degustacja#303 PORT CHARLOTTE 2008 Private Cask Octomore Farm

PORT CHARLOTTE 2008 Private Cask Octomore Farm

Szkocja, Islay

fot. Tomasz Osipiuk

Jeśli krajobrazy są stanami duszy to czym jest whisky, która te najpiękniejsze z nich skrywa pod korkiem?

Przenieśmy się na farmę James’a Browna by znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Octomore Farm – Niesamowicie mnie do Ciebie ciągnie, wieś ?

Opisywana dziś whisky została zabutelkowana dla James’a Browna i reprezentuje serię Octomore Farm. Destylacja tej szkockiej miała miejsce w listopadzie 2009 roku, a maturacja trwała do listopada 2019 roku. Destylat cały ten czas spędził w baryłce po bourbonie. Z beczki #3256 powstało 208 butelek o naturalnej mocy.

Nos – bardzo organiczny, z dużą ilością wanilii i torfu. Pachnie ciepłą tarta cytrynową z serkiem mascarpone i wiejską pasieką. Jest również powiew morskiej bryzy i zapach mokrej gleby tuż po deszczu.

Smak – gęsta i oleista z dużą ilością cytrusów, wanilii i soli morskiej. Oprócz przewijającego się cały czas torfu jest również dużo słodyczy nektarynek, żółtych jabłek i miodu. Mamy też pajdę wiejskiego chleba…mniam!

Finisz – długi, dymny i torfowy, miód i pieprz cayenne

W trzech zdaniach: Uwodzicielska, wciągająca i relaksująca. Jest treściwa, pełna intensywnych smaków i aromatów z elegancko ukrytym alkoholem. Dużo organicznych wręcz wiejskich nut, które tworzą niesamowite krajobrazy w głowie. Whisky to stan duszy. Też.

Zawartość alkoholu 62,6% , cena ok 1000 zł

Moja ocena 6,5/10 – 90/100

degustacja#302 LAPHROAIG 10 Cask Strength batch #012

LAPHROAIG 10 Cask Strength batch #012

Szkocja, Islay

Miłość jest wtedy, kiedy na trzeźwo też się sobie podobacie. Miłość jest też wtedy, gdy od lat jesteście niezmienni. Wreszcie miłość jest też wtedy gdy chcesz ją zabić lecz ciagle odkładasz to na jutro.

Laphroaig 10 Cask Strenght – wiecznie piękna, niezmienna od lat i zawsze w zasięgu ręki. To miłość.

Opisywana dziś whisky jest dwunastym wydaniem z serii Cask Strength. Jest to kupaż destylatów starzonych przez conajmniej 10 lat w beczkach po bourbonie, butelkowanych z naturalną mocą, nie filtrowanych na zimno i nie barwionych karmelem. Sprawdźmy czy bardzo różni się od swoich poprzedniczek.

Nos – dużo fenoli i sporo dymu, sól morska, grillowane mięso, cytrusy, jodyna, tlące się drewno, bandaże

Smak – słodki torf, wanilia, miód, syrop klonowy, glony, czarny pieprz, jodyna, tarta cytrynowa z cynamonem

Finisz – długi i rozgrzewający, orzechy, pieprz, jodyna, tytoń i dym torfowy

W trzech zdaniach: Nadal trzyma poziom do, którego zdążyła nas już przyzwyczaić. Jest jakby od lat niezmienna, powtarzalna i to jest jej siła. Whisky jest pełna, oleista i dobrze zbudowana. Alkohol fantastycznie ukryty, a wszystkie warstwy i smaki są wyraźne i występują kolejno po sobie jak w książce. Kolejny bardzo udany batch i jak zwykle uczciwy stosunek jakości do ceny.

Zawartość alkoholu 61% , cena ok 400zł

Moja ocena 6/10 – 89/100

degustacja#300 BRUICHLADDICH 1998 Anciem Regime

BRUICHLADDICH 1998 Anciem Regime

Szkocja, Islay

Złapała mocno, a ostra czerwień jej paznokci zwiastować mogła tylko jedno…Chodź na górę – szepnęła…ukażę Ci woń wyjątkową, dam niespotykany smak i najdłuższy finisz jaki miałeś…

Mogło być tak pięknie…bez niedosytu, szybka Walentynko.

