degustacja#242 GLENALLACHIE 2006

GLENALLACHIE 2006

Szkocja, Speyside

IMG_3148

To była niewątpliwie gwiazda tegorocznego Salonu Win i Alkoholi Mocnych. Gwiazda, którą wielu chciało skraść z nieba, a okazała się odległa i niedostępna niczym ta polarna. Kto jednak trochę szczęścia miał, zdołał ją uchwycić.  Trochę czasu od festiwalu już minęło więc w ciszy i spokoju mogłem do niej podejść i sprawdzić o co tyle szumu 🙂

Zapraszam na spotkanie z Ralfy.com, a w zasadzie z jego limitowaną selekcją Glenallachie wydaną specjalnie na 10-lecie jego istnienia. Trzynaście lat w beczce po Porto, słuszna moc 59,9% ABV i ceniony nos w branży pozwalają mieć nadzieję na udaną degustację.

Opisywana dziś whisky to bardzo limitowana edycja butelkowana na 10-lecie Ralfy.com Selekcja, której dokonał Ralfy to baryłka po Ruby Porto, w której destylat spędził 13 lat. Powstało z niej 890 butelek w mocy beczki, oczywiście o naturalnym i pięknym rubinowy kolorze.

Nos – słodki, cukierkowy, pudrowy. Jest czarny bez, eukaliptus, kompot ze śliwek oraz trochę ziół i miodu. Zaczyna się naprawdę bardzo dobrze. Nie pamiętam whisky po Porto, która miała równie intensywny bukiet.

Smak – jest oleista i słodka z wyraźnym wpływem beczki po Porto. Ciemne owoce dominują, alkohol nie gryzie,  przeszkadza jednak trochę miejscami posmak śliwkowego bimberku, który znika na szczęście szybko i ustępuje miejsca malinom, dojrzałym wiśniom i kakao.

Finisz – dość krótki, owocowy i  landrynkowy

W trzech zdaniach: Słodziak z niej niesamowity. Wszystko początkowo się zgadza , bukiet i ciało są świetne – dają ogromną frajdę z degustacji. Zastanawia mnie ten wychodzący bimberek, który psuje chwilowo całokształt. Niestety finisz jest dla mnie największym rozczarowaniem – po tak pięknym wstępie spodziewałem się równie mocnego zakończenia. Generalnie mamy jednak solidnego single cask’a z wyraźnie udaną beczką po Ruby Porto, którego można było zakupić w naprawdę okazjonalnej cenie. Polecam – można na aukcjach jeszcze dorwać ostatnie sztuki w okolicach 120 Euro.

Zawartość alkoholu 59,9% , cena ok 360zł

Moja ocena 6/10

Reklamy

degustacja#239 GLENFARCLAS 1991 The Family Cask #162

GLENFARCLAS 1991 The Family Cask #162

Szkocja, Speyside

IMG_2380

Rodzina to nie tylko ci, z którymi mieszkasz pod jednym dachem. Rodzina to ci, za którymi się tęskni jeśli ich zabraknie…albo może zabraknąć.

U mnie dziś 24-letnia Glenfarclas The Family Cask z roku 1991 butelkowana z mocą beczki na poziomie 58%.  Zapraszam.

Prezentowana dziś whisky powstała z destylatu leżakującego w Sherry Butt (beczka #162) przez okres 24 lat. Jest to Release W15 o naturalnej barwie i mocy beczki na poziomie 58% ABV.

Nos – tęgi i bogaty, mocno skórzany, piwniczny z zapachem starego drewna, eukaliptusem, śliwkami, kawą i czekoladą. Wspaniały bukiet!

Smak – głęboki i złożony, ciemne owoce, espresso, eukaliptus, czerwona pomarańcza, mnóstwo czekolady, wiśnie, rodzynki sułtanki i orzechy laskowe.

Finisz – średniej długości, kompleksowy i intensywny z akcentami palonej kawy, tytoniu i wiśni.

W trzech zdaniach: Wspaniała, złożona i wielowarstwowa whisky dostarczająca samych przyjemnych bodźców dla podniebienia. To najlepsza Glenfarclas jaką miałem okazję pić do tej pory. Od początku do końca jest jak szyty na miarę garnitur. Fantastyczna rzecz. Rozpływam się… 🙂

Zawartość alkoholu 58% ,  cena ok 1500zł

Moja ocena 8/10

degustacja#234 BRAEVAL 1994 BWM

BRAEVAL 1994 BWM

Szkocja, Speyside

IMG_1529

Budzisz się wiosną, kiedy zasypiasz jest jesień, a między nimi wielokrotnie powraca zima i lato. Macie podobnie jak ja ?

