degustacja#234 BRAEVAL 1994 BWM

BRAEVAL 1994 BWM

Szkocja, Speyside

IMG_1529

Budzisz się wiosną, kiedy zasypiasz jest jesień, a między nimi wielokrotnie powraca zima i lato. Macie podobnie jak ja ?

„Four Seasons” to przeszłość. Nie ma więcej pór roku 😉

Jak wypada ostatnia część całej układanki Best Whisky Market? Zapraszam jak zawsze na krótką i rzeczową recenzję.

Ostatnia whisky z kolekcji „Four Seasons”  została wydestylowana w roku 1994 spędzając 24 lata w beczce po bourbonie. Jest to oczywiście single cask o naturalnej barwie, butelkowany z mocą beczki na poziomie 51,9% bez filtracji na zimno. Nasz niezależny polski bottler wydał zaledwie 166 takich butelek.

Nos – kwiatowy, trawiasty z laską wanilii, pastylkami pudrowymi, liściem laurowym, bazylią a także morelami, musem jabłkowym, ananasem i papają. Dość oryginalny jest ten bukiet. Najpierw dominują akcenty floralne, a dopiero po kilku długich minutach swoją siłę pokazują jasne owoce.

Smak – owocowy, tropikalny, dużo brzoskwini i papai, jest też mleczko kokosowe, posmak gumy turbo, a także wyraźny creme brulee z bezą. Bardzo ładnie i subtelnie wszystkie nuty rozwijają się na języku i idą z czasem w kierunku wielkiej spójności.

Finisz – długi i tropikalny, mleczne landrynki, biała czekolada oraz nieco dębu.

W trzech zdaniach: Bardzo skomplikowana whisky. Nie wszystkim może przypaść od razu do gustu. Zmienia się wielokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu minut – jest floralna, owocowa, momentami nawet wytrawna. Jest jak niełatwa łamigłówka – wielowarstwowa, złożona, wymagająca czasu, spokoju i dużej koncentracji. Mnie to pasuje.

Zawartość alkoholu 51,9% , cena 780 zł

Moja ocena 6,5/10

degustacja#230 The MACALLAN Classic Cut 2018

The MACALLAN Classic Cut 2018

Szkocja, Speyside

IMG_0815

Gdyby tak sugerować się tylko informacjami zawartymi na etykiecie The Macallan Classic Cut to winna ona bez wątpienia ścinać z nóg i kończyć degustację klasycznym upadkiem.

Dla mnie ów upadek będzie głową na stole, dla skoczka narciarskiego klasycznym telemarkiem, a taki barber zaś wziąłby się zapewne od razu za jej golnięcie, stojąc na nogach do ostatniego cięcia.

Ile profesji, tyle interpretacji 😉

Co ja się będę zresztą zastanawiał nad pochodzeniem tej serii. Lepiej sprawdzić na sobie co kryje się wewnątrz  tej butelki.

Opisywana dziś whisky to NAS dojrzewająca wyłącznie w wyselekcjonowanych beczkach po sherry pochodzących z Jerez. Producent określa ją jako edycję limitowaną, ale jak dla mnie 90000 butelek wypuszczonych na rynek to nic niezwykłego. Jest to druga edycja po tej debiutującej w roku 2017.

Nos – słodki, cukierkowy i landrynkowy, rodzynki, czekolada i wiśnie, w tle trochę pomarańczy, orzechów oraz imbiru. Jest także ślad dębu i wanilii.

Smak – słodki, dość intensywne ale wytrawne wiśnie z potęgującą ale nieprzesadzoną słodyczą czekolady i rodzynek. Pojawiają się orzechy, dość dużo imbiru i ślad cynamonu. Są także wyraźne cytrusy w postaci dojrzałych pomarańczy i cytryn. Dużo jest tu spójnych pozycji z bukietem.

Finisz – średniej długości, wytrawne owoce i dąb

W trzech zdaniach: Można krytykować Macallana za wypuszczane szroty w ostatnich latach i mocne skomercjalizowanie marki, jednak Classic Cut przypadła mi do gustu. Ma ładny bukiet i przyjemnie rozpływa się na języku. Choć mogłaby mieć dłuższy finisz to ogólne wrażenie jest niezłe. Z drugiej jednak strony, za sześć stówek można nabyć naprawdę dużo ciekawsze i bardziej złożone rzeczy. Podsumowując: fajny daily dram w nieco za wysokiej cenie. Nie ścina z nóg i nie grozi upadkiem, co najwyżej  lekkim zachwianiem.

