degustacja#219 GLENGLASSAUGH Octaves

 

Na półksiężycowej plaży w zatoce Sendend znajduje się destylarnia, produkująca whisky ukształtowaną przez bogatą obfitość lądu i morza. Glenglassaugh czyli szaro-zielona dolina powstała w 1875 roku na terenie dawnej farmy Craig Mills. Po otwarciu szybko zyskała spore uznanie i popularność. W latach ’90 XIX wieku gorzelnia tworzyła około 80 000 galonów whisky rocznie, stając się wtedy jedną z najprężniej działających destylarni w regionie Highlands. Od tamtego czasu destylarnia zmieniała właścicieli, była również niejednokrotnie zamykana i otwierana, by w końcu w 2008 po ponownym otwarciu wznowić produkcję . Efektem tego było wypuszczenie w 2011 roku pierwszej trzyletniej Glenglassaugh, a potem w 2012 roku dobrze nam już znanej Revival. W 2013 roku właścicielem gorzelni został BenRiach Distillery Co. Powstały edycje podstawowe Evolution oraz Torfa. W kwietniu 2016 roku Glanglassaugh wraz z Benriach oraz Glendronach stały się własnością Brown-Forman Corporation. Tego samego roku Glenglassaugh wypuściła dwa nowe wydania pod nazwą Octaves. Destylaty starzone w beczkach o rozmiarach 1/8 tradycyjnych 500 litrowych Butt miały szybciej kooperować z dębem tworząc w ten sposób w krótkim czasie dojrzałą whisky.

Dziś przedstawiam Wam swoje wrażenia z degustacji drugich batch’ów wspomnianych Octav. Butelki powinny trafić na polski rynek jeszcze tej zimy. Dokładne ceny nie są mi jeszcze znane.

Classic to kombinacja beczek po Bourbonie, Pedro-Ximenez i Amontillado Sherry. Peated to oczywiście edycja torfowa z użyciem beczek po Bourbonie, Porto i Oloroso Sherry. Obydwa wydania mają naturalny kolor i nie były filtrowane na zimno. Butelkowanie nastąpiło z mocą 44% ABV.

GLENGLASSAUGH Octaves Classics Batch 2

Szkocja, Highlands

img_2258

Nos – słodki i lekko trawiasty, mango, wiśnie, marcepan, imbir, wanilia, kakao i drzewo sandałowe

Smak – słodki i zaskakująco oleisty, dużo czekolady i karmelu, czerwone owoce, pudding, kukułki, ananas i dąb

Finisz – średniej długości, czekoladki Mon Cheri i kawa

Zawartość alkoholu 44% , cena jeszcze nieznana

Moja ocena 4,5/10

 

GLENGLASSAUGH Octaves Peated Batch 2

Szkocja, Highlands

img_2259

Nos – owocowy i torfowy,  choć torf jest raczej stonowany i subtelny, są akcenty morskie, solony karmel, kakao, mango, kruszonka drożdżowa, kompot z suszu oraz opalany dąb

Smak – torf początkowo jest wyraźny ale z czasem maleje, znów jest subtelny i ustępuje miejsca słodszym akcentom śliwek, mango i syropu klonowego. Są też delikatne nuty bekonu jednak im więcej czasu mija tym zaczynają dominować akcenty porto.

Finisz – średniej długości, owocowy, lekko morski z muśnięciem dymu

Zawartość alkoholu 44% , cena jeszcze nieznana

Moja ocena 5/10

W trzech zdaniach (dziś może więcej) : Nie pamiętam czy kiedykolwiek miałem okazję pić lepsze NAS-y. Obydwa wydania są bardzo ładnie ułożone i charakteryzuje je głęboki smak i bogaty aromat. W teście w ciemno postawiłbym tu na kilkunastoletnie destylaty. Wpływ beczek jest bardzo wyraźny i jest to niewątpliwie zaleta zastosowania Octav, które wiele oddały od siebie w krótkim czasie.

Classic jest wręcz lepka i słodka i pomimo, iż momentami da się wyczuć młodość to jest to whisky niesamowicie pijalna. Miłośnicy sherry na pewno będą zadowoleni.

Po nieudanych eksperymentach bratniego GlenDronach’a z torfem i Porto , z dużym dystansem podchodziłem do Octaves Peated. Jak się okazało zupełnie niesłusznie, bo otrzymałem bardzo przyzwoicie skomponowaną i wielowarstwową whisky. Mieszanka torfu, owoców i morskości  mocno pobudza kubki smakowe i daje ogromną satysfakcję z jej picia.