„Four Seasons” to przeszłość. Nie ma więcej pór roku 😉

Jak wypada ostatnia część całej układanki Best Whisky Market? Zapraszam jak zawsze na krótką i rzeczową recenzję.

Ostatnia whisky z kolekcji „Four Seasons”  została wydestylowana w roku 1994 spędzając 24 lata w beczce po bourbonie. Jest to oczywiście single cask o naturalnej barwie, butelkowany z mocą beczki na poziomie 51,9% bez filtracji na zimno. Nasz niezależny polski bottler wydał zaledwie 166 takich butelek.

Nos – kwiatowy, trawiasty z laską wanilii, pastylkami pudrowymi, liściem laurowym, bazylią a także morelami, musem jabłkowym, ananasem i papają. Dość oryginalny jest ten bukiet. Najpierw dominują akcenty floralne, a dopiero po kilku długich minutach swoją siłę pokazują jasne owoce.

Smak – owocowy, tropikalny, dużo brzoskwini i papai, jest też mleczko kokosowe, posmak gumy turbo, a także wyraźny creme brulee z bezą. Bardzo ładnie i subtelnie wszystkie nuty rozwijają się na języku i idą z czasem w kierunku wielkiej spójności.

Finisz – długi i tropikalny, mleczne landrynki, biała czekolada oraz nieco dębu.

W trzech zdaniach: Bardzo skomplikowana whisky. Nie wszystkim może przypaść od razu do gustu. Zmienia się wielokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu minut – jest floralna, owocowa, momentami nawet wytrawna. Jest jak niełatwa łamigłówka – wielowarstwowa, złożona, wymagająca czasu, spokoju i dużej koncentracji. Mnie to pasuje.

Zawartość alkoholu 51,9% , cena 780 zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#231 GLEN MORAY 2004 Chardonnay Cask Finish LOŻA DŻENTELMENÓW

GLEN MORAY 2004 Chardonnay Cask Finish LOŻA DŻENTELMENÓW

Szkocja, Speyside

IMG_0834

Chwila piątkowej refleksji… i co? Zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze nigdy nie opisałem żadnej whisky od Loży Dżentelmenów. Dziwna to dość sprawa bo w zasadzie poza Glenmorangie piłem je wszystkie. Nader to MasterClass’y oraz krajowe toury LD są zawsze w bardzo dobrych cenach, a dolewając oliwy do ognia, nasz prywatny polski bottler lubi dzielić próbkami swoich wyszukanych pociech. Jako że w podzięce także coś im czasem wręczę, to może zrobię opis Glen Moray 2004 w nadziei, że kiedyś i o mnie wspomni rycerz Artur na swoim kanale i nagra coś z moim samplem 😀

Opisywana dziś whisky została wydestylowana w 2004, butelkowanie zaś nastąpiło w tym roku. Ostatnie 18 miesięcy destylat spędził w beczce po białym winie Chardonnay. Whisky pochodzi z beczki numer 99272 i ma oczywiście naturalny kolor, nie była także filtrowana na zimno. Jest to nasz krajowy bottling wydany przez Lożę Dżentelmenów.

Nos – wytrawny z przeplatającą się słodyczą białych owoców. Są tu jabłka, białe winogrona, morele. Jest avocado, sporo wanilii ale też dużo dębiny, której towarzyszy ziele angielskie powodując lekkie drapanie w nozdrzach.

Smak – początkowo słodki, znacznie bardziej niż w bukiecie. Na pierwszy plan wychodzą nuty musu jabłkowego, creme brulee,  wanilii oraz słodkich białych winogron. Po chwili jednak whisky zaczyna szczypać w język, czuć wyraźnie biały pieprz, tabasco i znów dąb. Gdzieś dalej jeszcze przewija się lukrecja.

Finisz – średniej długości, dość gorzki i dębowy, biały pieprz i nieśmiałe jasne owoce.

W trzech zdaniach: Mój debiut z finiszem Chardonnay zaliczam do udanych. Nie ma tu fajerwerków ale mamy solidną i dobrze ułożoną whisky, która zaskakuje ładnym i unikalnym bukietem. Nos jest jej niewątpliwym atutem. Na języku jest uszczypliwa, momentami alkoholowa jednak wyraźna słodycz białych owoców stara się te ostrzejsze i także dębowe nuty po cichu przykryć. Smak się broni. Finisz jest jej najsłabszą stroną.

Ciekawa edukacja i nowe doświadczenie. Dziękuję Loży za możliwość rozwijania swoich percepcji wonnych i smakowych 😉

Zawartość alkoholu 52,8% cena ok 600zł

Moja ocena 5/10

degustacja#230 The MACALLAN Classic Cut 2018

The MACALLAN Classic Cut 2018

Szkocja, Speyside

IMG_0815

Gdyby tak sugerować się tylko informacjami zawartymi na etykiecie The Macallan Classic Cut to winna ona bez wątpienia ścinać z nóg i kończyć degustację klasycznym upadkiem.