Zawartość alkoholu 51,3% , cena ok 600zł

Moja ocena 5/10

 

degustacja#205 GLENROTHES 1997 Maltmountains

GLENROTHES 1997 Mamo

Szkocja, Speyside

Glenrothes maltmountain

 

Prezentowana dziś whisky została wydana przez Maltmountains. Portfolio tego niemieckiego niezależnego bottlera zawiera zaledwie sześć pozycji. Są to wydane do tej pory Bladnoch 1990 (26yo) , Glen Keith 1995 (20yo) , Tobermory 1995 (20yo) , Bunnahabhain 1991 (23yo) , Speyside Region 1994 (20yo) oraz prezentowana dziś Glenrothes 1997 (20yo).  Co ciekawe każda z nich ma bardzo wysokie oceny na whiskybase https://www.whiskybase.com/whiskies/bottler/85491/maltmountains

Glenrothes 1997 skomponowana została z destylatów leżakujących przez 20 lat w beczce po sherry. Whisky ma naturalny, piękny kolor i nie była filtrowana na zimno. Powstały zaledwie 72 takie butelki. Jest to single cask butelkowany oczywiście z mocą beczki.

Nos – słodki i owocowy, skórzany, tytoniowy. Są wiśnie, śliwki, mięta, gorzka czekolada, trochę piwnicznego kurzu, rodzynki, drzewo sandałowe

Smak – to jest prawdziwa sherry bomba! Wiśnia, śliwka, rodzynki, czekoladowa muffinka, creme brulee z dobrze przypalonym brązowym cukrem, czeskie landrynki z przełomu lat 80-90 (kto pamięta?), eukaliptus, orzechy i kakao.

Finisz – długi, słodki, owocowy z akcentem lekkiego pieprzu

W trzech zdaniach: Wspaniały dram! Whisky jest bardzo dobrze zbalansowana, aromatyczna i pełna słodyczy. Zawiera w sobie książkowe wręcz atuty dobrej beczki po sherry i ma także elementy oldschool’u , które przecież wszyscy w tych beczkach tak kochamy. Alkohol ukryty idealnie, poziom butelkowania jest perfekcyjny do konsumpcji tego trunku bez wody. Jestem pod wrażeniem!

Zawartość alkoholu 50,3% , cena ok 650zł

Moja ocena 7/10

degustacja#201 BENROMACH 10

BENROMACH 10

Szkocja, Speyside

Benromach10

W ubiegłym roku podczas wizyty w Szkocji dzięki uprzejmości Johnnies Whiskies miałem okazję zwiedzić tę destylarnię, wrzucałem już także u siebie opisy kilku butelek od Benromach’a ale gdzieś do tej pory zabrakło opisu podstawki.  No więc niech się stanie:)

Benromach 10 to whisky stworzona z destylatów leżakujących przez 9 lat w baryłkach po bourbonie (80%) oraz sherry (20%). Na ostatni rok maturacji destylaty zostały zmieszane i przelane do beczki typu butt po sherry Oloroso. Nie ma tu mowy o barwieniu karmelem czy filtracji na zimno.

Nos – lekko dymny, dębowy, trzeba dać jej chwilkę a doświadczymy nut pieczonych jabłek, ciasta drożdżowego, cytrusów, cynamonu a nawet malin.

Smak – goryczka w pierwszym etapie i znów dąb jednak po chwili wychodzi cynamon, rodzynki, miód, pomarańcze, słód i karmel. Wszystko w towarzystwie delikatnego dymu.

Finisz – średniej długości, dębowy, mineralny, wiśnia i torf

W trzech zdaniach: Bardzo przyjemnie skomponowana podstawka. Mamy akcenty bourbonu, sherry i do tego cały czas przewija się tu delikatnie tlący dymek. Początkowo może Was drażnić nadmiar dębu ale jak dacie jej chwilę to się przed Wami otworzy.

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 190zł

Moja ocena 4/10

degustacja#193 TOMINTOUL 16

TOMINTOUL 16

Szkocja, Speyside

 

Pomimo tego, iż jestem heteroseksualny to już jakiś czas temu zdałem sobie sprawę z tego, że są tacy mężczyźni których spotykam i od razu wiem, że są w stanie mnie zadowolić…. Ci mężczyźni to barmani 😉

Jako że należę do osób, które lubują się w zadowalaniu dramem dobrego malta, dziś podejmuję takową próbę z Tomintoul 16.

Tomintoul 16 została skomponowana z destylatów leżakujących minimum 16 lat w beczkach po bourbonie. Przedstawiany dziś trunek był filtrowany na zimno a do poprawy jego koloru użyto karmelu.

Nos – słodki i owocowy, jabłko, jagody, brzoskwinie, karmel, migdały, dąb, landrynki wieloowocowe, wanilia

Smak – Jest dużo dębu, zupełnie jakby była to znacznie młodsza whisky. Na szczęście jest też dużo słodkich akcentów i całość jakoś się równoważy. Momentami jest landrynkowo, nadal czuć jagodę, ciasto drożdżowe, toffi, brzoskwinie, lekkie cytrusy i trochę pieprzu.

Finisz – średniej długości, dębowo-słodowy z akcentem pieprzu.

