degustacja#278 KILCHOMAN Sanaig

Kilchoman Sanaig

Szkocja, Islay

Nastała kalendarzowa jesień, a wraz z nią wyjątkowo w tym roku przyszły Komunie Święte. W jakże jednak wielkim błędzie jest ten, kto żyje w świadomości, iż najpopularniejszą książeczką obecnie jest Droga do Nieba.. Ukazała się bowiem ona – książeczka festiwalowa M&P Wina i Alkohole Świata, o którą zabiegają od rana wszyscy wierni.

W związku z tym poczuwam się do obowiązku przybliżenia Wam whisky, która regularnie występuje we wspomnianym modlitewniku i którą bez wątpienia warto nabyć.

Opisywana whisky to kompozycja destylatów starzonych w beczkach po sherry Oloroso oraz beczkach po bourbonie. Jest to NAS bez dodatku karmelu oraz bez filtracji na zimno.

Nos – dużo torfu ale nie dominującego. Jest tytoń, są śliwki, jest wyraźna kawa. Jest trochę fajnej mineralności, popiołu i czekolady.

Smak – słodka i torfowa mieszanka, dość gładka i spójna. Mamy tu śliwki, rodzynki, solony karmel, pieczonego ziemniaka i sos BBQ.

Finisz – średniej długości, torfowy i lekko pieprzny. Jest też miód i są solone orzeszki.

W trzech zdaniach: Dość prosta jednak wystarczająco intensywna w smaku i aromacie by umilić sobie jesienne wieczory. Piję się ją lekko i przyjemnie, a torf jest ładnie wkomponowany w czerwone owoce tworząc razem zadowalającą spójność. Niewiele ponad 200zł wydaje się być bardzo uczciwą propozycją. Zatem moi drodzy parafianie bierzcie i pijcie z tego wszyscy.

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 200zł

Moja ocena 4,5/10 , 84/100

degustacja#270 VITAL SPARK 10 MBI (batch 004)

VITAL SPARK 10 MBI (batch 004)

Szkocja, Islay

B619E2A9-4E78-49C7-A090-3DB7BAFE31BD

Lubię sięgać po whisky od Meadowside Blending. Często można trafić na ciekawą butelkę w bardzo przystępnej cenie. Nie inaczej było tym razem. Prezencja również według mnie na duży plus.

Vital Spark 10 to mocno torfowa whisky starzona w beczkach po sherry i butelkowana bez rozcieńczania wodą. Co jest w środku? Oficjalnie nie wiadomo. W sieci można wyczytać wiele typów, ale żadne nie zostało oficjalnie potwierdzone. Najważniejsze, że smakuje!

Opisywana dziś whisky została skomponowana z destylatów leżakujących w beczkach po sherry ponownego napełniania. Whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno. Butelkowanie w ilości 1891 sztuk z mocą beczki na poziomie 53,5% ABV.

Nos – torf, sól morska, kuter rybacki, opalane drewno, smary kolejowe, miód, pieprz, tlący się grill

Smak – torf, dużo torfu! popiół i sadza. Jest demoniczna na starcie ale chwilę potem przebijają się owoce, które wychodzą spod dymnej chmury. Są brzoskwinie, limonka, miód i creme brulee.

Finisz – raczej długi z solidną dawką popiołu i torfu, a także wyraźnym wypalanym dębem i pieprzem.

W trzech zdaniach: Fajna sprawa bo to dobrze skomponowana whisky. Nie jest wybitna ale niczego w niej nie brakuje. Warstwy są wyraźne, nic się tu nie zlewa, piję się ją z wielką przyjemnością. Coś dla fanów mocnego, ale nie dominującego torfu. I to wszystko za dobre pieniądze.

Zawartość alkoholu 53,5% , cena ok 220zł (500ml)

Moja ocena  5/10 , 86/100

degustacja#262 ARDBEG Wee Beastie 5

ARDBEG Wee Beastie 5

Szkocja, Islay

Ardbeg5

Bestia, która straciła swoją godność? Morski potwór, który rozmienił się na drobne?  A może to tylko jednorazowy skok w bok? Sprawdźmy jaka jest Ardbeg Wee Beastie.