Opisywana dziś whisky to kupaż destylatów z czerwca 1998, które starzone były do roku 2011 w beczkach po bourbonie. Whisky ta została wydana z okazji Feis Ile 2011. Powstało 2500 takich butelek, niefiltrowanych na zimno i nie barwionych karmelem, ale za to z obniżoną mocą do 46% ABV.

Nos – zioła , trawa, marcepan, mentol, nuty morskie i mineralne 

Smak – dąb, migdały , zioła , limonka, kokos, syrop klonowy, herbatniki maślane

Finisz – krótki, dębowy, mineralny ze szczyptą pieprzu

W trzech zdaniach: Ciekawe doświadczenie bo nie często pija się nietorfową Bru, która dziś jest już nieco vintage. I tyle ciekawości bo choć whisky zła nie jest to ani oldschool’u a ani szału tu nie ma. Przyzwoitka, która zabrała Cię w sferę wysokich oczekiwań, a pozostawiła po sobie niedosyt. Szybka walentynka, z krótkim finiszem, choć z dość zastanawiającym i zwariowanym językiem. Na Islay mają MILFy. Potwierdzone info.

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 650zł

Moja ocena 5/10 – 85/100

degustacja#299 KILCHOMAN Fino Sherry Matured

KILCHOMAN Fino Sherry Matured

Szkocja, Islay

Zrobiłem dla niej wiele, zadbałem o idealne warunki i choć odpowiedź padła to nie pamiętam jak to się stało. Alkohol nie pozwala znaleźć odpowiedzi, ale pomaga zapomnieć pytanie. No to pogadaliśmy sobie.

Opisywana dziś whisky to kompozycja destylatów z lat 2014 i 2016, które dojrzewały w 11 beczkach ponownego napełniania i jednej beczce pierwszego napełniania po Fino Sherry z Bodegi Miguel Martin. Powstało 10500 takich butelek, które nie były filtrowane na zimno ani też barwione karmelem. Butelkowanie z obniżoną mocą 46%.

Nos – bryza morska, torf, sól , agrest, popiół , limonka, palony plastik

Smak – popiół, sporo dębu, landrynki , sól, bulion warzywny, bekon, drożdże

Finisz – średniej długości, dymy, słony i dębowy z akcentem orzechów

W trzech zdaniach: Po wielu pozytywnych opiniach liczyłem na coś więcej. Lubię Kilchoman’a i lubię Fino, tutaj jednak nie do końca wszystko mi pasuje. Whisky nie jest zbyt lotna, a na języku brakuje jej złożoności. Jest tu sporo dębowej goryczy i jakiegoś dziwnego torfu, który nie do końca do mnie przemawia. Piłem ją w wannie, piłem przy rozpalonym kominku i piłem ją zrelaksowany na kanapie patrząc na piękną zimową aurę…Starałem się. Przykro mi.

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 350zł

Moja ocena 4,5/10 – 84/100

degustacja#298 LOCHINDAAL 2009 BWM – Zodiac Series – Virgo

LOCHINDAAL 2009 BWM

Szkocja, Islay

Mężczyźni są kwietniem w czas zalotów, a grudniem po ślubie. Panny są majem w wieku panieńskim, ale niebo się chmurzy, gdy zmieniają się w żony.

„Jak Wam się podoba” W. Shakespeare’a to komedia z roku 1600. Ja natomiast wiem jakie są teraz Panny. Wiem jaka jest Virgo będącą kolejnym elementem zodiakalnej układanki Best Whisky Market i wcale nie trzeba być mężczyzną by dobrze ją poznać.

Opisywana dziś whisky została wydestylowana we wrześniu 2009, a jej butelkowanie nastąpiło w moje urodziny (!) w listopadzie 2020. Maturacja przebiegała w baryłce po bourbonie (R10/002-2), whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno. Z tej beczki powstało 167 butelek o naturalnej mocy 62,4% ABV.

