degustacja#253 SOUND OF ISLAY 2008 TTOW – Whisky Elements „The Peat#2”

SOUND OF ISLAY 2008 TTOW – Whisky Elements „The Peat#2”

Szkocja, Islay

IMG_4294

Uwaga leci post sponsorowany. Post promujący polskiego bottlera, za który właśnie wypisuję potężną fakturę. Otrzymałem także barter w postaci kartonu butelek i kilku sampli. Może się trochę spóźniłem bo przecież dawno już po premierze, a zakup „The Peat” trudny jest już nawet na rynku wtórym, ale może otrzymam jeszcze przynajmniej te wartości po przecinku.

My ludzie starający się popularyzować picie dobrej whisky nie robimy nic za darmo i wszystko o czym piszemy mamy narzucone z góry. Dzisiejszy opis wrzucam by dotrzymać umowy, wcale nie dlatego, że odkopałem gdzieś zapomnianego sampla, który mną wstrząsnął i naturalnie zmusił do opisu.

Z dedykacją dla nikogo…Oj a jest Was wielu!

Opisywana dziś whisky to Caol Ila, która stanowi drugi element serii Whisky Elements wypuszczonej przez naszego polskiego bottlera The Taste of Whisky. Destylat spędził 10 lat w beczce po bourbonie, by później mógł zostać przelany z mocą beczki na poziomie 59,6% ABV do 100 butelek. Barwa jest tu oczywiście naturalna, nie ma także mowy o filtracji na zimno.

Nos – morski i torfowy z wysuwającymi się na przód dojrzałymi brzoskwiniami oraz marakują. Jest limonka, dym, kardamon i szczypta soli oraz migdały.

Smak – na starcie znów brzoskwinie ale w formie soku, tego z puszki, który tak chętnie zawsze dopijamy 🙂 torf jest subtelny – głaszczący podniebienie, jest dużo popiołu a pod jego chmurą ponownie marakuja, która wcześniej wyraźnie ukazała się w bukiecie. Ponownie limonka, trochę miodu, ślad tuńczyka i gdzieś lekko schowany kokos.

Finisz – długi, dymny i torfowy z mieszanką jasnego suszu

W trzech zdaniach: Świetna i niezwykle wciągająca rzecz! Bardzo trudno odstawić kieliszek od nosa by przejść do kolejnego etapu. Tylko 10 lat, a jest pełna i oleista, bez drażniącego alkoholu czy męczącej dębowej goryczy. Trafiła do mnie z dużym hukiem i rozwaliła mi głowę 🙂 Butelki już jadą!

Zawartość alkoholu 59,6% , cena 350zł*

Moja ocena 7/10

*cena w momencie dystrybucji. Obecnie dwukrotnie wyższa na rynku wtórnym.

degustacja#251 BOWMORE 15 Feis Ile Collection 2018

BOWMORE 15 Feis Ile Collection 2018

Szkocja, Islay

IMG_4119

fot. Justyna Pardyka Fotografie

 

Siedzisz gdzieś na szkockim klifie w jesienny wieczór. Zza pleców dochodzą trzaski drewna palonego w ognisku, a zapach zwęglonego drzewa oraz wszechobecnego popiołu nieustannie wodzi Cię za nos…

(…) otwierasz oczy i …siedzisz tylko na swojej kanapie…

IMG_4121

Opisywana dziś whisky to specjalne wydanie na festiwal Feis Ile w roku 2018. Jest to wersja limitowana w ilości 3000 butelek.  Destylaty komponujące tę whisky spędziły 15 lat w beczkach po Oloroso Sherry pierwszego napełniania. Butelkowanie nastąpiło z mocą beczki na poziomie 52,5% ABV.

Nos – bardzo intensywny i soczysty!  Jest wyraźne drzewo czereśni, amaretto, marcepan, potem ciemna czekolada i kakao. Jest też mocny popiół i morski piasek. Dalej słodkie wiśnie i babcine zakurzone konfitury, które wyjadałem po kryjomu w dzieciństwie. WOW co za bukiet!

Smak – Wyraźny charakter Bowmore z surowym drewnem i subtelnym torfem, który idealnie kooperuje z wiśnią i suszoną śliwką. Jest gorzka czekolada, marcepan i cały czas obecny popiół, który oprósza wszystkie zakątki kubków smakowych.