Opisywana whisky została skomponowana z przynajmniej 5-letnich destylatów starzonych w beczkach po bourbonie oraz po sherry Oloroso. Butelkowanie nastąpiło z obniżoną mocą do 47,4% bez filtracji na zimno.

Nos – od razu czuć młody destylat, bimber, sporo mydlin…potem cytrusy i wanilia, torf i sadza z komina, dym, jodyna i dużo soli, a także liść laurowy. Prosto, płasko, bez polotu.

Smak – ponownie zaczyna się od bimbru, wyraźny młody destylat, który po chwili zostaje przykryty miodem, zwęglonym boczkiem i tytoniem. Jest dużo dymu, alkohol nie najlepiej przykryty i znów te mydliny…gdzieś dalej trochę anyżu

Finisz – średniej długości, alkoholowy i pieprzny

W trzech zdaniach: Rynek chłonie, popyt rośnie. Ardbeg jest kochana ale tu bestią nie jest. Nie jest też wybitna, ale zgubny ten kto oczekuje długiego finiszu za usługę w cenie 159zł. Oby to tylko jednorazowy skok, choć to zwykle uzależnia….Więc może tylko tak  dla sportu? W sumie można bo konkurencji na tym poziomie mało.

Zawartość alkoholu 47,4% , cena 159zł

Moja ocena 3,5/10 , 81/100

degustacja#256 PORT CHARLOTTE MRC:01 2010

PORT CHARLOTTE MRC:01 2010

Szkocja, Islay

Port Charlotte MRC01

Drugi dzień kalendarzowej wiosny 🙂 W poszukiwaniu ciepła udałem się na spacer. Wiecie co? Znalazłem je! 🙂

Opisywana dziś whisky to kupaż destylatów leżakowanych w beczkach po bourbonie pierwszego napełniania oraz beczek po francuskim winie drugiego napełniania. Ostatni rok  whisky ta  spędziła w beczkach po Bordeaux Mouton. Mamy tu oczywiście naturalną barwę i moc. Powstało 8000 takich butelek.

Nos – dymny i torfowy, drzewo sandałowe, kakao, drzewo wiśni, czerwone pomarańcze, kadzidło, sól i smary samochodowe

Smak – mocny i soczysty torf, spalone mięso, duża dawka owoców w postaci malin i czerwonych pomarańczy, tosty z solą morską i masłem, espresso, gorzka czekolada i cynamon

Finisz – średnio – długi dymny i torfowy, dużo popiołu i cierpkich winogron

W trzech zdaniach: Solidna porcja torfu i młodego destylatu, którego wady  pięknie przykrywają znamiona beczek po czerwonym winie, nadając tej whisky wielowymiarowości. MRC:01 jest pełna i oleista, zaskakuje złożonym bukietem i dobrze ukrytym alkoholem. Dobrze wyceniona rynkowo butelka, którą bez wahania mogę polecić.

Zawartość alkoholu 59,2% , cena ok 400zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#255 PORT ASKAIG 10 – 10th Anniversary Edition

PORT ASKAIG 10 – 10th Anniversary Edition

Szkocja, Islay

Port Askaig

Pogoda nie rozpieszcza. Dodatkowo panująca sytuacja sprawia, że sobotnią wycieczkę możesz zaplanować jedynie na rozkładzie swojego mieszkania czy domu. W związku z tym wielką popularność zdobywa hasztag #netlixdram.

Podążając za narastającym trendem przedstawiam Wam Port Askaig 10 wydaną na dziesięciolecie istnienia marki. Whisky ta znakomicie spełnia opis wspomnianego hasztaga:)

Opisywana dziś whisky została skomponowana z destylatów leżakujących w trzech rodzajach beczek: beczki po bourbonie pierwszego napełniania (25%) , beczki typu hogshead ponownego napełniania (60%) oraz beczki po sherry (15%). Naturalna barwa, naturalna moc oraz 10000 butelek. Jest to edycja jubileuszowa celebrująca dziesięciolecie marki.