Dla mnie ów upadek będzie głową na stole, dla skoczka narciarskiego klasycznym telemarkiem, a taki barber zaś wziąłby się zapewne od razu za jej golnięcie, stojąc na nogach do ostatniego cięcia.

Ile profesji, tyle interpretacji 😉

Co ja się będę zresztą zastanawiał nad pochodzeniem tej serii. Lepiej sprawdzić na sobie co kryje się wewnątrz  tej butelki.

Opisywana dziś whisky to NAS dojrzewająca wyłącznie w wyselekcjonowanych beczkach po sherry pochodzących z Jerez. Producent określa ją jako edycję limitowaną, ale jak dla mnie 90000 butelek wypuszczonych na rynek to nic niezwykłego. Jest to druga edycja po tej debiutującej w roku 2017.

Nos – słodki, cukierkowy i landrynkowy, rodzynki, czekolada i wiśnie, w tle trochę pomarańczy, orzechów oraz imbiru. Jest także ślad dębu i wanilii.

Smak – słodki, dość intensywne ale wytrawne wiśnie z potęgującą ale nieprzesadzoną słodyczą czekolady i rodzynek. Pojawiają się orzechy, dość dużo imbiru i ślad cynamonu. Są także wyraźne cytrusy w postaci dojrzałych pomarańczy i cytryn. Dużo jest tu spójnych pozycji z bukietem.

Finisz – średniej długości, wytrawne owoce i dąb

W trzech zdaniach: Można krytykować Macallana za wypuszczane szroty w ostatnich latach i mocne skomercjalizowanie marki, jednak Classic Cut przypadła mi do gustu. Ma ładny bukiet i przyjemnie rozpływa się na języku. Choć mogłaby mieć dłuższy finisz to ogólne wrażenie jest niezłe. Z drugiej jednak strony, za sześć stówek można nabyć naprawdę dużo ciekawsze i bardziej złożone rzeczy. Podsumowując: fajny daily dram w nieco za wysokiej cenie. Nie ścina z nóg i nie grozi upadkiem, co najwyżej  lekkim zachwianiem.

Zawartość alkoholu 51,3% , cena ok 600zł

Moja ocena 5/10

 

degustacja#227 THE FINEST MALTS – CITY LANDMARKS cz.2

Pytaliście kiedy, czekaliście… i oto jest! Zapraszam do odsłuchania drugiej części wywiadu, w którym usłyszycie o dacie premiery CITY LANDMARKS, cenach, a także ilości poszczególnych butelek.

Oprócz przemiłej rozmowy miałem także okazję bliżej przyjrzeć się premierowej serii bottlingu TFM. Co skrywają w sobie te tajemnicze butelki ? Zapraszam na szczegółowy przegląd Secret Speyside 1994, Ivergordon 1972 oraz Caol Ila 2007!

image1

 

SECRET SPEYSIDE 1994 (24yo)

Szkocja, Speyside

Nos – tropikalny i owocowy, ananas, limonka, papaja, mleczko kokosowe, brzoskwinie oraz kwiat białego bzu. Jest także zapach cieplutkiej tarty cytrynowej oraz zielonych bananów.

Smak – soczyste tropiki, papaja, guma turbo – piękny powrót do czasów młodości, kandyzowany ananas z cukrem, mirabelki, pigwa, biały pieprz, landrynki mleczne.

Finisz – długi i bardzo intensywny, ach ta papaja przewijająca się od początku do końca…

W trzech zdaniach: Niezwykle intensywna i tropikalna whisky. Jest jak soczysty miąższ z jasnych owoców, który zaczyna mocnym kopnięciem i nie ustaje ani przez moment. Powrót do młodzieńczych lat budzi miłe wspomnienia. Fantastyczna klasyka bourbonowej beczki! Świetny balans i wielowarstwowość.

Zawartość alkoholu 49,3% , cena ok 150 EUR

Moja ocena 7/10

 

IVERGORDON 1972

Szkocja, Highland

Nos – melasa, syrop klonowy, laska wanilii, rodzynki sułtańskie, gruszka, jabłko, karmel oraz kawa z mlekiem.

Smak – syrop klonowy, czekoladki Ritter Sport z rumem i rodzynkami (mniam!) , kawa, karmel, lekko tlące się stare drewno, ciemne owoce. Olej alert! 

Finisz – średniej długości, niezwykle gładki z intensywną melasą oraz szczyptą chili. 

W trzech zdaniach: Nie jestem wielkim fanem grain’ów ale ta whisky zmienia absolutnie mój pogląd na nie. Jest bogata, bardzo złożona i na wielu płaszczyznach przypomina…rasowy RUM! Największym atutem jest jej bukiet – wspaniały!

