degustacja#215 STRATHMILL 1975 MoS

STRATHMILL 1975 MoS

Szkocja, Speyside

Opisywana dziś whisky została skomponowana z destylatów dojrzewających przez 38 lat w hogsheadzie po bourbonie. Jest to singlecask (13047) butelkowany z mocą beczki bez filtracji na zimno i bez barwienia karmelem. Za wydanie 112 butelek tej whisky odpowiada niezależny szkocki bottler Malts of Scotland.

Nos – owocowy, dużo banana, migdały, papaja, miód, wanilia, zielona herbata, trochę starego drewna, trawy i zielonego jabłka

Smak – owocowy, tropikalny,  banan, papaja, herbatniki maślane, wanilia, przyprawy, jabłecznik, ciasto drożdżowe

Finisz – średniej długości, egzotyczne owoce, imbir i szczypta pieprzu

W trzech zdaniach: Uff… dobrze, że to był tylko duży sampel bo za cenę tej butelki można kupić conajmniej cztery inne lepsze. Bukiet jest stonowany,  whisky długo się otwiera, zdecydowanie potrzebuje powietrza.  Język delikatny i stonowany, brakuje treści i ciała. Największa jej zaletą jest jej intensywny finisz. Mogło być lepiej ale jubileuszowy wieczór przecież nadal trwa 🙂

Zawartość alkoholu 42,1% , cena ok 1400-1700 zł

Moja ocena 4,5/10

degustacja#214 BALBLAIR 10 Gordon & MacPhail (1980’s)

BALBLAIR 10 Gordon & MacPhail (1980’s)

Szkocja, Highlands

IMG_1819

Lata 80-te były dla mnie szczególnie ważne. To wtedy przyszedłem na świat i niemal przez tę całą dekadę dorastałem. Byłem jednak za młody by pić whisky 😉

Do dziesięcioletniej Balblair butelkowanej w tamtych latach przez Gordon & MacPhail podchodzę więc z wielkim sentymentem.

Zapraszam na małą (bo 50ml) dawkę oldchoolu.

Nos – słodki i owocowy, piękne i kremowe sherry, pasta do mebli, drewniana zakurzona skrzynia, przetwory z wiśni i śliwek, piwnica, czekolada, wypieczony chleb

Smak – słodki i owocowy, czekolada, wiśnie, zaskakująco dużo dębu i sporo goryczy, gruszka i rozwodniona galaretka wieloowocowa i trochę tytoniu

Finisz – krótki, gorzka czekolada, dąb, tytoń

W trzech zdaniach: To jedna z tych whisky, które powinno się tylko wąchać. Bukiet jest wspaniały, oldschoolowy, pobudza zmysły i daje nieprawdopodobnie dużo przyjemności. Niestety na języku wszystko gaśnie, jest płasko i z ogromnym nadmiarem goryczy. Finisz ucieka momentalnie. Z wielkiej chmury mały deszcz choć dla tego nosa było warto.

Zawartość alkoholu 40% , cena ok 800zł

Moja ocena 3/10

degustacja#121 GLEN GRANT 40yo Gordon & Macphail

GLEN GRANT 40yo Gordon & Macphail

Szkocja, Speyside

glengrant40

Zupełnie niedawno, bo siódmego dnia grudnia mogłem świętować dwa lata istnienia mojego bloga. Mogłem, jednak nie świętowałem. Powód? Zwyczajny i dobrze zapewne Wam też znany. Moje życie pędzi ostatnio w oszałamiającym tempie, a ja sam nigdy nie miałem pamięci do dat i nie tylko. Gdyby Facebook nie przypominał mi o urodzinach znajomych to pewnie zastanawiałbym się dlaczego wokół mnie ludzie się nie starzeją tak jak choćby starzeje się whisky. Jeśli jeszcze możliwością byłyby regularne powiadomienia o imionach dzieci rodzących się w moich kręgach to pan Cukierbieg ułatwiłby mi egzystencję w obszarach, w których poruszam się raczej jak zawodnik runmagedonu podczas pokonywania przeszkody w błocie po pas.