Nos – dymny i torfowy, jest mineralny i słodko – słony, jest tu duża porcja cytrusów głównie w postaci grejpfrutów i cytryn, jest też świeże i mokre drewno, trochę spalonego bekonu i szczypta ziół

Smak – dymny i torfowy, sól morska, masło orzechowe, rodzynki, zielona herbata, spalony boczek i nadal wyraźne cytrusy

Finisz – średnio-długi, torfowy z zalegającym popiołem i olejem silnikowym

W trzech zdaniach: Po pierwszym kontakcie miałem bardzo mieszane uczucia. Whisky wydawała mi się chemiczna i cukierkowa. Okazała się na szczęście jedną z tych, które muszą chwile postać „odkorkowane”. Zmieniła się diametralnie dostarczając ciężkich torfowych wrażeń oraz przeplatających je cytrusów. Dobra rzecz za dobre pieniądze. Jak to się teraz przyjęło mawiać – idealny Netflix dram.

Zawartość alkoholu 55,85% , cena 270zł

Moja ocena 5/10

degustacja#253 SOUND OF ISLAY 2008 TTOW – Whisky Elements „The Peat#2”

SOUND OF ISLAY 2008 TTOW – Whisky Elements „The Peat#2”

Szkocja, Islay

IMG_4294

Uwaga leci post sponsorowany. Post promujący polskiego bottlera, za który właśnie wypisuję potężną fakturę. Otrzymałem także barter w postaci kartonu butelek i kilku sampli. Może się trochę spóźniłem bo przecież dawno już po premierze, a zakup „The Peat” trudny jest już nawet na rynku wtórym, ale może otrzymam jeszcze przynajmniej te wartości po przecinku.

My ludzie starający się popularyzować picie dobrej whisky nie robimy nic za darmo i wszystko o czym piszemy mamy narzucone z góry. Dzisiejszy opis wrzucam by dotrzymać umowy, wcale nie dlatego, że odkopałem gdzieś zapomnianego sampla, który mną wstrząsnął i naturalnie zmusił do opisu.

Z dedykacją dla nikogo…Oj a jest Was wielu!

Opisywana dziś whisky to Caol Ila, która stanowi drugi element serii Whisky Elements wypuszczonej przez naszego polskiego bottlera The Taste of Whisky. Destylat spędził 10 lat w beczce po bourbonie, by później mógł zostać przelany z mocą beczki na poziomie 59,6% ABV do 100 butelek. Barwa jest tu oczywiście naturalna, nie ma także mowy o filtracji na zimno.

Nos – morski i torfowy z wysuwającymi się na przód dojrzałymi brzoskwiniami oraz marakują. Jest limonka, dym, kardamon i szczypta soli oraz migdały.

Smak – na starcie znów brzoskwinie ale w formie soku, tego z puszki, który tak chętnie zawsze dopijamy 🙂 torf jest subtelny – głaszczący podniebienie, jest dużo popiołu a pod jego chmurą ponownie marakuja, która wcześniej wyraźnie ukazała się w bukiecie. Ponownie limonka, trochę miodu, ślad tuńczyka i gdzieś lekko schowany kokos.

Finisz – długi, dymny i torfowy z mieszanką jasnego suszu

W trzech zdaniach: Świetna i niezwykle wciągająca rzecz! Bardzo trudno odstawić kieliszek od nosa by przejść do kolejnego etapu. Tylko 10 lat, a jest pełna i oleista, bez drażniącego alkoholu czy męczącej dębowej goryczy. Trafiła do mnie z dużym hukiem i rozwaliła mi głowę 🙂 Butelki już jadą!

Zawartość alkoholu 59,6% , cena 350zł*

Moja ocena 7/10

*cena w momencie dystrybucji. Obecnie dwukrotnie wyższa na rynku wtórnym.

degustacja#251 BOWMORE 15 Feis Ile Collection 2018

BOWMORE 15 Feis Ile Collection 2018

Szkocja, Islay

IMG_4119

fot. Justyna Pardyka Fotografie

 

Siedzisz gdzieś na szkockim klifie w jesienny wieczór. Zza pleców dochodzą trzaski drewna palonego w ognisku, a zapach zwęglonego drzewa oraz wszechobecnego popiołu nieustannie wodzi Cię za nos…

(…) otwierasz oczy i …siedzisz tylko na swojej kanapie…

IMG_4121

Opisywana dziś whisky to specjalne wydanie na festiwal Feis Ile w roku 2018. Jest to wersja limitowana w ilości 3000 butelek.  Destylaty komponujące tę whisky spędziły 15 lat w beczkach po Oloroso Sherry pierwszego napełniania. Butelkowanie nastąpiło z mocą beczki na poziomie 52,5% ABV.