Zawartość alkoholu 49,9% , cena ok 270 EUR

Moja ocena 7/10

 

CAOL ILA 2007

Szkocja, Islay

Nos – nastawiałem się na mocne uderzenie dymu i torfu, a są one tutaj bardzo subtelne. Pierwsze skrzypce grają cytrusy i zielone banany, budyń waniliowy, nieco jodu oraz ziela angielskiego. Jest morski piasek, a także zapach tlącego się po deszczu ogniska.

Smak – tutaj już od startu mocniejszy torf, występujący jednak w asyście bourbonowej słodyczy. Jest popiół i są ciepłe gofry znad morza, jest dąb – coś jakby wypalana świeża beczka, jest skórka cytryny, gałka muszkatołowa, wodorosty, a także babka drożdżowa i mokry sernik z brzoskwiniami.

Finisz – średniej długości, dymny i lekko pieprzny z akcentem cytrusów

W trzech zdaniach: Klasyczna Caol Ila, solidna – z wyraźnym wpływem beczki po bourbonie. Jest bardzo łatwo pijalna i dobrze zbalansowana. Kto oczekuje tutaj peat monstera ten go nie znajdzie – za to słodycz z dymem równoważy się pięknie. Pomimo, że nie umiałem wejść w nią maksymalnie (zapewne to wpływ dwóch wcześniejszych niezwykle bogatych whisky) to i tak pozostawiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Zawartość alkoholu 53,2% , cena ok 120 EUR

Moja ocena 5,5/10

 

To były bardzo miłe chwile, zarówno podczas rozmowy jak i podczas degustacji. Uprzedzam domysły – to nie jest post sponsorowany w żadnym wypadku. Całą serię oceniam jako niezwykle udaną i będę z ogromną ciekawością obserwował kolejne zapowiadane wydania.

#mike

 

degustacja#226 AUCHROISK 2010 BWM

AUCHROISK 2010 BWM

Szkocja, Speyside

Auchroisk

No i nadeszła. Nie tylko za oknem i w kalendarzach, ale przede wszystkim w kieliszkach. Mamy wiosnę. Oczekiwaną przez wielu, szczególnie przez tych, którzy jeszcze do dziś szukają zimy. Jaka jest i czy zostanie z nami na długo? Przekonajmy się.

Auchroisk 2010 to siedmioletnia whisky finiszowana przez dwa lata w beczkach 1st Fill Oloroso Sherry. To single cask o naturalnej mocy 59,9% . Oczywiście whisky ma naturalny (piękny) kolor i nie była filtrowana na zimno. Powstały 294 takie butelki.

Nos – słodki i owocowy, od razu dostajemy mocnego kopniaka sherry! Bukiet jest bardzo intensywny. Oczywiście dominują wiśnie, śliwki, wyraźna czekolada, rodzynki i wanilia. Jest też trochę tanin, które przeplatają się z alkoholem. Nic jednak nie drażni. Po dolaniu kilku dużych kropel wody wychodzą nuty marcepanu, świeżej mięty, kakao i kandyzowanych owoców.

Smak – Jest słodko, bardzo słodko i owocowo. Bomba sherry wybucha bez opóźnionego zapłonu lepiąc w mgnieniu oka całe podniebienie. Potrzeba znów wody, która pięknie tę whisky otwiera dostarczając nam lodów waniliowych z gorącymi wiśniami, amaretto, gęstą czekoladę, sułtanki oraz ślad eukaliptusa, a także nieco tytoniu i beczki, które starają się równoważyć tę potężną dawkę słodyczy.

Finisz – średniej długości, soczyste czerwone owoce z tytoniem i czarnym pieprzem

W trzech zdaniach: Ciężko uwierzyć, że tak młoda whisky może być tak intensywna i wyrazista. Ciężko uwierzyć w to, dopóki nie przystawisz do niej  czubka nosa zataczając kieliszkiem koła. Pije się ją fantastycznie, masz wrażenie, że w każdym momencie degustacji daje z siebie maksimum. Według mnie potrzebuje wody, dostarczając po jej dolaniu dodatkowych walorów zapachowo-smakowych. 

Pogoda nam więc sprzyja. Po udanej zimie, nadeszła jeszcze lepsza wiosna! Wiosenne rozśpiewane zazwyczaj ptaki, dyskretnym tym razem szeptem zwiastują bardzo rychłe nadejście lata. Powrócić mają temperatury z roku 1995 panujące wówczas w TORMORE. Wilgotność powietrza wynosić ma 50,7% i nieść ma z sobą znamiona bourbonu. Oczekujmy.

Zawartość alkoholu 59,9% , cena 450zł

Moja ocena 7/10