degustacja#268 GLENMORANGIE 18

GLENMORANGIE 18

Szkocja, Highlands

IMG_5707

Co się z Tobą stało przez te lata piękna Glenmorangie…? Dlaczego z promieniującej Michelle Pfeiffer zmieniłaś się w Meryl Streep? Dlaczego będąc niegdyś tak kwitnącą, dziś jesteś nijaka?

Odkurzam stary bottling Glenmorangie 18 nie otrzymując odpowiedzi na te pytania.

Nos – owocowy, dojrzałe pomarańcze, brzoskwinia, morele, jabłka, skóra, beza, trawa, kadzidło. Fajny old school’owy nosek.

Smak – dużo dojrzałych owoców, cały czas pomarańcze, papaja, szarlotka z bezą, dżem brzoskwiniowy, tarta cytrynowa. Oj rozpływam się jak po dobrym deserze..

Finisz – średniej długości, owocowy, lekko trawiasty z odrobiną białego pieprzu

W trzech zdaniach: Kiedyś to było to! Obecna 18 choć pijalna to nie umywa się do starszego wydania, które prezentuję dzisiaj. W takich Glenmorangie zdecydowanie można zakochać się na długo. Zupełnie inaczej rzecz ma się z obecnymi wypustami gdzie kochasz ją jak wchodzisz w ten świat, a porzucasz z pełną świadomością gdy zrobisz tylko mały krok dalej.

Kremowa, bardzo owocowa, dobrze ułożona whisky z powiewem staroci. Nie trzeba tu wcale >50% ABV by sprawić radość. Mniam.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 800zł

Moja ocena 6/10 , 88/100

degustacja#232 GLENMORANGIE Madeira Wood Finish

GLENMORANGIE Madeira Wood Finish

Szkocja, Highlands

IMG_1304

Szukaj, a będzie Ci dane – mawiają. Jako że do tej pory nie dane mi było próbować Glenmorangie, która skłoni mnie do dłuższej zadumy, z wielką nadzieją na sukces postanowiłem sięgnąć do bottlingu z lat 1996-2007. Dziesięć lat w beczce po bourbonie oraz kilkanaście miesięcy finiszu w beczkach po portugalskiej maderze wydawało się odpowiednim kierunkiem na realizację postawionego celu. Czy się udało?

Opisywana dziś whisky to jak wspomniałem kompozycja destylatów leżakujących przez 10 lat w beczkach po bourbonie oraz finiszowanych przez kilkanaście miesięcy w baryłkach po maderze. Whisky została butelkowana z obniżoną mocą 43%, ma naturalny kolor i była filtrowana na zimno. Edycja ta produkowana była w latach 1996-2007.

Nos – słodowy, owocowy i kwiatowy, lekko winne nuty przeplatające się miodem, wanilią, jabłkiem. Jest trochę cynamonu i pieprzu, a także biała czekolada i karmel. Całkiem przyjemny bukiet.

Smak – owocowy, dość słodki z lekkim akcentem dębiny. Mamy tu owoce w postaci jabłek, daktyli, są lody waniliowe, cynamon, solony karmel, a także pieprz i sporo imbiru. Nie jest to wielowarstwowa whisky, smaki też nie są bardzo intensywne. Whisky jest jednak dość zgrabna i lekka.

Finisz – krótki, owocowo-korzenny, dębowy.

W trzech zdaniach: Czy się udało? Nie, choć Madeira Wood Finish jest na swój sposób ciekawa. Ma naprawdę bardzo przyjemny bukiet – to niewątpliwie jej największy atut. Można spędzić niezły kawałek czasu z nosem zanurzonym w kieliszku i czerpać z tego dużo radości. Smakowo whisky nie broni się do końca, lub może to ja oczekiwałem znów „więcej soku” intensywności i głębi od Glenmorangie.

Jest to dobra pozycja na letnie i ciepłe dni, ale obecnie przecież nikt nie kupuje starszych bottlingów by sączyć je sobie na działce. Fani tej gorzelni i kolekcjonerzy jej wypustów z pewnością znajdą dla niej odpowiednie miejsce. Ja szukam dalej.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 600-700zł

Moja ocena 4/10

degustacja#192 GLENMORANGIE ASTAR

GLENMORANGIE Astar (2017)

Szkocja, Highlands

fot. Wojciech Stec

Glenmorangie Astar – pierwsza whisky, w której wyczułem konopie indyjskie! 🙂 Biorąc pod uwagę fakt, iż Astar po gaelicku oznacza „podróż” to mógł być to całkiem świadomy zabieg producenta 😉

Zobaczcie czy mój apetyt i humor poprawił się po degustacji 🙂

Astar została skomponowana z destylatów leżakujących w dębowych beczkach wykonanych z drzew rosnących u zbocza gór Ozark w stanie Missouri. Beczki te zostały wcześniej wypalone a następnie na okres czterech lat zostały napełnione bourbonem. Jest to NAS niefiltrowany na zimno i niebarwiony karmelem. Butelkowanie odbyło się z mocą beczki.

