degustacja#281 GLENDRONACH 1989 KINGSMAN EDITION

GLENDRONACH 1989 KINGSMAN EDITION

Szkocja, Highlands

Jesień w pełni więc pora na jesienne whisky. Idealną przedstawicielką tej pory roku jest bez wątpienia Glendronach 1989 Kingsman. Jej bukiet momentalnie wypełnia całe pomieszczenie, smak pozwala się w pełni zrelaksować przy dźwiękach strzelającego w kominku drewna, a finisz zdaje się trwać w nieskończoność.

Zapraszam na chwilę jesiennego odprężenia.

Opisywana dziś whisky została zabutelkowana w 2019 roku z okazji premiery filmu „The King’s Man: Pierwsza Misja” . Jest to kompozycja starzona od 1989 roku w sześciu beczkach po sherry Oloroso oraz finiszowana baryłkach po Pedro Ximenez. Whisky ta została wybrana przez Master Blender Dr Rachel Berry oraz reżysera, scenarzystę i producenta wspomnianego filmu Matthew Vaughna. Po pierwszej Kingsman z roku 1991 jest to ich drugi wspólny projekt . Powstały 3052 takie butelki, a ja mam przyjemność testować tę z numerem 2634. Wszystkie te butelki są pięknie zapakowane oraz ręcznie opisane.

Nos – mnóstwo soczystych wiśni,  karmelizowane śliwki w cynamonem i brązowym cukrem, kakao, zakurzona stara książka , warsztat kaletniczy. Kapitalny zrównoważony bukiet, bardzo wciągający i uzależniający.

Smak – słodki i wytrawny, dostojny,  oczywiście pierwsze skrzypce grają tu śliwki, rodzynki i dojrzałe wiśnie, pojawia się uwielbiana przeze mnie  czekoladka Malaga, są też stare konfitury które wyjadałem dziadkom zakradając się do piwnicy , deserowa czekolada, gdzieś w tle nawet eukaliptus, a także marcepan i figi.

Finisz – długi, bardzo długi, kakao, cygaro , śliwki 

W trzech zdaniach: Fantastyczna i urzekająca, dostojna i bogata whisky, z którą chciałoby się spędzać każdy wieczór. Ten bukiet….mogę napisać, że nie da się jej pić bo ciężko od niej oderwać nos i przejść do etapu badania smaku 😉 Smak…mlaskam na końcu, a to oznacza pełen sukces. Finisz…absolutnie kapitalny, trwa i trwa bez końca. Rewelacyjna whisky, niestety nie za małe pieniądze.

Zawartość alkoholu 50,1% , cena ok 5500zł

Moja ocena 8/10 , 94/100

degustacja#229AMRUT Intermediate Sherry (2016)

AMRUT Intermediate Sherry (2016)

Indie

Amrut

Zimno, deszczowo i szaro za oknem…To może Amrut o mocy 57,1% ze słonecznych Indii wprowadzi w Was trochę ciepła?

Amrut Intermediate Sherry została skomponowana z destylatów leżakujących w beczkach po bourbonie, świeżym dębie, sherry oloroso, by na końcu znów wrócić do baryłki po bourbonie. Butelkowanie z mocą beczki na poziomie 57,1% ABV. Jest to 37 batch tej whisky, wydanej w roku 2016.

Nos – słodki i owocowy, orzechy, dąb, czekolada, trochę drażniący alkohol, syrop klonowy, lekka dawka tytoniu i oczywiście sherry

Smak – słodki i owocowy, karmel, wiśnie w czekoladzie, dość dużo dębu oraz kiepsko ukryty alkohol, gorzka czekolada, orzechy, czerwone pomarańcze, przyprawy.

Finisz – krótki, mocno dębowy, alkoholowy, czekolada i cynamon

W trzech zdaniach: Bez wody nie podchodź! Nadmiar dębu oraz źle ukryty alkohol potrafią zrazić. Trzeba dać jest trochę czasu wówczas z wodą uwypuklają się słodsze smaki i aromaty, które dają tu lekki zarys sherry bomby.  Nie jest to jednak wybitnie skomponowana whisky. Jest dość płaska, a momentami sprawia wrażenie jakby było w niej trochę chemii. Całokształt oceniam na dostateczny. W tej cenie znajdziemy mnóstwo ciekawszych pozycji.

Zawartość alkoholu 57,1% , cena ok 370zł

Moja ocena 3,5/10

degustacja#212 LONGMORN 1973 Gordon & MacPhail

LONGMORN 1973 GM

Szkocja, SpeysideIMG_1713

Dwa dni temu obchodziłem swoje urodziny jednak tak wiele się u mnie od piątku działo, że dopiero dziś mam chwilę czasu dla siebie. Mogę usiąść z dobrym dramem w kieliszku, wyciszyć się i rozłożyć na czynniki pierwsze to co zaproponował nam w roku 2005 Gordon & MacPhail wypuszczając na rynek starannie wyselekcjonowaną Longmorn 1973. Ja mam 36 lat, ona 32 lata. Powinnismy się dogadać 🙂

Longmorn 1973 to single cask (no. 2198) wydana przez dobrze nam znanego niezależnego bottlera Gordon & MacPhail. Destylacja miała miejsce 13 marca 1973 roku, a butelkowanie nastąpiło 20 kwietnia roku 2005. Whisky tę tworzą destylaty leżakowane przez okres 32 lat w beczce pierwszego napełniania po sherry. Oczywiście trunek ma naturalną barwę i nie był filtrowany na zimno.

