Whisky Team & Friends – święto whisky na Dolnym Śląsku vol.2

Była sobota. Deszcz zdawał się siąpać lekko w drodze, podnosząc coraz częściej swą intensywność by przestraszyć tych, którzy na bitwę pod Trzebnicą przybyć się lękali.

Choć sama wejściówka na pole bitwy o wartości 180 denarów strachem mianować się miała, toż śmiałków jednak w ilości około siedemdziesięcioro stawić się umiało, którzy to bitwę tę postanowili stoczyć. Niechaj więc żalem, nie rozpustą obleją się Ci co denara skąpili, bo Ci co na bitwie byli, mimo ciężkich ran – przeżyli.

Nawiązanie celowe, gdyż taka forma tego mikro festiwalu w zapowiedziach przyjęła się dobrze. Do rzeczy jednak.

Miałem okazję być w Trzebnicy przed rokiem więc wiedziałem czego się spodziewać. Nieprawdopodobna gościna, troska, znajome i lubiane twarze oraz sesje Master Class w cenie. Było ich aż osiem: Loża Dżentelmenów, Wolf & Oak, Glenfiddich, Auchentoshan, Warsztaty Blendingu, Glenmorangie, Bruichladdich oraz cygara.

Największe wrażenie zrobiła na mnie sesja prowadzona przez Matu Zabiegaj, która była dla mnie nie lada lekcją. Ten człowiek zaraża swoją pasją, a sposób w jaki potrafi opanować salę musi budzić respekt.

Nie sposób nie wspomnieć także o dobrej kuchni, chillout-owej nucie i chmurkach cygarowych pod drzewkiem.

Wszystko powyższe ponownie otrzymaliśmy. Ba! dostaliśmy tym razem więcej, bo butli w cenie wejściówki niemal na wszystkich stanowiskach nikt się raczej nie spodziewał.

Moet Hennessy , Glenfiddich czy Bruichladdich prezentowali swoje skarby. Każdy mógł podejść i kosztować wszystkiego do woli.

Wolf & Oak promował swoją jabłkową okowitę i rum ale to pomarańczowe wino  spod lady jednak najbardziej utkwiło mi w pamięci. Butelkujemy Panie Michale – butelkujemy! 🙂

Loża Dżentelmenów wystąpiła z całym swoim majątkiem. W końcu dane mi było spróbować fantastycznej Glenmorangie, o której tak ostatnio głośno i kontrowersyjnie zarazem zrobiło się w sieci. Wpisujcie się na trwające obecnie krajowe toury bo zdecydowanie warto ją skosztować. Mój stosunek do Glenmorangie pewnie znacie, a jednak miło było mi spędzić  pół godziny nad kieliszkiem tej niezwykle udanej selekcji. Przypomniałem sobie także ich BenRiach którą bardzo lubuję. To była chyba jedna z ostatnich okazji by ją sobie powtórzyć.

 

Na stanowisku organizatora czyli Whisky Team znajdowało się około 50 butelek. Było trochę starych wydań blendów, caski Amruta po Porto i Sherry, Ardbeg Almost There czy Galileo, Mortlach Flora i Fauna, a także Glenfarclas 25. Nie zabrakło także dobrych bourbonów. Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak tajemnicza Lady of the Glen 22, Auchroisk 30 oraz Hazelburn 10. Wszystko oczywiście nadal w cenie wejściówki.

Była także Bowmore z lat ’90 , którą rozlewał Mat Chami. Nie zawsze można spróbować takich rzeczy. Dziękuję.

8950471F-AC4A-4174-83DE-B08FF26D2AA7

Przez niejaką godzinę show festiwalu skradł jednak Tom Gebard stawiając swoją urodzinową Port Charlotte 2002 od Anam na h-Alba. „Wszystkiego najlepszego” opanowało w moment całą salę nawet z ust osób, które pierwszy raz człowieka widziały na oczy. Ten nie skąpił trunku, a jego urodzinowa butla dla wielu okazała się odkryciem wieczoru.