Nos – masło orzechowe , sporo wanilii , torf, zioła, petrykora, wypieczony chleb, cytrusy

Smak – torf, zioła , wodorosty, sporo dymu, sól morska, bardzo dużo przyjemnego słodu, cygaro

Finisz – średni w kierunku długiego, popiół , wodorosty, pomarańcz

W trzech zdaniach: Kawał przyjemności! Ta whisky wciąga i jest nieprawdopodobnie pijalna. Wiem co mówię i mam świadków na to, że jednego wieczoru skonsumowałem znaczną część butelki 🙂 Ale do rzeczy. Mamy tu dużo pysznej, dymnej i mineralnej słodyczy z dużą ilością wodorostów i wplecionych cytrusów. Whisky jest spójna i dobrze zrównoważona. Alkohol pomimo dużej mocy zupełnie nie odczuwalny ani w nosie, ani na języku. Bardzo przypadła mi do gustu i jest to dla mnie absolutna czołówka polskich botlingów.

PS. Tomek, Krzysiek – dziękuję. Sprawiliście mi strasznie dużo frajdy 🙂

Zawartość alkoholu 62,4 % , cena 650 zł

Moja ocena 6/10 – 88/100

degustacja#297 A Dream Of Scotland: PORT CHARLOTTE 12 Manzanilla Sherry Cask Finish vs PORT CHARLOTTE 11 Palo Cortado Finish

Obydwie pochodzą z tej samej gorzelni, obydwie butelkowane w 2020, różni je tylko jeden rok destylacji i rodzaj beczki, w których spędziły swój okres maturacji. Zarówno jedna i druga zostały wydane przez niemieckiego niezależnego bottlera Bruhler Whiskyhaus.

Czy warto je ze sobą zestawiać? Myślę, że jest wystarczająco dużo powodów do tego by to zrobić.

PORT CHARLOTTE 12 Manzanilla Sherry Cask Finish

Szkocja, Islay

Whisky została wydestylowana w roku 2008 i spędziła 12 lat w beczce po sherry Manzanilla. Na rynek wyszły 423 butelki o naturalnej mocy, nie barwione i nie filtrowane na zimno.

Nos – mirabelka , imbir, sól morska, grejpfrut, petrykora, ananas , torf i sporo mineralności 

Smak – bardzo dużo drewna, słony karmel, dużo torfu, mokry tytoń, ślady brzoskwini

Finisz – krótki., torfowy, sporo tytoniu , orzech

Zawartość alkoholu 51,3% , cena ok 550zł

Moja ocena 4,5/10 – 84/100

PORT CHARLOTTE 11 Palo Cortado Finish

Szkocja, Islay

Whisky została wydestylowana w 2009 roku i spędziła 11 lat w beczce po Palo Cortado. Na rynek wyszło 326 butelek, nie barwionych i nie filtrowanych na zimno.

Nos – poziomki, biała czekolada, ciasto marchewkowe, mineralna, subtelny tytoń 

Smak – poziomki , jeżyny, rogaliki z nadzieniem różanym, solony karmel, torf i szczypta ziół

Finisz – średni w kierunku długiego, mokry tytoń, popiół , eukaliptus i zioła 

Zawartość alkoholu 54,1% , cena ok 650zł

Moja ocena 6/10 – 88/100

W trzech zdaniach: Werdykt może być tylko jeden. PCH 11 Palo Cortado jest mięsista, intensywnie owocowa i jak na swój wiek bardzo dobrze ułożona. Daje dużo frajdy z picia, a kombinacja owoców z ziołami, torfem i tytoniem wyszła nad wyraz dobrze. Znacznie gorsza okazała się PCH 12 Manzanilla. Wpływ beczki jest niezbyt wyraźny, whisky jest dość płaska, a finisz za krótki. Niby bliskie siebie, a jednak odległe.

degustacja#294 BOWMORE 2003 CA

BOWMORE 2003 CA

Szkocja. Islay

Pijesz i widzisz te czerwone okna Nikiszowca, górniczą spuściznę i śląską gościnność. Szokujące jakże wyraźny obraz jego maluje się z każdym kolejnym jej łykiem. Niech gra i wodzi naszymi zmysłami Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, a te czerwone okna wodzą nas na pokuszenie.

Bowmore 2003 Cadenhead – Authentic Collection. „Whisky ze Śląska”.