Nos – słodki i owocowy, od razu wychodzą wiśnie, eukaliptus i mleczna czekolada, za chwilę zmywacz do paznokci, pasta do mebli, a także śliwki i cappuccino. Bukiet nie jest „monsterem”,  jest nad wyraz subtelny i stonowany, pełny i bardzo zadowalający.

Smak – (…) czas stanął w miejscu! Piękny słodki i owocowy, oleisty z wyraźnymi olschool’owymi nutami sherry, śliwek, czekolady, marcepanu, eukaliptusa, cappuccino, przypieczonej skórki od chleba i śladami dębu.

Finisz – długi, rodzynki, delikatny pieprz i ciemne owoce.

W trzech zdaniach: To whisky skomponowana z klasą, wyczuciem i z ogromym smakiem. Bukiet choć bardzo dobry to nie zwiastuje tego co wydarzy się za chwilę w ustach. Mamy tu dawkę solidnego olschool’u, który rozwija się na języku z każdą dodatkową sekundą. Pusty kieliszek chciałoby się wylizać jak talerz po genialnym daniu. Wspaniała whisky!

Zawartość alkoholu 56,2% , cena ok 3200zł

Moja ocena 7,5/10

degustacja#206 TAMDHU Batch Strenght 003

TAMDHU Batch Strenght 003

Szkocja, Speyside

IMG_1122

Coraz częściej zauważam podobieństwa między kobietami a whisky. Nie tylko dlatego, że mamy do czynienia z rodzajem żeńskim bo winno się przecież mówić „ta whisky” czy też „ta Macallan” , ta „Tamdhu” a nie „to whisky” , „ten Macallan” czy „ten Tamdhu” , ale przede wszystkim dlatego, że często interpretacja własnych chęci i języka kobiet jest bardzo spójna.

Gdy siedzisz na aukcjach czy przeglądasz sklepy internetowe z butelkami często towarzyszy Ci myśl „RÓB CO CHCESZ” po czym niestety często musisz obejść się smakiem i finalnie zostajesz z kroplą w morzu potrzeb…lub z niczym.

Tak też jest z kobietami bo przecież gdy mówią „RÓB CO CHCESZ” to wiesz, że lepiej pod żadnym pozorem tego nie robić 😉

Na poprawę humoru zapraszam na degustację Tamdhu Batch Strenght 003.

Degustowana dziś przeze mnie szkocka to trzecia edycja  z serii Batch Strenght. Whisky nie posiada deklaracji wieku, ma naturalny kolor oraz nie była filtrowana na zimno.  Destylaty użyte do skomponowania tego malta starzone były w beczkach po sherry, głównie pierwszego napełniania.

Nos – słodki i owocowy, wiśnie, śliwki, rodzynki, czekolada, orzechy, wanilia

Smak – słodki i owocowy, od razu mocne sherry daje się we znaki. Gdy dodamy kilka kropli wody otworzy nam się cała paleta czerwonych i ciemnych owoców od śliwek i wiśni po maliny i żurawinę. Jest wanilia, karmel, deserowa czekolada, tanina, orzechy i rzecz jasna rodzynki.

Finisz – długi, rozgrzewający z mocą czerwonych owoców, cynamonem i pieprzem.

W trzech zdaniach: Sherry bomba jak ta lala. Początkowo dość agresywna i alkoholowa jednak po dodaniu wody zmienia się aksamitny koszyk pełen owoców. Whisky jest dobrze zbalansowana i ma piękne oleiste ciało. Bardzo solidna pozycja za bardzo przystępne pieniądze. Polecam.

Zawartość alkoholu 58,3% cena ok 300zł

Moja ocena 6/10

degustacja#200 GLENDRONACH 1975 Ian Macleod

GLENDRONACH 1975 Ian Macleod

Szkocja, Highlands

IMG_0516

No to mam jubileusz. Dziś oficjalna dwusetna degustacja! Nawet trochę się tego nazbierało od czasu kiedy postanowiłem uwieczniać swoje doświadczenia w formie bloga. Swoją drogą co najmniej drugie tyle nie zostało opublikowane, ale skoro jest okazja do świętowania to warto otworzyć na nią coś specjalnego. Przecież obiecałem 🙂

Mój wybór padł na Glendronach wydestylowaną w 1975 roku i butelkowaną w roku 2009, która wpadła w moje ręce dzięki załodze Whisky Team.