Whisky w kieliszkach, uśmiechy, malowane twarze, nogi i dekolty – działo się nad potęgę! Ten niewielki w zasadzie obszar Ceskiej Besedy wypełniały pozytywne nastroje ludzi, którzy przyszli się nie tylko edukować ale przede wszystkim spędzić czas biesiadując wspólnie jeszcze długo po zakończeniu festiwalu.

Wszystko czego w tym dniu doświadczyłem utwierdziło mnie tylko, w przekonaniu, że whisky łączy ludzi. Niech zatem pozostanie ponad podziałami cokolwiek by się nie działo.

#Mike

Reklamy

degustacja#235 GLENGLASSAUGH 1978 (1118/8)

GLENGLASSAUGH 1978

Szkocja, Highlands

IMG_1655

Całkiem niedawno otrzymałem spontaniczny i bardzo miły prezent w formie skarpetek, na których widniał napis „Zawsze pij whisky starsze niż swoja kobieta”. Oczywiście owe stwierdzenie nie spoczęło tylko na moich stopach, ale wziąłem je sobie także mocno do serca . Postawiłem na Glenglassaugh 1978.

Czy mogę ostatecznie więc stwierdzić ” Przez skarpetki do serca” ? 😉

Sprawdźcie sami.

Opisywana dziś whisky to selekcja mistrza Billy’ego Walkera, stanowiąca najmłodszą pozycję z drugiej partii Rare Cask Release. Whisky ta została wydestylowana w 1978 roku, a jej butelkowanie z mocą beczki na poziomie 43,6% ABV nastąpiło we wrześniu roku 2015. Po tym okresie trunek został poddany finiszowaniu w beczkach po Porto. Powstało 276 takich butelek.

Nos – słodki i owocowy, maliny, powidła śliwkowe, jagody, stara drewniana skrzynka, nuty skórzane, a także migdały, mleczna czekolada i herbata. Wspaniały bukiet!

Smak – bogaty i złożony, mleczna czekolada, śliwki, kawa, karmel, czarna porzeczka, czarna herbata, marcepan i wanilia, imbir oraz ślady tanin.

Finisz – średniej długości, z dużą porcją konfitury z czerwonych owoców imbirem i marcepanem

W trzech zdaniach: Niezwykle bogata, złożona i ujmująca szkocka. Jest mięsista i niezwykle owocowa. To kawał historii Glenglassaugh rozpływający się na języku i dostarczający podniebieniu porządnej dawki solidnego oldschool’u. Jest to nie lada gratka dla miłośników finiszu w baryłkach po Porto. Dobra rzecz, która pozostanie w pamięci na długo.

Zawartość alkoholu 43,6% , cena ok 2500zł

Moja ocena 8/10

degustacja#234 BRAEVAL 1994 BWM

BRAEVAL 1994 BWM

Szkocja, Speyside

IMG_1529

Budzisz się wiosną, kiedy zasypiasz jest jesień, a między nimi wielokrotnie powraca zima i lato. Macie podobnie jak ja ?

„Four Seasons” to przeszłość. Nie ma więcej pór roku 😉

Jak wypada ostatnia część całej układanki Best Whisky Market? Zapraszam jak zawsze na krótką i rzeczową recenzję.

Ostatnia whisky z kolekcji „Four Seasons”  została wydestylowana w roku 1994 spędzając 24 lata w beczce po bourbonie. Jest to oczywiście single cask o naturalnej barwie, butelkowany z mocą beczki na poziomie 51,9% bez filtracji na zimno. Nasz niezależny polski bottler wydał zaledwie 166 takich butelek.

Nos – kwiatowy, trawiasty z laską wanilii, pastylkami pudrowymi, liściem laurowym, bazylią a także morelami, musem jabłkowym, ananasem i papają. Dość oryginalny jest ten bukiet. Najpierw dominują akcenty floralne, a dopiero po kilku długich minutach swoją siłę pokazują jasne owoce.