Finisz – długi i dymny z taninami i soczystymi czerwonymi owocami, a także pozostającym na długo olejem silnikowym.

W trzech zdaniach: Cóż za whisky! Urzekła mnie od pierwszego wdechu po ostatni fenol, który utrzymywał się na moim języku jeszcze długo po ostatniej porcji. Jest bardzo intensywna i oleista, ślinianki pracują cały czas na pełnych obrotach. Jeśli podczas picia mlaskasz to wiadomym jest, że to był dobry wybór 🙂 Siedziałem tylko na kanapie, a czułem się jakbym spędzał czas nad brzegiem morza podczas jednego z jesiennych wieczorów.

Zawartość alkoholu 52,5% ,  cena ok 900-1000zł

Moja ocena 8/10

IMG_4120

degustacja#249 CAOL ILA 1979 Douglas Laing – Old Malt Cask

CAOL ILA 1979 Douglas Laing  – Old Malt Cask

Szkocja, Islay

IMG_4035

Old Malt Cask to renomowana seria niezależnego szkockiego bottlera Douglas Laing. Podczas ostatniej domówki wraz z gośćmi rozpracowaliśmy całą butelkę 27-letniej Caol Ila wydestylowanej w roku 1979. To był udany wieczór z bardzo dobrą whisky. Szerzej o szczegółach sensorycznych prezentowanej na zdjęciu butelki przeczytacie poniżej.

Opisywana dziś whisky dojrzewała od listopada 1979 do września 2007 w baryłce po bourbonie. Nie była filtrowana na zimno i ma naturalny kolor. Niezależny bottler Douglas Laing  z beczki 3896 wydał 240 takich butelek.

Nos – dużo popiołu, zapach kościelnych ławek, kadzidło, kreda, suszone morele, subtelny torf w asyście dojrzałych cytrusów, port rybacki, toffi, bataty.

Smak – jest bardzo gładka, na pierwszy plan podobnie jak w nosie wychodzą nuty palonego ogniska, tlącego się dębu, ponad to jest też zwęglone mięso, torf jest nadal subtelny, potęguje ale nie zabija cytrusów i moreli. Są także wyraźne orzechy nerkowca, pieczone jabłko i tytoń.

Finisz – długi, dymny i torfowy, pieprz, tytoń i popiół

W trzech zdaniach: Jest świetna. Mnóstwo tu popiołu, jednocześnie whisky jest wielowarstwowa i bardzo dobrze ułożona. Jest gładka i dostojna z potężnym finiszem, który trwa i trwa w nieskończoność.

Zawartość alkoholu 50% , cena ok 1700zł 

Moja ocena 8/10

degustacja#248 BRUICHLADDICH Micro Provenance BURGUNDY vs RIVESALTES

BRUICHLADDICH Micro Provenance Series

Szkocja, Islay

Pochodzą z jednej destylarni, reprezentują serię Micro Provenance, starzone były w beczkach po francuskim winie – jedna w beczce po Rivesaltes, druga po Burgundach. Obydwie w wersji Cask Strenght z butelkowaniem na poziomie 63,9% vs 63%. Na pierwszy rzut oka wiele tu spójności, różni je jednak wiele. Zapraszam na siostrzany pojedynek pomiędzy Bruichladich 2007 Rivesaltes a Bruichladdich 2006 Burgundy.

Nos

Rivesaltes – czekoladki Mon Cheri, tytoń, mokre drewno, wanilia i lukrecja

Burgundy – ocet balsamiczny, zioła, perfumy, kostka rosołowa, gaza opatrunkowa, kwaśne wiśnie

Rivesaltes wygrywa jednoznacznie. Ładny, słodki i dobrze ułożony bukiet z nieźle ukrytym alkoholem. Burgundy jest alkoholowa, bukiet ma specyficzny i nie mogę go nazwać przyjemnym.