W trzech zdaniach: Łagodna i bardzo pijalna whisky. Dużym zaskoczeniem jest tu duży poziom goryczki występujący na samym początku, jednak ta duża ilość słodyczy niczym z beczki po porto jakoś rekompensuje to niedociągnięcie. Generalnie w zestawieniu z innymi OB w wieku 16 lat nie wypadłaby dobrze ale biorąc pod uwagę jej niską cenę można pokusić się o jej zakup zamiast podstawki innej destylarni ze Speyside.

Zawartość alkoholu 40% , cena ok 200zł

Moja ocena 3,5/10

degustacja#165 BENROMACH 35yo

BENROMACH 35yo

Szkocja, Speyside

Czas leci nieubłaganie. Nie mam na myśli procesu leżakowania whisky, bo ten zawsze nam się dłuży…To ta ludzka maturacja, której  proces jest zdecydowanie za szybki.

Dziś obchodzę 35-te urodziny i oczywiście musiałem je uczcić 35-letnią whisky. Duet idealny? Chyba nie bo siostrę bliźniaczkę mam (zdrowie!) ale może niezłe trio by wyszło adoptując jedną butelkę do barku…;)

Benromach 35yo została wydestylowana z początkiem lat ’80 czyli tuż przed zamknięciem destylarni w 1983 roku oraz przed przejęciem gorzelni przez Gordon & MacPhail w 1993 roku. To kawał historii dla tego miejsca, w którym przez 18 lat nic się nie działo – nic poza leżakowaniem. Maturacja tej historycznej whisky odbywała się w beczce po sherry pierwszego napełniania, a sam trunek został zabutelkowany z mocą 43% ABV.

Nos – bogaty, słodki i owocowy, ta whisky pachnie jesienią, są jabłka, dojrzałe gruszki, cynamon, rodzynki, za chwilę świeże liście mięty, znikome ślady dębu a także tytoń i stare meble. Świetny bukiet, który momentalnie wypełnia pomieszczenie, w którym się znajduję.

Smak – słodki, tony dojrzałych owoców, figi, syrop klonowy, kakao, ślady pieprzu, kruszonka drożdżowa oraz dębina i eukaliptus.

Finisz – średniej długości z akcentami tytoniu, mięty i dębu.

W trzech zdaniach: Whisky kompletna, wielowarstwowa i oldschoolowa. Każdy kontakt z językiem przenosi Cię w tamte lata. Jest gładka i spokojna. Największym jej atutem jest niewątpliwie bukiet. Zanim zdecydowałem się jej spróbować upajałem się jej aromatem przez blisko godzinę. Takie urodziny to ja rozumiem 😉

Zawartość alkoholu 43% , cena ok 2500zł

Moja ocena 7,5/10

degustacja#130 THE GLENLIVET Cipher

THE GLENLIVET Cipher

Szkocja, Speyside

cipher

`Pod koniec ubiegłego roku koncern Pernod Ricard zaskoczył nas nowym NASem, który wizualnie prezentuje się świetnie. Czarna matowa butla z drobną białą czcionką wpadnie zapewne w gusta nawet najwybredniejszych odbiorców. Butelka wygląda tajemniczo i taka też jest jej zawartość. Producent postanowił zafundować nam zabawę w postaci ustalenia szyfru na stronie Glenlivet’a. Szyfr to kombinacja sześciu notek zapachowych oraz smakowych skalowanych w każdym przypadku jako low-medium-high. Mnie udało się rozwikłać zagadkę na poziomie 73% i przyznam, że przez chwilę poczułem się jak Master Distiller 😉

Nos – początkowo średnio lotna, wyczuwalne są młode destylaty, po dodaniu wody jest już znacznie lepiej, whisky nabiera słodyczy moreli, karmelu, miodu, wanilii, a także woni cytrusów oraz imbiru i dębu.

Smak – na początku ostry i pieprzny, ale ponownie z kropelką wody robi się ciekawiej. Mamy tu brzoskwinie, pomarańcze, jabłka, imbir, toffi,wanilię i landrynki. Całość wraz z dość oleistą strukturą może pozytywnie zaskoczyć…chwilowo, bo gdzieś spod spodu wychodzą te drażniące język młode destylaty

Finisz – średniej długości z akcentem jabłek, imbiru oraz dębu.

W trzech zdaniach: Straszono mnie, że to nic innego jak Founders Reserve tylko z większą mocą alkoholu. Na szczęście okazało się, że jest lepiej. Nie jest to whisky wybitna, nie określę jej nawet mianem dobrej, ale jest pijalna i na pewno coś w sobie ma. Duży plus za marketing, dobrą zabawę podczas ustalania szyfru i za piękną butelkę. Ogromy minus za cenę.

Zawartość alkoholu 48%, cena ok 400 zł

Moja ocena 3/10