Smak – owocowy, tropikalny, dużo brzoskwini i papai, jest też mleczko kokosowe, posmak gumy turbo, a także wyraźny creme brulee z bezą. Bardzo ładnie i subtelnie wszystkie nuty rozwijają się na języku i idą z czasem w kierunku wielkiej spójności.

Finisz – długi i tropikalny, mleczne landrynki, biała czekolada oraz nieco dębu.

W trzech zdaniach: Bardzo skomplikowana whisky. Nie wszystkim może przypaść od razu do gustu. Zmienia się wielokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu minut – jest floralna, owocowa, momentami nawet wytrawna. Jest jak niełatwa łamigłówka – wielowarstwowa, złożona, wymagająca czasu, spokoju i dużej koncentracji. Mnie to pasuje.

Zawartość alkoholu 51,9% , cena 780 zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#233 AUCHENTOSHAN 1999 Bordeaux Cask Matured

AUCHENTOSHAN 1999 Bordeaux Cask Matured

Szkocja, Lowlands

IMG_1369

fot. Adalberto Barfly

Długi weekend ma się coraz bliżej ku końcowi. Te kilka wolnych dni poświęciłem na eksplorację gorzelni, które do tej pory z różnych względów nie przemawiały do mnie . Ostatnim razem szukałem Glenmorangie, dziś zaś skupiam się na Auchentoshan. Tym razem by zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu postanowiłem uderzyć nie tylko w CS, ale także w bardzo lubianą przeze mnie maturację w beczkach po czerwonym winie. Wydaje się więc, że szansa na końcowy sukces jest znaczna.

Opisywana dziś whisky została wydana w mocy beczki i jest to limitowana edycja w ilości 6000 butelek. Destylaty tworzące tę szkocką spędziły 11 lat w beczkach po Bordeaux pochodzących od topowego producenta tychże czerwonych win, mianowicie Chateau Lagrange. Whisky ma naturalny kolor i nie była filtrowana na zimno. Edycja ta została wyprodukowana z okazji dnia zburzenia Bastylii i Starego przymierza pomiędzy Szkocją i Francją.

Nos – nuty winne odczuwalne są już od pierwszego wdechu, bukiet jest fajnie stonowany, mamy tu wyraźne winogrona, są też maliny i poziomki. Gdzieś w tle przewija się biała czekolada i wrzos. Bukiet ogólnie jest na plus i pozwala mieć nadzieję na udaną degustację.

Smak – od razu atakuje agresywny alkohol wraz z ostrymi przyprawami. Ta whisky potrzebuje wody! Po dodaniu kilku kropel uwypuklają się akcenty czerwonych porzeczek i poziomek. Jest też sos winegret, są migdały, wanilia i słodkie winogrona. Whisky stała się bardzo landrynkowa, pomimo iż cały czas w tle czuć dużo dębiny.

Finisz – krótki, alkoholowy z akcentem czerwonych owoców, słodzików i chilli.

W trzech zdaniach: Od zawsze byłem wielkim entuzjastą starzenia destylatów w beczkach po czerwonych winach. Nadal nim jestem choć dzisiejszy przykład nie jest pozycją, którą mógłbym Wam specjalnie polecić. Auchentoshan 1999 ma na języku bardzo agresywny charakter. Po dolaniu wody oczywiście łagodnieje jednak staje się tak mocno cukierkowy jakby whisky stworzona była z samych aromatów E. Wielka szkoda, bo bukiet zapowiadał zupełnie inne doznania. Nie poddaję się jednak i szukam dalej czegoś co zauroczy mnie przynajmniej w połowie tak jak niegdyś zrobiła to Auchentoshan 1991 od Hunter Laing’s z serii Old & Rare.