Smak

Rivesaltes – sezamki, wiśnie, galaretka wieloowocowa, pudding waniliowy, toffi, migdały, rodzynki

Burgundy – czereśnie, maliny, majeranek, magi, mokry tytoń i dąb

Rivesaltes lepsza ponownie ukazując ładny winny i owocowy profil. Wszystko jest tutaj spójne ze sobą. Burgundy po słabym początku pokazała wpływ beczki dodając słodyczy i wytrawności czerwonych owoców.  W tle jest jednak cały czas ten przeszkadzający niedzielny rosołek

Finisz

Rivesaltes – długi, wytrawny z dużą dawką czerwonych owoców

Burgundy – średniej długości, wytrawny z przyprawami i dębem

Klasyczny hattrick. Rivesaltes pokonuje rywala finiszując długo.

W trzech zdaniach

Spodziewałem się równego starcia jednak stało się inaczej. Pomimo, iż Rivesaltes jest młodsza o półtora roku to na każdym etapie degustacji ma więcej atutów. Od większej owocowości, przez wielowarstwowość i w końcu po lepiej ukryty alkohol. Wygrywa jednogłośnie nie pozostawiając złudzeń. 

Ogólna ocena

Bruichladdich 2007 Rivesaltes 7/10 vs Bruichladdich 2006 Burgundy 5/10

degustacja#244 BUNNAHABHAIN 2005 Palo Cortado

BUNNAHABHAIN 2005 Palo Cortado

Szkocja, Islay

IMG_3250 2

Palo Cortado czyli przekreślona kreska, tak bowiem oznaczane są beczki Sherry Fino, które w procesie dojrzewania niespodziewanie stracą warstwę drożdży i samoistnie wytwarzają sobie dostęp do tlenu. Jest to wino dość drogie, a przede wszystkim rzadkie gdyż tylko 1% do  2% winogron używanych do producji Sherry naturalnie tworzy Palo Cortado.

To moje pierwsze zetknięcie z finiszem whisky w beczce tego typu więc jestem bardzo ciekawy jak jedna z moich ulubionych destylarni Bunnahabhain poradziła sobie w procesie finiszowania destylatu w tychże właśnie baryłkach.

Destylat, który został użyty to skomponowania tego malta leżakował od 2005 roku w beczkach po whisky by po 10 latach, na kolejne 3 lata zostać przelanym do baryłek po Palo Cortado. Butelkowanie w mocy beczki przy 55,5% ABV miało miejsce w kwietniu 2018. Nie ma tu mowy o filtracji na zimno czy barwieniu karmelem. Powstały 624 takie butelki.

Nos – umiarkowanie słodki i wytrawny, wanilia z gruszką, brzoskwinia, sporo akcentów winnych oraz wymrażanego cydru z jabłek. Znajduję też delikatne nuty piwniczne oraz konfitur z jasnych owoców. Jest dużo miodu oraz trochę migdałów.

Smak – słodki i owocowy, strudel jabłkowy, wypieczony chleb, ślady lekkiego dymku i morskości, masło orzechowe, mirabelka i krówki

Finisz – średniej długości, słodki i owocowy z akcentem pieprzu i tytoniu.

W trzech zdaniach: Pyszna Bunka…mniam! Przy jej dużej owocowości i wytrawności zarazem udało się w pełni zachować charakter tej gorzelni. Pije się ją łatwo i przyjemnie co nie oznacza, że jest prosta i płaska – nic z tych rzeczy. Whisky jest wielowarstwowa i dobrze ułożona. Tylko ta cena mogłaby być przynajmniej połowę niższa…Próbujcie bez chwili zastanowienia jak tylko gdzieś ją traficie.

Zawartość alkoholu 55,5% , cena ok 750zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#220 PORT CHARLOTTE 10

PORT CHARLOTTE 10

Szkocja, Islay

img_2389

O gustach się nie dyskutuje, jednak ja swoją opinię na temat nowego designu dziesiątki Port Charlotte wyrażę.

Masywna butelka z pięknego, ciemnozielonego, grubego szkła, z mocno tłoczonym napisem na odwrocie oraz duży i solidny korek sprawiają, że chce się tę whisky pożreć wzrokiem. Pięknie wygląda w dłoni, na półce, w zasadzie wszędzie. Wiadomym jest, że sprawą pierwszorzędną być winna jej zawartość ale czyż sam design nie sjest często elementem naszego degustacyjnego rytuału?

