Macleod’sa. Jest to wydanie, które trafiło na rynek tajski i zawiera destylaty starzone w beczkach po sherry. Maturacja odbywała się w latach 1975-2009 tak więc dziś piję Glendronach’a w wieku 34 lat.

Nos słodki i owocowy, od razu sherry uderza w nozdrza, jest mus wiśniowy, maliny, powidła śliwkowe, biszkopt, gorąca muffinka z czekoladą. Jest sporo solidnego oldschool’u w akcentach skóry i tytoniu jednak bukiet całkowicie zdominowały soczyste, ciemne owoce.

Smak – słodki i owocowy,  w pierwszej fazie dominuje herbata earl grey i tytoń, dopiero po kilku sekundach w kubki uderza moc sherry w postaci wiśni, czekolady i śliwek. Jest marcepan, trochę pieprzu a także dawka palonego brązowego cukru.

Finisz – krótko-średni, czekoladowy, deserowy, mon cheri i subtelna goryczka

W trzech zdaniach: Uczta dla nosa! Fantastyczny bukiet, który jest niewątpliwie zaletą tej wiekowej whisky. Bardzo stabilny, wielowymiarowy język z niemałym początkowym zaskoczeniem. Brakuje mi tu jednak choćby tych kilku % więcej mocy by doznania smakowe niosły się trochę dłużej. Odkrywanie lat ’70 jest dla mnie zawsze wielkim przeżyciem.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 4000-5000zł

Moja ocena 7/10

degustacja#196 The MACALLAN Ruby

The MACALLAN Ruby

Szkocja, Highlands

Macallan Ruby

Macallan Ruby czyli whisky, wchodząca w skład serii 1824, która debiutowała w 2013 zastępując dotychczasowe Fine Oak i Sherry Oak. Był to ruch dość kontrowersyjny gdyż whisky tworzące tę serię  w odróżnieniu od poprzedniczek nie posiadały deklaracji wieku. Głównym kryterium wieku jest tutaj stopniowanie kolorów od złota przez bursztyn, siennę aż po rubin (Gold, Amber, Sienna, Ruby) sugerujące zawartość destylatów od najmłodszych do najstarszych.

Mam więc w kieliszku whisky o naturalnym kolorze, bez deklaracji wieku, filtrowaną na zimno oraz leżakowaną w beczkach po sherry z dębu europejskiego z Jerez.

Nos – słodki i dębowy, ciemne owoce dominują. Są śliwki, wiśnie, czerwone winogrona, figi, czekolada, tytoń, kawa oraz pianki murshmallow .

Smak – słodki i owocowy z dużą porcją wytrawnej czekolady, śliwek i wiśni. Jest beza, czeskie landrynki, brązowy cukier, tytoń , espresso oraz są orzechy.

Finisz – średniej długości, sporo dębu, ciemnej czekolady oraz trochę eukaliptusa.

W trzech zdaniach: Jest tu trochę oldschool’owego Macallana z solidną porcją ciemnych owoców ale jest także duża goryczka, która chyba nie miała się tu znaleźć aż w takiej ilości. Ruby przede wszystkim ma bardzo bogaty bukiet i to on jest niewątpliwie jej największą zaletą. Smaki są pełne i wyraźne choć trochę za szybko wszystko ucieka. Reasumując niezła whisky ale w tej cenie znajdziemy mnóstwo ciekawszych pozycji.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 1100zł

Moja ocena 5,5/10