 

Zawartość alkoholu 58% , cena ok 400zł

Moja ocena 3/10

degustacja#232 GLENMORANGIE Madeira Wood Finish

GLENMORANGIE Madeira Wood Finish

Szkocja, Highlands

IMG_1304

Szukaj, a będzie Ci dane – mawiają. Jako że do tej pory nie dane mi było próbować Glenmorangie, która skłoni mnie do dłuższej zadumy, z wielką nadzieją na sukces postanowiłem sięgnąć do bottlingu z lat 1996-2007. Dziesięć lat w beczce po bourbonie oraz kilkanaście miesięcy finiszu w beczkach po portugalskiej maderze wydawało się odpowiednim kierunkiem na realizację postawionego celu. Czy się udało?

Opisywana dziś whisky to jak wspomniałem kompozycja destylatów leżakujących przez 10 lat w beczkach po bourbonie oraz finiszowanych przez kilkanaście miesięcy w baryłkach po maderze. Whisky została butelkowana z obniżoną mocą 43%, ma naturalny kolor i była filtrowana na zimno. Edycja ta produkowana była w latach 1996-2007.

Nos – słodowy, owocowy i kwiatowy, lekko winne nuty przeplatające się miodem, wanilią, jabłkiem. Jest trochę cynamonu i pieprzu, a także biała czekolada i karmel. Całkiem przyjemny bukiet.

Smak – owocowy, dość słodki z lekkim akcentem dębiny. Mamy tu owoce w postaci jabłek, daktyli, są lody waniliowe, cynamon, solony karmel, a także pieprz i sporo imbiru. Nie jest to wielowarstwowa whisky, smaki też nie są bardzo intensywne. Whisky jest jednak dość zgrabna i lekka.

Finisz – krótki, owocowo-korzenny, dębowy.

W trzech zdaniach: Czy się udało? Nie, choć Madeira Wood Finish jest na swój sposób ciekawa. Ma naprawdę bardzo przyjemny bukiet – to niewątpliwie jej największy atut. Można spędzić niezły kawałek czasu z nosem zanurzonym w kieliszku i czerpać z tego dużo radości. Smakowo whisky nie broni się do końca, lub może to ja oczekiwałem znów „więcej soku” intensywności i głębi od Glenmorangie.

Jest to dobra pozycja na letnie i ciepłe dni, ale obecnie przecież nikt nie kupuje starszych bottlingów by sączyć je sobie na działce. Fani tej gorzelni i kolekcjonerzy jej wypustów z pewnością znajdą dla niej odpowiednie miejsce. Ja szukam dalej.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 600-700zł

Moja ocena 4/10

degustacja#231 GLEN MORAY 2004 Chardonnay Cask Finish LOŻA DŻENTELMENÓW

GLEN MORAY 2004 Chardonnay Cask Finish LOŻA DŻENTELMENÓW

Szkocja, Speyside

IMG_0834

Chwila piątkowej refleksji… i co? Zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze nigdy nie opisałem żadnej whisky od Loży Dżentelmenów. Dziwna to dość sprawa bo w zasadzie poza Glenmorangie piłem je wszystkie. Nader to MasterClass’y oraz krajowe toury LD są zawsze w bardzo dobrych cenach, a dolewając oliwy do ognia, nasz prywatny polski bottler lubi dzielić próbkami swoich wyszukanych pociech. Jako że w podzięce także coś im czasem wręczę, to może zrobię opis Glen Moray 2004 w nadziei, że kiedyś i o mnie wspomni rycerz Artur na swoim kanale i nagra coś z moim samplem 😀

Opisywana dziś whisky została wydestylowana w 2004, butelkowanie zaś nastąpiło w tym roku. Ostatnie 18 miesięcy destylat spędził w beczce po białym winie Chardonnay. Whisky pochodzi z beczki numer 99272 i ma oczywiście naturalny kolor, nie była także filtrowana na zimno. Jest to nasz krajowy bottling wydany przez Lożę Dżentelmenów.