Nos – bardzo intensywny i soczysty!  Jest wyraźne drzewo czereśni, amaretto, marcepan, potem ciemna czekolada i kakao. Jest też mocny popiół i morski piasek. Dalej słodkie wiśnie i babcine zakurzone konfitury, które wyjadałem po kryjomu w dzieciństwie. WOW co za bukiet!

Smak – Wyraźny charakter Bowmore z surowym drewnem i subtelnym torfem, który idealnie kooperuje z wiśnią i suszoną śliwką. Jest gorzka czekolada, marcepan i cały czas obecny popiół, który oprósza wszystkie zakątki kubków smakowych.

Finisz – długi i dymny z taninami i soczystymi czerwonymi owocami, a także pozostającym na długo olejem silnikowym.

W trzech zdaniach: Cóż za whisky! Urzekła mnie od pierwszego wdechu po ostatni fenol, który utrzymywał się na moim języku jeszcze długo po ostatniej porcji. Jest bardzo intensywna i oleista, ślinianki pracują cały czas na pełnych obrotach. Jeśli podczas picia mlaskasz to wiadomym jest, że to był dobry wybór 🙂 Siedziałem tylko na kanapie, a czułem się jakbym spędzał czas nad brzegiem morza podczas jednego z jesiennych wieczorów.

Zawartość alkoholu 52,5% ,  cena ok 900-1000zł

Moja ocena 8/10

IMG_4120

degustacja#249 CAOL ILA 1979 Douglas Laing – Old Malt Cask

CAOL ILA 1979 Douglas Laing  – Old Malt Cask

Szkocja, Islay

IMG_4035

Old Malt Cask to renomowana seria niezależnego szkockiego bottlera Douglas Laing. Podczas ostatniej domówki wraz z gośćmi rozpracowaliśmy całą butelkę 27-letniej Caol Ila wydestylowanej w roku 1979. To był udany wieczór z bardzo dobrą whisky. Szerzej o szczegółach sensorycznych prezentowanej na zdjęciu butelki przeczytacie poniżej.

Opisywana dziś whisky dojrzewała od listopada 1979 do września 2007 w baryłce po bourbonie. Nie była filtrowana na zimno i ma naturalny kolor. Niezależny bottler Douglas Laing  z beczki 3896 wydał 240 takich butelek.

Nos – dużo popiołu, zapach kościelnych ławek, kadzidło, kreda, suszone morele, subtelny torf w asyście dojrzałych cytrusów, port rybacki, toffi, bataty.

Smak – jest bardzo gładka, na pierwszy plan podobnie jak w nosie wychodzą nuty palonego ogniska, tlącego się dębu, ponad to jest też zwęglone mięso, torf jest nadal subtelny, potęguje ale nie zabija cytrusów i moreli. Są także wyraźne orzechy nerkowca, pieczone jabłko i tytoń.

Finisz – długi, dymny i torfowy, pieprz, tytoń i popiół

W trzech zdaniach: Jest świetna. Mnóstwo tu popiołu, jednocześnie whisky jest wielowarstwowa i bardzo dobrze ułożona. Jest gładka i dostojna z potężnym finiszem, który trwa i trwa w nieskończoność.

Zawartość alkoholu 50% , cena ok 1700zł 

Moja ocena 8/10

degustacja#248 BRUICHLADDICH Micro Provenance BURGUNDY vs RIVESALTES

BRUICHLADDICH Micro Provenance Series

Szkocja, Islay

Pochodzą z jednej destylarni, reprezentują serię Micro Provenance, starzone były w beczkach po francuskim winie – jedna w beczce po Rivesaltes, druga po Burgundach. Obydwie w wersji Cask Strenght z butelkowaniem na poziomie 63,9% vs 63%. Na pierwszy rzut oka wiele tu spójności, różni je jednak wiele. Zapraszam na siostrzany pojedynek pomiędzy Bruichladich 2007 Rivesaltes a Bruichladdich 2006 Burgundy.