Kompozycja Port Charlotte także zaskakuje. Użycie beczek pierwszego i drugiego  napełniania po Jack Daniels oraz beczek po francuskim winie sprawia, że tak solidny konkurent jak Ardbeg TEN zostaje spoliczkowany mocną dymną dłonią.

Nowa Port Charlotte 10 została skomponowana z destylatów o zawartości fenoli na poziomie 40 ppm. Profil maturacji to: 1st fill American Whiskey Cask (65%), 2nd fill American Whiskey Cask (10%) oraz 2nd fill French Wine Cask (25%). Ciekawa kombinacja tym bardziej, że ponoć wskazane beczki amerykańskiej whiskey to Jack Daniels. Whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno.

Nos – dymny i torfowy, ziemnisty, medyczny i dosyć ciężki. Są wyraźne cytrusy w postaci pomarańczy i grejpfruta, jest krówka mleczna, jest wanilia, są orzechy włoskie, trochę lukrecji i dębu.

Smak – od razu mocne uderzenie słodkiego torfu w pięknej oleistej postaci. Torf dominuje nad wanilią, biszkoptami, ananasem i grejpfrutem. Jest trochę lizolu i spalonej grzanki, a nawet ślad jagód i trochę pieprzu. Wszystko cały czas pod grubą dymną kołderką.

Finisz – długi i rozgrzewający, torfowy ze słodkimi cytrusami i chili.

W trzech zdaniach: Bardzo solidna i wielowarstwowa whisky.  Jest oleista i demoniczna ale ma też sporo ze słodziaka. Wszystko pięknie ze sobą współgra sprawiając, że jakość whisky poszła w parze z udanym rebrandingiem. Polecam!

Zawartość alkoholu 50% ,  cena ok 300zł

Moja ocena 6,5/10

 

 

degustacja#188 ARDBEG Corryvreckan

ARDBEG Corryvreckan

Szkocja, Islay

Nie wyMIGasz się od niej. Nawet jeśli jesteś MIGlancem to jak już ją otworzysz, wypijesz ją w MIG. Poczujesz w niej MIGdały i nie dopadnie Cię po niej MIGrena.

Zapraszam na whisky z MIG-iem w tle 🙂

Ardbeg Corryvreckan została skomponowana z destylatów leżakujących w beczkach po bourbonie oraz w beczkach  francuskiego dębu. Nie mamy tutaj deklaracji wieku, wiemy natomiast, że trunek ten ma naturalny kolor i nie był filtrowany na zimno.

Nos – dymmy i torfowy, szpitalny, lizol, tytoń, toffi, masło orzechowe, wanilia, zioła i dąb

Smak – bogaty i złożony, torf, jodyna, nuty medyczne przeplatają się z owocami pomarańczy i ananasa, jest słodki karmel i herbatniki maślane, są także słone morskie akcenty oraz dębowa goryczka i migdały. Całości dopełnia mocny dymny charakter. Bardzo kompleksowa whisky.

Finisz – długi, rozgrzewający, torfowy i wędzony, słony z akcentem cytrusów

W trzech zdaniach: Obok Uigedail i Ardboga jest to mój faworyt ze stajni Ardbega. Corryvreckan jest bardzo równa i złożona. Profile smakowe pięknie ze sobą współgrają i balansują tworząc pysznego i bogatego malta. Poza aspektami wonno smakowymi niewątpliwą zaletą jest cena tej butelki oraz jej dostępność. Kto jeszcze nie miał okazji niech się waha.

Zawartość alkoholu 57,1% , cena ok 300zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#174 BUNNAHABHAIN Ceobanach

BUNNAHABHAIN Ceobanach

Szkocja, Islay

Ostatnie NAS-y od Bunnahabhain raczej bardziej rozczarowywały aniżeli godne były powtórzenia. Postanowiłem jednak zatrzymać się na dłużej przy Ceobanach czyli edycji, która nawiązuje do czasów gdy ta gorzelnia produkowała znacznie bardziej dymne i torfowe whisky niż obecnie. Zapraszam na dymną mgiełkę od Bunnahabhain.

Ta limitowana edycja to kompozycja przynajmniej dziesięcioletnich destylatów leżakowanych w beczkach po bourbonie. Ceobanach ma naturalny kolor i nie była poddana filtracji na zimno.