Nos – wytrawny z przeplatającą się słodyczą białych owoców. Są tu jabłka, białe winogrona, morele. Jest avocado, sporo wanilii ale też dużo dębiny, której towarzyszy ziele angielskie powodując lekkie drapanie w nozdrzach.

Smak – początkowo słodki, znacznie bardziej niż w bukiecie. Na pierwszy plan wychodzą nuty musu jabłkowego, creme brulee,  wanilii oraz słodkich białych winogron. Po chwili jednak whisky zaczyna szczypać w język, czuć wyraźnie biały pieprz, tabasco i znów dąb. Gdzieś dalej jeszcze przewija się lukrecja.

Finisz – średniej długości, dość gorzki i dębowy, biały pieprz i nieśmiałe jasne owoce.

W trzech zdaniach: Mój debiut z finiszem Chardonnay zaliczam do udanych. Nie ma tu fajerwerków ale mamy solidną i dobrze ułożoną whisky, która zaskakuje ładnym i unikalnym bukietem. Nos jest jej niewątpliwym atutem. Na języku jest uszczypliwa, momentami alkoholowa jednak wyraźna słodycz białych owoców stara się te ostrzejsze i także dębowe nuty po cichu przykryć. Smak się broni. Finisz jest jej najsłabszą stroną.

Ciekawa edukacja i nowe doświadczenie. Dziękuję Loży za możliwość rozwijania swoich percepcji wonnych i smakowych 😉

Zawartość alkoholu 52,8% cena ok 600zł

Moja ocena 5/10

degustacja#230 The MACALLAN Classic Cut 2018

The MACALLAN Classic Cut 2018

Szkocja, Speyside

IMG_0815

Gdyby tak sugerować się tylko informacjami zawartymi na etykiecie The Macallan Classic Cut to winna ona bez wątpienia ścinać z nóg i kończyć degustację klasycznym upadkiem.

Dla mnie ów upadek będzie głową na stole, dla skoczka narciarskiego klasycznym telemarkiem, a taki barber zaś wziąłby się zapewne od razu za jej golnięcie, stojąc na nogach do ostatniego cięcia.

Ile profesji, tyle interpretacji 😉

Co ja się będę zresztą zastanawiał nad pochodzeniem tej serii. Lepiej sprawdzić na sobie co kryje się wewnątrz  tej butelki.

Opisywana dziś whisky to NAS dojrzewająca wyłącznie w wyselekcjonowanych beczkach po sherry pochodzących z Jerez. Producent określa ją jako edycję limitowaną, ale jak dla mnie 90000 butelek wypuszczonych na rynek to nic niezwykłego. Jest to druga edycja po tej debiutującej w roku 2017.

Nos – słodki, cukierkowy i landrynkowy, rodzynki, czekolada i wiśnie, w tle trochę pomarańczy, orzechów oraz imbiru. Jest także ślad dębu i wanilii.

Smak – słodki, dość intensywne ale wytrawne wiśnie z potęgującą ale nieprzesadzoną słodyczą czekolady i rodzynek. Pojawiają się orzechy, dość dużo imbiru i ślad cynamonu. Są także wyraźne cytrusy w postaci dojrzałych pomarańczy i cytryn. Dużo jest tu spójnych pozycji z bukietem.

Finisz – średniej długości, wytrawne owoce i dąb

W trzech zdaniach: Można krytykować Macallana za wypuszczane szroty w ostatnich latach i mocne skomercjalizowanie marki, jednak Classic Cut przypadła mi do gustu. Ma ładny bukiet i przyjemnie rozpływa się na języku. Choć mogłaby mieć dłuższy finisz to ogólne wrażenie jest niezłe. Z drugiej jednak strony, za sześć stówek można nabyć naprawdę dużo ciekawsze i bardziej złożone rzeczy. Podsumowując: fajny daily dram w nieco za wysokiej cenie. Nie ścina z nóg i nie grozi upadkiem, co najwyżej  lekkim zachwianiem.

Zawartość alkoholu 51,3% , cena ok 600zł

Moja ocena 5/10