Nos – słodki, alkoholowy, palony cukier, limonka, kokos, lakier do włosów, miód

Smak – słodki, alkoholowy, konopie, dąb, kiwi, imbir, gruszka, brzoskwinia, wanilia

Finisz – krótki, dębowy i alkoholowy z akcentem toffi

W trzech zdaniach:Nigdy nie była to moja ulubiona destylarnia i nadal nią nie zostanie. to pierwsze wydanie spod dachu tej gorzelni w wersji cask strenght jakie miałem okazję próbować i szczerze przyznam, że spodziewałem się po niej znacznie więcej. Jest alkoholowa na każdym etapie a mocne dębowe akcenty zdradzają jej młody wiek. Plus 1 do noty ogólnej za te konopie 🙂

Zawartość alkoholu 52,5% , cena ok 350zł

Moja ocena 3,5/10

degustacja#115 GLENMORANGIE Milsean

GLENMORANGIE Milsean

Szkocja, Highlands

milsean

Jak co roku 11-go listopada zorganizowane grupy polskiej młodzieży udają się do stolicy by w spokoju upamiętniać odzyskanie przez Polskę niepodległości. 23-letni Mariusz, który na to wydarzenie wraz z kolegami z osiedla udał się pociągiem, stwierdził że przez kilka godzin marszu w tak niskiej temperaturze będzie zmuszony dbać o temperaturę swojego ciała. Znajomi Mariusza wiedzą, że narodowiec z niego jest nie na niby więc nawet trunek jego w ten szczególny dzień narodowe barwy posiadać musi! Pomimo, że na codzień młodzieniec ten wódką „z czerwoną kartką” swoje gardło raczy, to dzień taki jak dziś świętować musi na bogato. Koledzy nie wahali się ani przez chwilę i od razu wzięli przykład z Mariusza. Wszyscy popędzili do sklepów po tę samą whisky. Nieoficjalnie mówi się, że po sukcesie Glenmorangie Milsean w Polsce, kolejne edycje z tej serii zostaną utrzymane w biało czerwonych barwach a na etykiecie znajdować się będzie symbol Polski Walczącej.

Jest to siódma edycja z serii Private Edition a Milsean w języku gaelickim oznacza słodkości. Pod kątem tychże cukierkowych rozkoszy Glenmorangie ułożyła swoją kampanię promującą tę whisky. Wszędzie na branżowych fotografiach widoczna była biało-czerwona butelka w towarzystwie łakoci. Postronne osoby mogły wręcz uznać, że w końcu ktoś wypuścił whisky dla dzieci 🙂

Nie mamy tu deklaracji wieku starzonych destylatów, wiemy natomiast, że edycja ta dojrzewała w baryłkach po bourbonie a na ostatnie 2,5 roku została przelana do wypalanych beczek po portugalskim czerwonym winie.

Nos – słodki, miód, toffi, orzechy, wanilia, kandyzowane owoce, skórka grejpfruta. Niestety wśród tej słodyczy przebija się także zapach świeżego destylatu, który wprowadza tu dużo chaosu.

Smak – początkowo goryczka i lekkie pieczenie na podniebieniu, imbir, pieprz, po chwili pojawiają się już słodkie i dominujące akcenty mlecznych krówek, miśków haribo, jagód, kokosa oraz wanilii. Cały czas jednak czuję ten nieprzyjemny posmak destylatu…

Finisz – dość krótki, lekko pikantny, dąb oraz imbir

W trzech zdaniach: Znam wielu zwolenników tej whisky, mnie osobiście jednak nie sprawiła zbyt wiele przyjemności. Odnoszę wrażenie, że te reklamowe słodkie szopki miały być tylko przykryciem dla nie specjalnie udanej whisky. Marketing jak zwykle robi swoje ale jeśli miałbym wydać ok 500zł na Glenmorangie to biorę jedną Lasantę i dwie Quinta Ruban. Wybór należy do Was 🙂

Zawartość alkoholu 46%, cena ok 450zł

Moja ocena 3/10

degustacja#34 GLENMORANGIE Quinta Ruban 12

GLENMORANGIE Quinta Ruban 12yo

Szkocja, Region Highlands

quinta

Kolejny raz mam okazję degustować wypust z jednej z najbardziej popularnych degustacji na świecie.  Po niezbyt rozpieszczającej moje kubki smakowe wersji Original 10yo oraz lepszej już Lasancie, przyszła pora na Quinta Ruban. Ta dwunastoletnia whisky leżakowała w beczkach z amerykańskiego białego dębu przez okres dziesięciu lat by później finiszować przez dwa lata w beczkach po Porto Ruby. Od samego początku moje oko przykuwa piękna czerwono-złota barwa eliksiru, który zdecydowanie w ten sposób zachęca amatora takiego jak ja do konsumpcji.