Opisywana dziś whisky została wydestylowana w 2003 roku. Proces maturacji przebiegał w hogshead’dzie po bourbonie do grudnia 2014. Z beczki tej powstały 240 butelki o naturalnej mocy 58,7% ABV. Whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno.

Nos – drewno opalane torfem, węgiel, sadza, amaretto, czekolada, surowe mięso, cytrusy, olej silnikowy, eukaliptus.

Smak – dużo charakterystycznego dla Bowmore’a drewna, torfu, grillowana cytryna, boczek i poziomki, skórka grejpfruta, sezam i popiół. Ależ ja uwielbiam takie brudne whisky!

Finisz – długi, oleisty, węglowy, słodkie cytrusy, mentol.

W trzech zdaniach: Jest ciężka, brudna i oleista niczym górnik wracający z szychty, a jednocześnie dojrzała, miła i słodka jak kufel piwa wychylony przez niego po grubie. Kojarzy mi się z pięknym Nikiszem i wyjątkową śląską gościnnością. Super balans, duży wpływ „soczystej” beczki i ten niepowtarzalny węgielny klimat. Uwielbiam i polecam. Niech ten obraz zostanie tu na dłużej.

Moja ocena 6/10 – 89/100

Zawartość alkoholu 58,7% , cena ok 350zł

Robert Tyczewski – dzięki za graficzne wsparcie ! 🙂

degustacja#287 BRUICHLADDICH Black Art 07.1

BRUICHLADDICH Black Art 07.1

Szkocja, Islay

fot. Szymon Słomka

Czarna magia według wiki to rodzaj praktyk magicznych stosowanych w złych intencjach lub opartych na wierze w możliwość odwoływania się do złej części sił demonicznych pojmowanych jako osobowe przeciwieństwa sił dobra i światła.

Cholera trochę się lękam ale ponoć alkohol przełamuje strach. Biorę na tapetę Bruichladdich Black Art 07.1

Opisywana dziś whisky to w pewnym sensie niewiadoma. Kombinacja beczek użytych do skomponowania tej whisky pozostaje sekretem, bądź jak kto woli czarną magią. Wiemy jedynie, że destylacja nastąpiła w 1994 roku, a proces maturacji trwał 25 lat. Whisky ma naturalną barwę i nie była filtrowana na zimno.

Nos – tosty z marmoladą, czereśnie, czarny bez, marcepan, delikatny dymek, sok z puszkowanych brzoskwini, miód, las sosnowy

Smak – wyraźne brzoskwinie, czereśnie i miód, orzechy, pomarańcze, ślady tropików i gdzieś w tle jeszcze kokos i wanilia

Finisz – średniej długości, drzewo sandałowe, rodzynki, orzechy i sól morska

W trzech zdaniach: Nie będę ukrywał, że moje oczekiwania były znacznie większe. Black Art 07.1 jest whisky dobrą ale brakuje jej pazura, czegoś czym mogła by mnie bezgranicznie uwieść. Największym jej atutem jest jej bukiet. Ma zrównoważony i ułożony język jednak finisz pozostawia jeszcze sporo przestrzeni. Tysiączek za butelkę? Nie pójdę tą drogą bo za tę cenę mam dublet Port Charlotte VGC + MRC , który sprawia mi więcej przyjemności 🙂

Zawartość alkoholu 48,4% , cena ok 950zł

Moja ocena 5,5/10 , 87/100

degustacja#285 PORT ELLEN 1979 SIAB

PORT ELLEN 1979 SIAB

Szkocja, Islay

Ponoć człowiek im starszy, tym bardziej doświadczony, a co za tym idzie pije lepsze whisky. Dziś postarzałem się o kolejny rok i zdecydowanie muszę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Zapraszam na spotkanie z Port Ellen wydaną przez Symposion International AB, niezależnego bottlera ze Szwecji.

Opisywana dziś whisky została wydestylowana w roku 1979 i spędziła 24 lata w beczce ponownego napełniania po sherry. Jest to whisky z pojedynczej beczki #03/465 zabutelkowana bez filtracji na zimno oraz bez barwienia karmelem w roku 2003.