No cóż, dziś mamy dzień grudnia już dziewiętnasty, urodziny obchodzi kolega Michał i koleżanka Ania, a ja mam wieczór, w którym mogę na spokojnie świętować to co udało mi się przez te dwa lata napisać, czego udało mi się doświadczyć i jakich ludzi dzięki swojej pasji mogłem poznać. Za to wszystko wznoszę toast kieliszkiem pewnej czterdziestoletniej damy. Slainte!

Pod korkiem znajduje się trunek starzony przez conajmniej 40 lat w beczkach typu refill sherry hogshead. Oczywiście nie ma tu mowy o filtracji na zimno czy barwieniu karmelem. Sama destylarnia została założona  w 1840 roku przez braci Jakuba i Jana Granta, zlokalizowana jest w samym sercu Speyside w miejscowości Rothes.

Nos – bogaty, słodki i owocowy, mango, ananas, gruszki, jabłka, ślady dębu, eukaliptus, laska wanilii oraz goździki. Świetny bukiet, ciężko oderwać nos od kieliszka.

Smak – bogaty i owocowy, wyraźne jabłka i gruszki w waniliowej polewie z dodatkiem listka mięty, mlecznej czekolady z rodzynkami, cukru pudru oraz nut drzewnych.

Finisz – średniej długości o smaku jasnych dojrzałych owoców z lekko zalegającą goryczką.

W trzech zdaniach: Delikatna i bardzo owocowa whisky przypominająca do bólu ciepłą szarlotkę z gałką lodów waniliowych, podaną na drewnianym talerzu i ozdobioną listkiem mięty. Fantastyczny bukiet, niezły balans i niestety zbyt krótki finisz. Trochę brakuje też mocy. Cena w stosunku do wieku znajdujących się w butelce destylatów jest naprawdę atrakcyjna.

Zawartość alkoholu 43%, cena ok 2500zł

Moja ocena 7/10

degustacja#118 BUNNAHABHAIN 1976 Cadenhead’s 39yo

BUNNAHABHAIN 1976 Cadenhead’s 39yo

Szkocja, Islay

bunna39

Pech tak chciał, że andrzejki w tym roku wypadły idealnie w środku tygodnia. Jutro kolejny pracujący dzień, a urlopu jak co roku z końcem listopada pozostało już naprawdę niewiele. Choćby człowiek chciał to i tak porządnie napić się nie może. Pomyśleć by wręcz można, że skazani jesteśmy na lanie wosku przy gorącej herbacie. Jak się okazuje jednak, można załagodzić powstały konflikt interesów stosując zabieg w postaci degustacji niewielkiej ilości whisky z segmentu vintage. Dziś napiję się skromnie a dobrze! Polecam i Wam 🙂

Cadenhead to najstarszy szkocki niezalażny bottler. Firma została założona w 1842 roku przez Williama Cadenhead’a i przez lata przeżywała swoje upadki i wzloty. Na szczęście ten niezależny bottler przetrwał do dziś i do dnia dzisiejszego wydaje na rynek whisky z mocą beczki, bez barwienia oraz filtracji na zimno. Taka jest też opisywana dziś przeze mnie Bunnahabhain, destylowana w 1976 i butelkowana w 2016 roku – naturalna, prosto z trzech rodzajów beczek po sherry. Ten cudowny nektar zabutelkowano w ilości 648 szt.

bunna

Nos – bogaty i złożony, wiśnie w mlecznej czekoladzie, migdały, leśne jagody, rodzynki, wosk pszczeli, przykurzona skóra, stare meble, trawa oraz palone drewno

Smak – złożony, niesamowicie gładki i oleisty, potężne uderzenie sherry, jagody, żurawina, suszone śliwki, dzika róża, miód, tanina, tytoń i imbir

Finisz – długi, słodycz sherry, suszone owoce i chili

W trzech zdaniach: Elegancka i wspaniale zbalansowana szkocka. Bomba sherry jakiej do tej pory chyba doświadczyć nie było mi dane. Świetne wplecione nuty staroci oraz ciemnych owoców okraszone przyprawami. Wszystko tu jest tak idealne…WOW! Trzeba przyznać, że cena jak na tak wiekową whisky jest naprawdę atrakcyjna.

Zawartość alkoholu 49,4%, cena ok 2000 zł

Moja ocena 9/10