Zachwalali ją Oni sami , a ja im ufam 🙂  Bardzo dobrze o niej mówiła Aga z Kiss Me Whisky, a jak mówi kobieta to zawsze słucham 😉 Delektowały się nią gołąbeczki z e-whisky, a jak zgodność jest w patrze to coś jest na rzeczy 🙂  Sztos Panie powiadam Szkocka Krata dziś doniosła więc czy jest opcja, że i mnie nie ucieszy? 🙂

Prezentowana dziś whisky została wyselekcjonowana przez niezależnego szkockiego  bottlera Ian’a Macleod’sa. Jest to wydanie, które trafiło na rynek tajski i zawiera destylaty starzone w beczkach po sherry. Maturacja odbywała się w latach 1975-2009 tak więc dziś piję Glendronach’a w wieku 34 lat.

Nos słodki i owocowy, od razu sherry uderza w nozdrza, jest mus wiśniowy, maliny, powidła śliwkowe, biszkopt, gorąca muffinka z czekoladą. Jest sporo solidnego oldschool’u w akcentach skóry i tytoniu jednak bukiet całkowicie zdominowały soczyste, ciemne owoce.

Smak – słodki i owocowy,  w pierwszej fazie dominuje herbata earl grey i tytoń, dopiero po kilku sekundach w kubki uderza moc sherry w postaci wiśni, czekolady i śliwek. Jest marcepan, trochę pieprzu a także dawka palonego brązowego cukru.

Finisz – krótko-średni, czekoladowy, deserowy, mon cheri i subtelna goryczka

W trzech zdaniach: Uczta dla nosa! Fantastyczny bukiet, który jest niewątpliwie zaletą tej wiekowej whisky. Bardzo stabilny, wielowymiarowy język z niemałym początkowym zaskoczeniem. Brakuje mi tu jednak choćby tych kilku % więcej mocy by doznania smakowe niosły się trochę dłużej. Odkrywanie lat ’70 jest dla mnie zawsze wielkim przeżyciem.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 4000-5000zł

Moja ocena 7/10

degustacja#167 GLENDRONACH 21 Parliament

GLENDRONACH 21 Parliament

Szkocja, Speyside

Dobre rzeczy nigdy nie przechodzą łatwo! 😉

Na dziś polecam najstarszą edycję z podstawowego portfolio Glendronach.

Zapraszam.

Parliament skomponowana została z destylatów dojrzewających przez przynajmniej 21 lat w beczkach po sherry Oloroso i Pedro Ximenez. Mamy tutaj naturalną barwę oraz pełnię smaku gdyż whisky ta nie była filtrowana na zimno. Butelkowanie na dobrym poziomie 48% ABV.

Nos – bogaty i słodki, mocne sherry, praliny, tytoń, czekolada, pasta do mebli, skóra, melasa, śliwka oraz eukaliptus. Mmmm, to jest to co lubię!

Smak – bogaty i słodki, sherry bomba z ogromną dawką wiśni, dojrzałych śliwek, jeżyn a także z brązowym palonym cukrem, budyniem czekoladowym, muffinką kakaową, karmelem oraz eukaliptusem i szczyptą pieprzu. Jest pełna, oleista i wielowarstwowa.

Finisz – długi, sherry z tytoniem i miętą.

W trzech zdaniach: Według mnie to najlepsza edycja z tych dostępnych podstawowych. Jest to whisky kompletna od początku do końca. Stosunek jakości do ceny wypada tutaj bardzo dobrze. Aromat w pustym kieliszku utrzymywał się jeszcze do następnego dnia. Polecam!

Zawartość alkoholu 48%, cena ok 500zł 

Moja ocena 7/10

degustacja#144 GLENGOYNE Teapot Dram

GLENGOYNE Teapot Dram (batch no. 004)

Szkocja, Highlands

 

Teapot Dram to hołd dla młodych sezonowych pracowników, którzy niegdyś podczas pracy odlewali sobie resztki młodej whisky do dzbanuszka na herbatę. Dla starszych pracowników kieliszek whisky po pracy był codziennością, ci młodsi zaś by móc się napić musieli „magazynować” ją właśnie w ten sposób.

Opisywana Glengoyne to NAS z beczki pierwszego napełniania po sherry Oloroso. Butelkowana z mocą beczki whisky nie była barwiona karmelem ani filtrowana na zimno.

Nos – bardzo aromatyczna, głębokie sherry, pomarańcze, polewa czekoladowa, jagody, creme brulee, imbir, stare meble, figi.

Smak – bogaty i słodki, sherry, rodzynki, orzechy, gdzieś w tle eukaliptus tłumiący mocną słodycz, imbir, melasa, suszone śliwki.

Finisz – długi i słodki z akcentem imbiru i ciemnych owoców

W trzech zdaniach: Bardzo fajna i równa młoda sherry bomba. Biorąc pod uwagę jej młody wiek (destylaty 8-12yo) jest złożona i dobrze wyważona. Uroczy dram potrzebujący na pewno przed spożyciem powietrza. Choć ma miejsce na dolanie wody, mnie najwięcej przyjemności dała z mocą butelki.

Zawartość alkoholu 58,7% , cena: do zdobycia tylko w destylarni

Moja ocena 6,5/10