Nos – cytrusy, żywica, po chwili owoce tropikalne, dopiero po dłuższej chwili wychodzi subtelny torf, liść laurowy, wosk, stary parkiet, wiśnia

Smak – tu już na starcie dużo torfu, popiołu i tytoniu, gdy te powoli ustępują ukazuje się papaja, brzoskwinia, morela, ziele angielskie, skórka z grapefruita, miód i znów duża dawka soczystej wiśni

Finisz – długi, dymny i torfowy, gorzka pomarańcza

W trzech zdaniach: świetna pozycja, więcej tu walorów dobrej starej beczki po bourbonie aniżeli sherry. Torf pięknie miesza się z owocami. Whisky jest świetnie zrównoważona i dobrze ułożona. Solidna dawka dobrego oldschool’u. Niska moc zupełnie tu nie przeszkadza. Super rzecz!

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 2000zł (500ml)

Moja ocena 7/10 , 91/100

degustacja#280 BRUICHLADDICH 2004 BW Grenache Blanc vs BRUICHLADDICH 2004 BW Grenache Noir

BRUICHLADDICH 2004 BW

Szkocja, Islay

Ta sama destylarnia, ten sam bottler, ten sam rok destylacji i butelkowania. Różnią je jedynie beczki po winach, w których były leżakowane. Zapraszam na porównanie dwóch Bruichladdich 2004 wydanych przez Bruhler Whiskyhaus.

Opisywane dziś whisky zostały wydane przez niezależnego bottlera Bruhler Whiskyhaus i wchodzą w skład serii A Dream of Scotland. Obydwie dzisiejsze pozycje zostały wydestylowane w 2004 roku, a także obydwie zostały zabutelkowane z mocą beczki w roku 2019. Jedna z nich leżakowała w beczce po winie Grenache Blanc, druga zaś w beczce po Grenache Noir.

Nos

GB: intensywny o delikatnej winnej kwasowości ,  moszcz winogronowy, kwiaty, cytrusy, gorzka czekolada, wypalone drewno, mokra gleba

GN: bardziej stonowany, ocet winny, ananas , ciemne winogrona, lekka ziemnistość. O dziwo znajduję tu akcenty irlandzkiej whiskey – szok 🙂

Nieznacznie wygrywa GB oferując ciut bogatszy bukiet i więcej winnych akcentów . W obydwu przypadkach alkohol świetnie ukryty. Można z nimi spędzić przy nosie dużo miłego czasu. 

Smak
GB: charakter Bru od razu czaruje, mamy tu walkę pomiędzy słodkością, a wytrawnością i żadna z nich nie chce odpuścić. Świetna równowaga, whisky jest ściągająca . Jest też gorzka czekolada i mokry tytoń..

GN: charakter Bru także na pierwszym planie, mamy tu więcej słodyczy , morele, pieczona gruszka, a także kawa zbożowa. I nadal ślad pot still, który wprowadza tu sporo zamieszania. Na szczęście tytoń i ziemnisty charakter również pozostaje.


Ponownie wskazanie na GB choć tu już znacznie bardziej aniżeli miało to miejsce w nosie . 

Finisz
GB: bardzo długi, taniczny, skórzany , tytoń

GN: długi, słodki, karmelki i mleko w tubce

Po raz trzeci GB

W trzech zdaniach: No cóż, walka okazała się nierówna choć obydwie pozycje miały takie same szanse na starcie. Grenache Blanc jest według mnie whisky bardziej ułożoną, znacznie bardziej intensywną i na każdym etapie ma więcej do zaoferowania niż Grenache Noir. Jestem totalnie rozbity…te „białe” aromaty i smaki wyczuwałem w opcji „czerwonej” i dokładnie to samo działo się na odwrót. Ktoś musiał mi podmienić sample 😉

Bruichladdich 2004 BW Grenache Blanc

Zawartość alkoholu 60,9%, cena ok 550zł (500ml)

Moja ocena 6/10 , 89/100

Bruichladdich 2004 BW Grenache Noir

Zawartość alkoholu 63% , cena ok 550zł (500ml)

Moja ocena 5/10 , 86/100

degustacja#278 KILCHOMAN Sanaig

Kilchoman Sanaig

Szkocja, Islay

Nastała kalendarzowa jesień, a wraz z nią wyjątkowo w tym roku przyszły Komunie Święte. W jakże jednak wielkim błędzie jest ten, kto żyje w świadomości, iż najpopularniejszą książeczką obecnie jest Droga do Nieba.. Ukazała się bowiem ona – książeczka festiwalowa M&P Wina i Alkohole Świata, o którą zabiegają od rana wszyscy wierni.