Nos – dymny i torfowy, morski i wędzony, herbaciana esencja, karmel, cytrusy

Smak – dym i torf, bardzo przyjemny, słony przechodzący w profil cytrusowy i słodowy. Są także ślady wędzonego mięsa, mlecznej krówki, czekolady wanilii i odrobina czarnego pieprzu.

Finisz – średniej długości, dymny, dębowy i delikatnie pieprzny

W trzech zdaniach: Po wcześniejszych, bardziej i mniej  udanych doświadczeniach z NAS-ami Bunny podszedłem do niej bez emocji. Otrzymałem jednak całkiem dobrze ułożoną i ciekawą whisky. Charakter tej destylarni we mgle torfu zdecydowanie mi odpowiada. Polecam!

Zawartość alkoholu 46,3% , cena ok 300 zł

Moja ocena 5/10

degustacja#164 OCTOMORE 07.2

OCTOMORE 07.2

Szkocja, Islay

Rodzice od małego wmawiają Ci, że alkohol to Twój wróg…natomiast Jezus głosił, że wrogów trzeba kochać…! To wszystko ma sens i nic w naszej edukacji nie jest przypadkiem. Nasz kraj przecież taki religijny…Zapraszam na degustację Octomore 07.2 , do którego mam bardzo wrogie nastawienie 😉

Octomore 07.2 to whisky skomponowana z pięcioletnich destylatów starzonych w beczkach z amerykańskiego dębu, finiszowana w beczkach po winie Syrah z francuskiej doliny Rodanu. To jedna z najbardziej torfowych whisky na rynku (208 ppm) butelkowana z mocą beczki 58,5% ABV.

Nos – dymny i torfowy, tlące się drewno, popiół, mech, eukaliptus oraz trochę miodowej i karmelowej słodyczy.

Smak – słodki i torfowy, dużo miodu oraz toffi, są także delikatne cytrusy, mięta, czerwona porzeczka i mocna kontra dębu

Finisz – długi i wytrawny z dębową goryczką oraz akcentem soli morskiej

W trzech zdaniach: To jedna z tych whisky, które znakomicie otwierają się z wodą. W tym przypadku nie żałujcie jej, ten trunek potrzebuje kilka solidnych kropel by pokazać swoje atuty. Whisky jest wielowarstwowa i mimo młodego wieku całkiem nieźle ułożona.

Zawartość alkoholu 58,5% , cena ok 550zł

Moja ocena 6,5/10

 

degustacja#157 PORT CHARLOTTE 2007 CC:01

PORT CHARLOTTE 2007 CC:01

(8yo)

Szkocja, Islay

Bruichladdich nie zawodzi. Kolejna solidna whisky z tej gorzelni czyli Port Charlotte 2007 CC:01 utwierdza mnie w przekonaniu, że jest pewien solidny poziom, poniżej którego ta destylarnia nie schodzi. Czapki z głów!

Trunek ma naturalny kolor i nie był filtrowany na zimno. Destylacja miała miejsce w październiku 2007 roku, butelkowanie zaś nastąpiło w styczniu roku 2016. Maturacja trwała więc osiem lat, a do jej procesu użyto beczek z dębu francuskiego używanych do produkcji koniaku.

Nos – dymny i torfowy, od razu czuć tu wodorosty, kable, mokrą glebę, sól morską ale jest także karmel, grejfrut, dąb oraz wanilia. Przyjemny bukiet, zadziwiająco stonowany jak na tak dużą zawartość alkoholu.

Smak – dymny i torfowy, grillowane mięso, sos BBQ, dąb, solony karmel, brzoskwinia, pieczone jabłko, miód i migdały. Ależ ona jest dobra!

Finisz – długi i rozgrzewający, torfowy ze słodyczą gotowanych jabłek i akcentem cynamonu.

W trzech zdaniach: To nadal młoda, bo zaledwie ośmioletnia whisky. Jest jednak gładka, bardzo dobrze ułożona i zbalansowana sprawiając wrażenie znacznie starszej. Wspaniały dym i zatorfowienie na poziomie 40 ppm, spod którego wychodzi intensywna owocowa słodycz. Całość wraz z odpowiednią mocą fantastycznie ze sobą współgra. Bardzo dobry dram w bardzo dobrej cenie!