Nos

Rivesaltes – czekoladki Mon Cheri, tytoń, mokre drewno, wanilia i lukrecja

Burgundy – ocet balsamiczny, zioła, perfumy, kostka rosołowa, gaza opatrunkowa, kwaśne wiśnie

Rivesaltes wygrywa jednoznacznie. Ładny, słodki i dobrze ułożony bukiet z nieźle ukrytym alkoholem. Burgundy jest alkoholowa, bukiet ma specyficzny i nie mogę go nazwać przyjemnym.

Smak

Rivesaltes – sezamki, wiśnie, galaretka wieloowocowa, pudding waniliowy, toffi, migdały, rodzynki

Burgundy – czereśnie, maliny, majeranek, magi, mokry tytoń i dąb

Rivesaltes lepsza ponownie ukazując ładny winny i owocowy profil. Wszystko jest tutaj spójne ze sobą. Burgundy po słabym początku pokazała wpływ beczki dodając słodyczy i wytrawności czerwonych owoców.  W tle jest jednak cały czas ten przeszkadzający niedzielny rosołek

Finisz

Rivesaltes – długi, wytrawny z dużą dawką czerwonych owoców

Burgundy – średniej długości, wytrawny z przyprawami i dębem

Klasyczny hattrick. Rivesaltes pokonuje rywala finiszując długo.

W trzech zdaniach

Spodziewałem się równego starcia jednak stało się inaczej. Pomimo, iż Rivesaltes jest młodsza o półtora roku to na każdym etapie degustacji ma więcej atutów. Od większej owocowości, przez wielowarstwowość i w końcu po lepiej ukryty alkohol. Wygrywa jednogłośnie nie pozostawiając złudzeń. 

Ogólna ocena

Bruichladdich 2007 Rivesaltes 7/10 vs Bruichladdich 2006 Burgundy 5/10

degustacja#244 BUNNAHABHAIN 2005 Palo Cortado

BUNNAHABHAIN 2005 Palo Cortado

Szkocja, Islay

IMG_3250 2

Palo Cortado czyli przekreślona kreska, tak bowiem oznaczane są beczki Sherry Fino, które w procesie dojrzewania niespodziewanie stracą warstwę drożdży i samoistnie wytwarzają sobie dostęp do tlenu. Jest to wino dość drogie, a przede wszystkim rzadkie gdyż tylko 1% do  2% winogron używanych do producji Sherry naturalnie tworzy Palo Cortado.

To moje pierwsze zetknięcie z finiszem whisky w beczce tego typu więc jestem bardzo ciekawy jak jedna z moich ulubionych destylarni Bunnahabhain poradziła sobie w procesie finiszowania destylatu w tychże właśnie baryłkach.

Destylat, który został użyty to skomponowania tego malta leżakował od 2005 roku w beczkach po whisky by po 10 latach, na kolejne 3 lata zostać przelanym do baryłek po Palo Cortado. Butelkowanie w mocy beczki przy 55,5% ABV miało miejsce w kwietniu 2018. Nie ma tu mowy o filtracji na zimno czy barwieniu karmelem. Powstały 624 takie butelki.

Nos – umiarkowanie słodki i wytrawny, wanilia z gruszką, brzoskwinia, sporo akcentów winnych oraz wymrażanego cydru z jabłek. Znajduję też delikatne nuty piwniczne oraz konfitur z jasnych owoców. Jest dużo miodu oraz trochę migdałów.

Smak – słodki i owocowy, strudel jabłkowy, wypieczony chleb, ślady lekkiego dymku i morskości, masło orzechowe, mirabelka i krówki

Finisz – średniej długości, słodki i owocowy z akcentem pieprzu i tytoniu.

W trzech zdaniach: Pyszna Bunka…mniam! Przy jej dużej owocowości i wytrawności zarazem udało się w pełni zachować charakter tej gorzelni. Pije się ją łatwo i przyjemnie co nie oznacza, że jest prosta i płaska – nic z tych rzeczy. Whisky jest wielowarstwowa i dobrze ułożona. Tylko ta cena mogłaby być przynajmniej połowę niższa…Próbujcie bez chwili zastanowienia jak tylko gdzieś ją traficie.