W związku z tym poczuwam się do obowiązku przybliżenia Wam whisky, która regularnie występuje we wspomnianym modlitewniku i którą bez wątpienia warto nabyć.

Opisywana whisky to kompozycja destylatów starzonych w beczkach po sherry Oloroso oraz beczkach po bourbonie. Jest to NAS bez dodatku karmelu oraz bez filtracji na zimno.

Nos – dużo torfu ale nie dominującego. Jest tytoń, są śliwki, jest wyraźna kawa. Jest trochę fajnej mineralności, popiołu i czekolady.

Smak – słodka i torfowa mieszanka, dość gładka i spójna. Mamy tu śliwki, rodzynki, solony karmel, pieczonego ziemniaka i sos BBQ.

Finisz – średniej długości, torfowy i lekko pieprzny. Jest też miód i są solone orzeszki.

W trzech zdaniach: Dość prosta jednak wystarczająco intensywna w smaku i aromacie by umilić sobie jesienne wieczory. Piję się ją lekko i przyjemnie, a torf jest ładnie wkomponowany w czerwone owoce tworząc razem zadowalającą spójność. Niewiele ponad 200zł wydaje się być bardzo uczciwą propozycją. Zatem moi drodzy parafianie bierzcie i pijcie z tego wszyscy.

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 200zł

Moja ocena 4,5/10 , 84/100

degustacja#276 BRUICHLADDICH 2009 Micro Provenance Series Bottled Exclusively For Dom Whisky

BRUICHLADDICH 2009 Micro Provenance Series Bottled Exclusively For Dom Whisky

Szkocja, Islay

Od czasu premiery Glenmorangie Loży Dżentelmenów, premiera żadnej innej whisky nie wywołała na naszym podwórku tylu kontrowersji co Bruichladdich 2009. Nie ma co jednak dłużej rozpamiętywać tego co wydarzyło się w sieci i trzeba liczyć na to, że whisky sama się obroni. Ja zdecydowanie popieram takie projekty i dziękuję za zaangażowanie ludziom, którzy przyłożyli rękę do powstania tego bottlingu. Wszak przecież whisky ma łączyć ludzi, nie dzielić, a każda taka incjatywa rozwija nasz polski rynek alkoholi starzonych.

Opisywana dziś whisky to destylat starzony przez 10 lat w beczce po francuskim czerwonym winie Merlot. Jest to oczywiście singlecask. Whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno. Butelkowanie z naturalną mocą, wydanie specjalne dla Domu Whisky.

Nosjest mineralna, morska bryza, skórka surowego ziemniaka, jagodzianka, kwaśne śliwki, dąb, agrest, żywica, leśne runo oraz opiłki żelaza

Smakpali i szczypie w język okrutnie, ciężko ją przejść bez wody, nawet dla mnie 😉 Po dodaniu wody powoli się otwiera. Whisky jest taniczna, ściągająca i wytrawna. Są kwaśne porzeczki, jagody goi, jest też żurawina i są przyprawy w postaci gałki muszkatołowej, soli morskiej i czarnego pieprzu.

Finiszjest długi i wytrawny, winny i intensywny.

W trzech zdaniach: Nie jest to whisky łatwa i potrzebuje dużo czasu. Nie jest to na pewno Netflix dram. Beczka po czerwonym winie jest dość wyraźna, whisky ma dużo tanin i czerwonych kwaskowatych owoców. Czuć tu jej młodość, która towarzyszy nam od samego początku. Jest tu tyle samo negatywnych i pozytywnych emocji, które zaskoczyły nasze podwórko w dniu premiery, jakby ktoś to wszystko upchał pod korek. Dla mnie to jednak najsłabsza pozycja z serii Micro Provenance, z którymi miałem styczność do tej pory.

Zawartość alkoholu 63,9% , cena 480zł

Moja ocena 5/10 , 85/100