Zawartość alkoholu 57,8% , cena ok 360zł

Moja ocena 5,5/10

degustacja#147 LAGAVULIN 1995 Distillers Edition bottled 2011

LAGAVULIN 1995 Distillers Edition bottled 2011

Szkocja, Islay

Polscy siatkarze do lat 21 gromią w niespełna 60min Kubańczyków w finale MIstrzostw Świata zdobywając tytuł!!!
Z tej okazji dziś piję whisky, która destylowana była w 1995 roku, czyli wtedy gdy większość z naszych chłopaków przychodziła na świat.

Lagavulin 1995 DE butelkowana była w 2011 roku. Destylaty finiszowane były w beczkach po sherry Pedro Ximenez. Trunek ten nie był filtrowany na zimno, natomiast zastosowano tu karmel w celu barwienia.

Nos – dymny i torfowy, wióry dębowe, ropa, budyń waniliowy z cynamonem, miód, kawa, gorzka czekolada, brązowy cukier. Zdecydowanie mniej intensywny niż w standardowej 16. Zbyt wyraźne jak dla mnie nuty dębowe. To nie jest mocna strona tej whisky.

Smak – dymny i torfowy z akcentem ryb, rodzynek, pastylek pudrowych, czarnej porzeczki, jagód, miodu i espresso. O dziwo nie ma tu już w ogóle dębu, który tak dominuje w bukiecie. Whisky jest dobrze ułożona i równa.

Finisz – długi i kompleksowy z fantastyczną słodyczą ciemnych owoców i palonego brązowego cukru

W trzech zdaniach: Zaskakująca to whisky! Słaby bukiet nie zapowiada tego co będzie się działo dalej. Na języku jest znacznie lepiej, z każdym kolejnym łykiem smaki się rozwijają. Finisz to niewątpliwie najmocniejsza strona Lagavulin 1995. Beczka PX stworzyła tutaj absolutnie fantastyczne wykończenie. Powstaje pewien dylemat i otwarte pytanie: Kupiłbyś jedną butelkę Distillers Edition czy w tej cenie dwie 16yo?

Zawartość alkoholu 43%, cena ok 500-600zł

Moja ocena 5/10

degustacja#132 BOWMORE 100 Degrees Proof

BOWMORE 100 Degrees Proof

Szkocja, Islay

Nieważne jest czy chcesz celebrować wczorajszy sukces Barcelony, czy wolisz jak najszybciej porażkę mistrza Francji puścić w niepamięć.  Nieważne czy świętujesz dziś pogrom 27:1 w rozgrywkach politycznych czy ogarnia Cię wściekłość z tego powodu. W obydwu tych przypadkach, nieważne po której jesteś stronie…bo i tak masz ochotę się napić. Zaprawdę powiadam Wam, whisky łączy zamiast dzielić.

Bowmore 100 Degrees Proof to edycja, która zadebiutowała na rynku w 2012 roku jako wypust przeznaczony na do sieci Travel Retail. Maturacja destylatów odbywała się przez przynajmniej 3 lata w beczkach po bourbonie składowanych w magazynie położonym nad samym brzegiem zatoki Loch Indaal. Proof to brytyjska jednostka określająca moc alkoholu, stosowana do 1980 roku. 100 proof oznacza dokładnie 57,1% mocy trunku.

Nos– dymny i torfowy, wyraźny świeży dąb, wióry drzewne, wodorosty, mokra gleba, dopiero po chwili wyłaniają się słodkie akcenty brzoskwini, lukrecji oraz wanilii

Smak – duże uderzenie słodyczy przykrytej dymem, torf, ciasteczka maślane, karmelki, creme brulee oraz śladowe cytrusy

Finisz – długi, torfowy ze słodyczą rodzynek.

W trzech zdaniach: Po edycji podróżnej nie spodziewałem się niczego wielkiego. Zapewne takie moje nastawienie powstało na bazie negatywnych doświadczeń z Bowmore Black Rock. Jakże się rozczarowałem! 100 Degrees Proof to bardzo solidna whisky, w której dzieje się naprawdę wiele dobrego. Fantastyczny wręcz stosunek jakości do ceny. Zdecydowanie polecam!

Zawartość alkoholu 57,1% , cena ok 260zł (1L)

Moja ocena 5,5/10