Glenglassaugh udowadnia tym samym, że w dobie gdy rynek zalewają destylaty bez deklaracji wieku, które pakowane są do beczek o pojemności 250 czy 500 litrów, w równie krótkim czasie można zrobić coś naprawdę dobrego.

Wypatrujcie ich wkrótce w sklepach. Warto!

 

degustacja#175 GLENDRONACH Peated Port Wood

GLENDRONACH Peated Port Wood

Szkocja, Highlands

Torf i beczka po Porto. Czy to będzie romans czy kryminał? Dziś mierzę się z najnowszym wypustem od Glendronach. Zaproszenie do lektury jest w tym przypadku trafnym ujęciem.

Nowość od GD to NAS finiszowany w beczkach po Porto pochodzących z portugalskiej doliny Duoro. Inspiracją do skomponowania tej edycji był częsty import beczek po tym wzmacnianym winie do Szkocji w XIX wieku. Trunek ten został wykonany przy użyciu jęczmienia suszonego w starym stylu z wykorzystaniem torfu górskiego. To pewnego rodzaju hołd dla tamtej epoki. Whisky ma naturalną barwę i nie była filtrowana na zimno. Butelkowanie na poziomie 46% ABV.

Nos– torfowy i słodki, beczka, tlące się ognisko, bekon, śliwka, świeże jabłko, kompot truskawkowy. Niestety ubogo.

Smak – pierwsze wrażenie wytrawne, dębowe, potem trochę słodyczy – gorąca czekolada, pianki marshmallow. Owoce z bukietu gdzieś przepadły, zostały jedynie ślady zleżałych truskawek, później dużo torfu – za dużo – dominuje i przykrywa mocno całość. Powtarza się także bekon wyczuwalny wcześniej. Znów płasko.

Finisz – raczej krótki, torf, pastylki pudrowe i dąb

W trzech zdaniach: Werdykt – kryminał! Jest płasko, aromaty i smaki uciekają szybko, whisky jest wodnista, panuje chaos. Kocham tę destylarnię więc apeluję o zakończenie podobnych eksperymentów znanych nam dobrze z edycji Peated. #sherrylove

Michał – dzięki! 🙂

Zawartość alkoholu 46% , cena ok 300zł

Moja ocena 2,5/10

degustacja#99 GLENDRONACH Peated

GLENDRONACH Peated

Szkocja, Speyside

GDP

Gdy tylko w mediach branżowych pojawiła się informacja o torfowej wersji GD, pomyślałem że to jakiś żart. Od zawsze bowiem GD kojarzył mi się z oleistą substancją o przepięknej naturalnej barwie wynikającej z solidnych beczek po sherry, a także  z pięknie zbalansowaną słodyczą. Gdy otworzyłem szerzej oczy i okazało się, że zapowiedź ta z żartem nie ma nic wspólnego, stwierdziłem, że muszę mieć tą whisky. Nie tylko dlatego, że jestem fanem tej gorzelni ale także przez pryzmat sherry i torfu, które miłuję tak samo razem jak i każde z osobna. Zajęło mi to co prawda trochę czasu ale w końcu jest i pręży swoje muscle na barkowej półce.

Jesienią minie rok od premiery tej whisky na rynku. Destylaty przez pierwsze lata starzone były w beczkach po bourbonie, a na ostatnie miesiące przelane zostały do beczek po sherry Pedro Ximenez i Oloroso.

Nos – lekko dymny z akcentem skóry i tytoniu oraz ananasa, miodu, kawy a także wanilii

Smak – słodki z delikatnym torfem, marcepanem, czekoladą, czerwonym winogronem, akcentami ziemnymi oraz śladami pieprzu

Finisz – średniej długości, słodki z nutami dymu torfowego

W trzech zdaniach: Glendronach to jedna z moich ulubionych destylarni, pisałem o tym już nie raz. Eksperyment z torfem, podczas gdy do tej pory skupiano się głównie na jakości beczek po sherry, nie do końca do mnie przemawia. Można tu znaleźć trochę przyjemności jednak w tym przypadku zdecydowanie pozostaję wierny tradycji.

Zawartość alkoholu 46%, cena ok 190zł

Moja ocena 3/10