Nos – Słodycz, rodzynki, pomarańcz i toffi. Bardzo lotna, można wąchać godzinami! 

Smak – czekolada, figi, imbir oraz nutka dębu

Finisz – średniej długości, pomarańczowy, dębowy i delikatnie pieprzny

W trzech zdaniach:  Bardzo pozytywne zaskoczenie. Barwa, zapach, wyraźne akcenty smakowe – wszystko ładnie ze sobą współgra. Zdecydowanie szkocka godna polecenia.

Zawartość alkoholu 46%, cena ok 190zł

Moja ocena 4,5/10

degustacja#17 GLENMORANGIE Lasanta 12

GLENMORANGIE Lasanta 12yo

Szkocja, Region Highland

lasanta

Dziś zaczynam wyjątkowo wcześnie ale okazja jest słuszna i niepowtarzalna a na dodatek zdarza się tylko raz w roku. Tak, właśnie dziś 8 marca obchodzimy Dzień Kobiet! Jako że wychowałem się za komuny, z tym dniem od zawsze kojarzą mi się pończochy, tulipany i alkohol. Jak widać na załączonym obrazku mam prawie komplet, brakuje tylko pończoch ale kto wie co się jeszcze dziś wydarzy 😉

Dzisiejszy wybór szkockiej to nie przypadek, bowiem LASANTA po celtycku oznacza ciepło i pasję, określenia które tak bardzo przecież nam mężczyznom opisują płeć żeńską.

Z Glenmorangie spotkałem się już wcześniej, swoje spostrzeżenia dla wersji original przedstawiłem podczas degustacji #11 . Degustowany dziesięciolatek z tej destylarni otrzymał wówczas niezbyt wysoką ocenę 5,3. Jak wypada przy nim Lasanta ?

Nos – korzenny, słodki, rodzynki, bardzo lotna jednak alkohol jest zbyt wyraźny

Smak – dodaję kroplę wody aby rozcieńczyć moc alkoholu. Jest sherry, nuta pomarańczy, przyprawy korzenne, są również wyraźne rodzynki, być może toffi.

Finisz – średniej długości jednak wyraźny. Dominuje słodycz, która przechodzi w wyraźne smaki korzenne.

W trzech zdaniach: Lasanta zdecydowanie przebija wersję original 10yo. Jest wyraźna, ma to ciepło i czuć w niej pasję. Bardzo ciekawa wersja od Glenmorangie, warta spróbowania.

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 175zł

Moja ocena 4/10

degustacja #11 GLENMORANGIE Original 10

GLENMORANGIE Original 10yo

Szkocja, Region Highland

gmorangie10

Glenmorangie – kto o niej nie słyszał…? To zdecydowanie lider jeśli chodzi o sprzedaż whisky słodowej w Szkocji. U nas w Polsce można ją spotkać niemal w każdym supermarkecie, tak więc wielu amatorów tego napoju Bogów miało już z nią do czynienia. Występuje w kilku odmianach, może dane mi będzie kiedyś spróbować każdej z nich, przecież to dopiero jedenasta moja degustacja więc czasu mam jeszcze sporo 🙂 Zaczynam jak na żółtodzioba przystało od wersji podstawowej czyli dziesięciolatka. Dziesięciolatek ten był starzony w beczkach po bourbonie wykonanych z dębu rosnącego w lasach Missouri . Wow, brzmi poważnie co ? Czego to ludziki nie wymyślą by dać więcej rozkoszy naszym podniebieniom. No to jadę z tym tematem i krytykę biorę na klatę 🙂

Nos – szału raczej nie ma…jest wanilia, są rodzynki…ogólnie dość płytko 

Smak – podobnie jak podczas wąchania – wanilia, rodzynki i nic więcej co by mogło się wyłonić z głębi i pozytywnie zaskoczyć. Jest lekko i świeżo ale  jakaś taka dziwna pustka i obojętność – nie tego się spodziewałem

Finisz – tu już troszkę lepiej, owocowa słodycz i jakby czekolada o smaku toffi. Wszystko dopełnia wyłaniający się na końcu  zdecydowany pieprz.  Całość nie trwa jednak specjalnie długo.

W trzech zdaniach: Nie mogę zrozumieć czemu ta whisky zawdzięcza swoją ogromną popularność. Może nie jest zła, na pewno nie jest zła ale jest nad wyraz obojętna. Mam wrażenie że jest zrobiona w taki sposób by była odpowiednia dla przeciętnego konsumenta. Nie zaskakuje swoją złożonością a ja chciałbym w każdej swojej degustacji doszukać się czegoś wyjątkowego.

Zawartość alkoholu 40% , cena ok 150zł

Moja ocena 2/10