Zawartość alkoholu 55,5% , cena ok 750zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#220 PORT CHARLOTTE 10

PORT CHARLOTTE 10

Szkocja, Islay

img_2389

O gustach się nie dyskutuje, jednak ja swoją opinię na temat nowego designu dziesiątki Port Charlotte wyrażę.

Masywna butelka z pięknego, ciemnozielonego, grubego szkła, z mocno tłoczonym napisem na odwrocie oraz duży i solidny korek sprawiają, że chce się tę whisky pożreć wzrokiem. Pięknie wygląda w dłoni, na półce, w zasadzie wszędzie. Wiadomym jest, że sprawą pierwszorzędną być winna jej zawartość ale czyż sam design nie sjest często elementem naszego degustacyjnego rytuału?

Kompozycja Port Charlotte także zaskakuje. Użycie beczek pierwszego i drugiego  napełniania po Jack Daniels oraz beczek po francuskim winie sprawia, że tak solidny konkurent jak Ardbeg TEN zostaje spoliczkowany mocną dymną dłonią.

Nowa Port Charlotte 10 została skomponowana z destylatów o zawartości fenoli na poziomie 40 ppm. Profil maturacji to: 1st fill American Whiskey Cask (65%), 2nd fill American Whiskey Cask (10%) oraz 2nd fill French Wine Cask (25%). Ciekawa kombinacja tym bardziej, że ponoć wskazane beczki amerykańskiej whiskey to Jack Daniels. Whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno.

Nos – dymny i torfowy, ziemnisty, medyczny i dosyć ciężki. Są wyraźne cytrusy w postaci pomarańczy i grejpfruta, jest krówka mleczna, jest wanilia, są orzechy włoskie, trochę lukrecji i dębu.

Smak – od razu mocne uderzenie słodkiego torfu w pięknej oleistej postaci. Torf dominuje nad wanilią, biszkoptami, ananasem i grejpfrutem. Jest trochę lizolu i spalonej grzanki, a nawet ślad jagód i trochę pieprzu. Wszystko cały czas pod grubą dymną kołderką.

Finisz – długi i rozgrzewający, torfowy ze słodkimi cytrusami i chili.

W trzech zdaniach: Bardzo solidna i wielowarstwowa whisky.  Jest oleista i demoniczna ale ma też sporo ze słodziaka. Wszystko pięknie ze sobą współgra sprawiając, że jakość whisky poszła w parze z udanym rebrandingiem. Polecam!

Zawartość alkoholu 50% ,  cena ok 300zł

Moja ocena 6,5/10

 

 

degustacja#188 ARDBEG Corryvreckan

ARDBEG Corryvreckan

Szkocja, Islay

Nie wyMIGasz się od niej. Nawet jeśli jesteś MIGlancem to jak już ją otworzysz, wypijesz ją w MIG. Poczujesz w niej MIGdały i nie dopadnie Cię po niej MIGrena.

Zapraszam na whisky z MIG-iem w tle 🙂

Ardbeg Corryvreckan została skomponowana z destylatów leżakujących w beczkach po bourbonie oraz w beczkach  francuskiego dębu. Nie mamy tutaj deklaracji wieku, wiemy natomiast, że trunek ten ma naturalny kolor i nie był filtrowany na zimno.

Nos – dymmy i torfowy, szpitalny, lizol, tytoń, toffi, masło orzechowe, wanilia, zioła i dąb

Smak – bogaty i złożony, torf, jodyna, nuty medyczne przeplatają się z owocami pomarańczy i ananasa, jest słodki karmel i herbatniki maślane, są także słone morskie akcenty oraz dębowa goryczka i migdały. Całości dopełnia mocny dymny charakter. Bardzo kompleksowa whisky.

Finisz – długi, rozgrzewający, torfowy i wędzony, słony z akcentem cytrusów

W trzech zdaniach: Obok Uigedail i Ardboga jest to mój faworyt ze stajni Ardbega. Corryvreckan jest bardzo równa i złożona. Profile smakowe pięknie ze sobą współgrają i balansują tworząc pysznego i bogatego malta. Poza aspektami wonno smakowymi niewątpliwą zaletą jest cena tej butelki oraz jej dostępność. Kto jeszcze nie miał okazji niech się waha.

Zawartość alkoholu 57,1% , cena ok 300zł

Moja ocena 6,5/10